RSS
niedziela, 26 listopada 2017
O intensywnym tygodniu, pełnym książek, Islandii i dobrego jedzenia

Mija tydzień za tygodniem. Czasem wydaje mi się, że czas płynie szybciej, a ja na siłę próbuję rozciągnąć dobę dodatkowymi zajęciami. Nie narzekam, dobrze jak coś się dzieje, jak czasem jest intensywnie, a ja potem widzę efekty moich starań.

Poza pracą i dodatkowymi zleceniami, znajduję czas na przyjemności i na spełnianie drobnych marzeń. Tak jak ostatnio, za sprawą pięknego wydarzenia, w którym mogłam uczestniczyć. Spotkanie autorskie wokół książki "Rekin i Baran" z Martą i Adamem Biernat (Bite of Iceland) oraz wernisaż zdjęć pięknej Islandii: "EYJA / WYSPA", tak spędziłam czwartkowy wieczór. Zdjęcia zachwyciły, autorzy ujęli swoją otwartością i pozytywną energią. Opowiadali o Islandii, odpowiadali na pytania czytelników i cierpliwie podpisywali książki. Po tym wieczorze jeszcze bardziej utwierdziłam się, że chciałabym kiedyś wybrać się w to magiczne miejsce.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Hotel pod jemiołą" Richard Paul Evans

Richard Paul Evans to bestsellerowy pisarz amerykański. Jego powieści gościły na listach hitów "The New York Timesa" i zostały przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. Poza pisaniem, Evans zajmuje się działalnością charytatywną i w tym zakresie założył organizację charytatywną „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci.

Tym razem, dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, trafiła do mnie kolejna powieść pisarza: "Hotel pod jemiołą". Przyznaję szczerze, że nie obiecywałam sobie wiele po tej książce. Zarówno okładka, jak i krótki opis z tyłu zapowiadały lekką historię miłosną w klimacie bożonarodzeniowym. Pierwsze chwile z książką tylko mnie w tym fakcie utwierdziły. Jednak druga połowa książki pozytywnie mnie zaskoczyła, zachwyciła i gdzieś tam nawet wycisnęła małą łzę w oku.

Główna bohaterka Kim, to osoba która nie ma łatwego życia. Jej mama popełniła samobójstwo, kiedy ta była małą dziewczynką. Natomiast jako dojrzała kobieta wciąż miała łamane serce przez mężczyzn, których wybierała na partnerów swojego życia. Jedynym wsparciem był i wciąż jest jej ojciec. Wpiera ją i zawsze powtarza, że najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami. Dlatego pomaga jej w spełnieniu marzenia o byciu pisarką i umożliwia jej uczestniczenie w kursie dla pisarzy. Jak się okaże, wydarzenie to stanie się początkiem jej wielkiej przygody.

Przyznaję, że historia wydaje się momentami bardzo bajkowa, przez co wydaje się nierealna. Z drugiej strony, czemu nie dać się ponieść takiej atmosferze? Miłość, spełnianie najskrytszych marzeń, happy end - czasem warto osłodzić sobie życie, bo czasem ono potrafi dać nam wystarczająco w kość. Zatem przymknęłam oko na "słodki klimat", zwłaszcza że zakończenie przyniosło wiele pięknych słów, dla których warto książkę przeczytać.

Każdy, kto chce poczytać o poszukiwaniu szczęścia i miłości, o spełnianiu marzeń zawodowych i o sile, jaką mają więzi rodzinne, to zdecydowanie powinien tę książkę przeczytać. Dużo w niej pozytywnej energii, a ta w sam raz wpasowuje się w klimat zbliżających się Świąt.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciasto marchewkowe z kokosem i żurawiną

Pyszne i nieskomplikowane ciasto na niedzielne, chłodne wieczory. Kusi chrupiącym wierzchem i niesamowitym aromatem :) Niby znajomy smak, bo kto z nas nie jadł ciasta marchewkowego? Tutaj jednak smak wzbogacony jest kokosem i żurawiną. Oryginalnie w cieście są suszone morele, ale to już kwestia gustu. Równie dobrze możecie użyć suszonych wiśni lub rodzynek. Najlepsze jest jeszcze lekko ciepłe :)

Ciasto znalazłam u Truskawkowej Ani, a oryginalnie przepis pochodzi z książki „River Cottage. Fruit everyday”, której autorem jest Hugh Fearnley-Whittingstall (niektórzy z Was pewnie kojarzą go z programów na Kuchni + ).

Składniki:

200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
200 g oleju kokosowego
180 g cukru demarera
3 jajka
200 g marchewki, startej na drobnej tarce
skórka starta z 1 cytryny
150 g suszonej żurawiny
100 g wiórków kokosowych

Przygotowanie:

  • W misce mieszam mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon.
  • W drugiej misce mieszam olej kokosowy oraz cukier i ucieram mikserem przez 2-3 minuty, aż masa stanie się puszysta. Ciągle miksując, dodaję po jednym jajku.
  • Następnie dodaję do masy mąkę i mieszam aż składniki się połączą. Dodaję wiórki kokosowe i marchewkę, mieszam szybko do połączenia składników. Na koniec dodaję skórkę cytrynową i żurawinę, mieszam całość.
  • Ciasto przelewam do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Piekę w 170 st. C. przez 1 godzinę i 15 minut. Po godzinie warto sprawdzić ciasto patyczkiem, jeśli jest suche, kończymy pieczenie. 

niedziela, 12 listopada 2017
O książkowym "hymnie miłości" i o smacznej tarcie na chłodne dni

Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie nie mam ochoty na nic. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś daleko, w drewnianym domku, nad morzem lub w lesie. W niedużej kuchni mogłabym pichcić wszystko to na co mam apetyt, a potem tylko siedziałabym przy kominku, czytała książkę i popijała gorącą herbatę. Tak byłoby najlepiej. Ale marzenia swoją drogą, a życie swoją ;) I tak, z myślą o nadchodzącym tygodniu pracującym, gotuję różne smakowite potrawy, które będą ratunkiem na pusty i zmarznięty brzuch. Zatem mam już: zupę brokułową z batatami, ziemniakami i czosnkiem, wegetariański bigos (serio!) i polędwiczki w sosie musztardowym z pieczarkami. Na obiad natomiast wciągnęłam dziś naprawdę ogromną porcję (aż wstyd...) makaronu rustykalnego z soczewicą i już myślę o kolacji, która będzie eksperymentem (tofu + pomidory).

Niedziela jednak nie upływa mi na samym gotowaniu i jedzeniu, o nie. Choć pogoda nie zachęca, trzeba wyjść na spacer z futrzastą istotą, a potem poruszać się trochę samej i po prostu poćwiczyć. Nie ma lekko ;)

I tylko jakoś przydałoby mi się dodatkowych parę godzin, żeby jeszcze zatopić się w książkę i najzwyczajniej w świecie poczytać.

Spokojnej niedzieli :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Wszystkie moje kobiety" Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Wiśniewski zadebiutował jako pisarz w 2001 roku książką "S@motność w sieci", potem były kolejne powieści i opowiadania. Poza jego debiutanckim dziełem, przeczytałam jeszcze "Siedem lat później", tzw. wywiad-rzeka. Tym razem, dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, mogłam przeczytać jego najnowszą powieść "Wszystkie moje kobiety".

Główny bohater budzi się w szpitalu z kilkumiesięcznej śpiączki. Dowiaduje się, że w ciągu tego okresu czasu odwiedzały go kobiety, z którymi łączyły go różne relacje i których miłości często nie potrafił docenić. Przebudzenie ze śpiączki staje się dla niego czasem, kiedy nie tylko dochodzi on do siebie w sensie fizycznym, ale również analizuje swoje dotychczasowe życie i postępowanie, głównie wobec kobiet. Tych zaś było w jego życiu sporo. Bohater uświadamia sobie, jak często ranił je, budząc w nich uczucia, a potem znikał z ich życia, bądź ranił i upokarzał swoim zachowaniem. Można odnieść wrażenie, że wreszcie budzi się w nim uśpione sumienie.

Najbardziej podobała mi się wykreowana przez pisarza postać pielęgniarki Laurencji. Barwna, charakterna, ale bardzo ciepła i radosna osoba. Wybijała się wśród wielu przewijających się w powieści postaci.

W rozmowie z Booklips, autor o swojej książce powiedział: „To bardzo dla mnie ważna powieść. Podsumowanie roli kobiet w życiu dojrzałego mężczyzny. Spojrzenie na kobiety, które pojawiły się w jego życiu, te, których nie zauważał, które porzucił, które kochał”.

Powieść nie była łatwa w odbiorze, z pewnością nie dało się jej czytać "szybko", kartka po kartce. Do pewnych fragmentów wracałam, po innych odkładałam książkę na bok. Z pewnością jednak warto po nią sięgnąć i przekonać się, czy przypadnie do gustu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tarta z kiełbasą, karmelizowaną cebulą i brązowymi pieczarkami

W tak chłodne dni, kiedy wieczór zaczyna się nieco szybciej, człowiek nabiera ochoty na tzw. comfort food ;) Coś ciepłego, smacznego i konkretnego zarazem. Tarta z kiełbaską, karmelizowaną cebulką i pieczarkami wydaje się być zatem idealna na ten czas. 

Uwagi: 

  • w oryginalnym przepisie, Asia używa formy o średnicy 24 cm. Natomiast ja użyłam nieco większej, tj. o średnicy 26 cm.
  • przy następnej okazji, kiedy będę robić ową tartę, z pewnością zmienię coś odnośnie kiełbaski. Myślę, że dobrze by jej zrobiło uprzednie przesmażenie z dodatkiem suszonej papryki (ostrej lub słodkiej, jak kto woli). Ewentualnie, dobrym pomysłem będzie dodanie kilku plastrów podsmażonego salami lub wędzonego boczku. Taki akcent mógłby dodać tarcie dodatkowego smaczku.
  • odnośnie grzybów: mogą być leśne, mogą być pieczarki (zwykłe, brązowe lub portobello). Wszystko zależy od tego, co lubicie bądź co macie akurat pod ręką. U mnie były to brązowe pieczarki, które bardzo mi smakują.
  • do tarty będzie pasować lekka sałatka z orzeźwiającym dressingiem oraz kieliszek białego wina (to już opcjonalnie ;).

Składniki:

Kruchy spód:
200 g mąki orkiszowej lub pszennej
120 g zimnego masła
szczypta soli
1 małe jajko
Nadzienie:
2 czerwone cebule
1 łyżka oleju
250 g brązowych pieczarek
1 łyżka masła
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
250 g dobrej kiełbaski wiejskiej
160 g tartego sera (gruyère / cheddar / gouda)
1 łyżka mąki
3 jajka
1 szklanka mleka
1/2 szklanki kremówki

Przygotowanie:

  • Spód: zagniatam ciasto kruche z mąki, pokrojonego na kawałki zimnego masła i soli, następnie dodaję jajko i łączę składniki w jednolite ciasto. Rozpłaszczam je, zawijam w folię i wstawiam do lodówki na około 1 godzinę.
  • Po tym czasie, wyjmuję ciasto z lodówki i rozwałkowuję na placek podsypując mąką, wykładam nim spód i boki posmarowanej masłem formy na tartę. Spód nakłuwam widelcem i wstawiam do lodówki.
  • Piekarnik nagrzewam do 190 stopni C. Ciasto okrywam folią aluminiową, wysypuję obciążenie (np. w postaci suchej fasoli; do wielokrotnego wykorzystania) i wstawiam do piekarnika. Piekę przez 10 minut. Zdejmuję folię oraz obciążenie i piekę spód jeszcze przez 5 minut. Wyjmuję z piekarnika, odstawiam do wystudzenia. Piekarnik ustawiam na 180 stopni C.
  • Nadzienie: na patelni karmelizuję czerwoną cebulę: kroję ją w kostkę i wrzucam na rozgrzaną patelnię razem z łyżką oleju. Doprawiam solą i co chwilę mieszając smażę na większym ogniu przez ok. 4 - 5 minut, aż cebula będzie szklista. Następnie zmniejszam ogień do średniego i często mieszając duszę cebulę przez ok. 15 - 20 minut, nie rumieniąc jej. Po tym czasie powinna być miękka i lekko skarmelizowana. Zdejmuję z patelni i przekładam do miski.
  • Pieczarki myję i kroję na plasterki, wrzucam na patelnię po cebuli i smażę mieszając przez ok. 3 - 4 minuty aż odparują i zaczną się rumienić. Dodaję masło, solę i smażę jeszcze przez ok. 2-3 minuty, pod koniec dodając natkę pietruszki. Przekładam do miski z cebulą, dodaję pokrojoną w kosteczkę kiełbasę (obrać ją wcześniej ze skórki), starty ser wymieszany z mąką i wszystko razem mieszam.
  • W oddzielnej misce roztrzepuję rózgą jajka z dodatkiem mleka, śmietanki kremówki, soli i pieprzu.
  • Na podpieczony spód wykładam składniki nadzienia, zalewam masą i wstawiam do piekarnika. Piekę przez ok. 35 - 40 minut na złoty kolor.



KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...