RSS
wtorek, 14 czerwca 2016
Dzieje się (syrop z rabarbaru)

Dzieje się sporo. Jest i pozytywnie i troszkę negatywnie też, jak to w życiu. Czasu za to brakuje i to bardzo. Z braku czasu zatem, nie zdołałam przygotować comiesięcznego wpisu z inspiracjami. Postaram się w lipcu trochę nadrobić zaległości i mam nadzieję, że mi się to uda. Obowiązków jednak przybywa i organizer coraz bardziej staje się dla mnie niczym prawa ręka. Dziś krótko, ale zostawiam Was z przepisem idealnym na zbliżające się letnie dni :)

Sezon rabarbarowy trwa w najlepsze. Korzystam z niego ile się da, wracam do starych i sprawdzonych przepisów, ale też wyszukuję nowych potraw, w których gra główną rolę. Tym razem padło na syrop rabarbarowy - gęsty i słodki. Idealnie pasuje jako składnik koktajli, smoothies, czy drinków.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

600 g rabarbaru

sok z 1 pomarańczy lub cytryny

200 g cukru

opcjonalnie: ziarenka z 1 laski wanilii

Przygotowanie:

Rabarbar myję, odcinam liście, łodygi kroję na 1 cm kawałki. Wkładam do garnka, wsypuję cukier, wlewam sok, dodaję ziarenka wanilii, mieszam i na wolnym ogniu podgrzewam pod przykryciem przez około 30 minut (rabarbar ma się delikatnie podgrzewać i uwalniać soki a nie mocno gotować). Przecedzam przez sitko do czystego naczynia. Po ostudzeniu zlewam do butelki lub słoika i wstawiam do lodówki.

09:20, milka1204
Link Komentarze (11) »
piątek, 27 maja 2016
W maju nadzieja (curry z ciecierzycą, pomidorami i fasolą szparagową)

Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą raczej melancholijną, która za dużo myśli i analizuje oraz przejmuje się problemami całego świata. Ostatnio usłyszałam zaś, że ktoś nigdy w życiu nie wziąłby mnie za taką osobę, bo wciąż widzi mnie uśmiechniętą i żartującą. Oczywiście powyższą wypowiedź zaraz przeanalizowałam - a jakże by inaczej ;) Faktycznie coś w tym jest, choć gdzieś w środku mnie jestem taka, jak o sobie napisałam, jednak wśród ludzi lubię być uśmiechnięta, lubię żartować i wygłupiać się, jakbym miała pięć lat. Może to właśnie po części dzięki temu radzę sobie z różnymi problemami i niepowodzeniami. Wciąż tkwi we mnie nadzieja, wciąż raduję się drobnymi radościami i rozmowami z ciekawymi ludźmi, wciąż ładuję swoje baterie życiowe dzięki nieustannej obecności moich Bliskich. Takie tam przemyślenia mnie naszły ;)

Jest kolejny powód do radości: długi weekend. Mam nadzieję, że dla Was będzie udany, bez względu na pogodę ;) Spędzajcie miło czas!

PS. Właśnie trwa majowa burza: grzmi, pada deszcz, czuć świeżość w powietrzu... :)

W środku tygodnia zdarza się, że brakuje czasu na gotowanie, że o samych pomysłach na to co ugotować już nie wspomnę. Czasami ma się wrażenie, że już wszystko się "przejadło" i chciałoby się zjeść coś innego, ale nie wiadomo co ;) Przynajmniej ja tak mam. Ostatnio Sis obdarowała mnie kilkoma gazetami kulinarnymi. W jednej znalazłam rewelacyjny przepis na szybkie curry warzywne (magazyn "Pyszne" nr 4/2016). Trochę je pozmieniałam: w oryginale był groszek zielony z puszki, którego zastąpiłam ciecierzycą; oryginalny ser feta zastąpiłam serem sałatkowym typu feta (bo smakuje nam bardziej...); podgotowałam trochę mrożoną fasolkę, a w oryginale wrzuca się ją bez gotowania od razu do gotującego się curry. To chyba tyle moich zmian. Z dodatkiem ugotowanego ryżu basmati wyszło smacznie i konkretnie. Polecam :)

Składniki:

2 puszki ciecierzycy

1 duża cebula

200 g sera typu feta

2 ząbki czosnku

6 łyżek kremówki

kawałek imbiru (ok. 20 g)

2 łyżki oleju

1/2 pęczka kolendry

1-2 łyżki żółtej pasty curry (u mnie zielona)

1 puszka przecieranych pomidorów

200 g mrożonej zielonej fasolki szparagowej

sól, pieprz

Przygotowanie:

  • Ciecierzycę odcedzam, płukam pod wodą i zostawiam na sitku do odsączenia.
  • Mrożoną fasolkę gotuję w osolonym wrzątku ok. 8 minut.
  • Cebulę i czosnek obieram i kroję w kostkę. Obrany kawałek imbiru ścieram na tarce. Na głębokiej patelni rozgrzewam łyżkę oleju. Podsmażam na nim cebulę, czosnek i imbir. Dokładam pastę curry i dalej podsmażam. Dodaję pomidory, 125 ml wody, ciecierzycę oraz ugotowaną fasolkę. Doprowadzam do wrzenia i gotuję ok. 5 minut.
  • Do curry dodaję kremówkę, mieszam i gotuję jeszcze ok. 5 minut.
  • Połowę sera dodaję do curry, doprawiam całość solą i pieprzem.
  • Curry podaję udekorowane posiekanymi listkami kolendry i pokruszoną resztą sera.

środa, 18 maja 2016
Jest, jak jest (ciasto marcepanowo-czekoladowe i książkowe co nieco)

Sporo problemów na głowie, dużo się dzieje, głowa paruje od myślenia, analizowania i szukania rozwiązań. Taki czas trudniejszy jakiś się przypałętał. Trudno się mówi i żyje się dalej, jak najlepiej się da. Na szczęście nie jestem w tym wszystkim sama, mam wsparcie, dzięki któremu na koniec nawet najgorszego dnia, pojawia się spokój w duszy i radość w sercu...

Trochę zmęczona tym tygodniem, wrzucam pośpiesznie wpis, licząc że Was nie zawiodę i nie zanudzę, a wręcz przeciwnie: skuszę na pyszne ciasto i podzielę się w kilku słowach tym, co ostatnio przeczytałam.

Miłego wieczoru :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Za drzwiami pałacu. W służbie saudyjskiej księżniczki". Cay Garcia

Księżniczką nigdy być nie chciałam. Będąc małą dziewczynką i wisząc do góry nogami na "drabinkach" z koleżankami, snułyśmy wizje tego, kim będziemy w przyszłości. I owszem, niektóre z dziewczynek widziało się jako królewny w pięknych sukniach, inne zaś myślały by "zostać" żonami bogatych mężów. Natomiast ja i kilka innych koleżanek widziałyśmy się jako silne kobiety niezależne i samodzielne, ha!. Bo po co nam książę na białym koniu? ;) Chciałyśmy same tworzyć swoją bajkę i tyle.

Dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, miałam możliwość przeczytania książki "Za drzwiami pałacu" Cay Garcii, dzięki której mogłam przekonać się, jak wygląda życie saudyjskiej księżniczki i czy bogactwo daje szczęście.

Cay Garcia, opowiada w swojej powieści o tym, jak potoczyło się jej życie zaraz po tym, jak porzuciła dotychczasową pracę i zapisała się na kurs organizowany przez szkołę dla kamerdynerów. Autorka bardzo ciekawie opisuje to, czego się tam nauczyła (naprawdę ciekawe szkolenie). Kurs udało jej się ukończyć z wyróżnieniem i niedługo po tym, otrzymuje ofertę pracy jako osobista asystentka saudyjskiej księżniczki Arabelli. Bohaterka z ogromną radością przyjmuje ofertę...

Książka opisuje autentyczną historię kobiety, która znalazła się w bardzo odmiennym kulturowo świecie, w którym panują surowe zasady i daleko im do tego, jak żyje świat zachodni. Pani C. - jak nazywa swoją asystentkę księżniczka - z trudem radzi sobie w arabskim świecie zdominowanym przez mężczyzn i religię. Do tego sama księżniczka Arabella nie ułatwia jej codziennej pracy: jest kapryśna, humorzasta i w zasadzie nigdy nie wiadomo w jakim za chwilę będzie nastroju. Żyjąca w luksusie, otoczona najdroższymi markami perfum, kosmetyków i ciuchów, mogąca pozwolić sobie na jakikolwiek kaprys - wcale nie wydaje się być szczęśliwa. Jej wolność i szczęście, to tylko pozory.

Jedynym pozytywnym akcentem dla Cay jest pewien Ktoś, kto sprawia, że codzienne smutki daje się udźwignąć. Rodzące się uczucie - miłość - pozwoliło bohaterce znieść najgorsze chwile. I chyba to pokazuje najlepiej, co daje człowiekowi prawdziwe szczęście.

Powieść przeczytałam bardzo szybko, historia mnie wciągnęła i jak dla mnie, mogłaby być rozwinięta jeszcze o kilka innych historii, które z pewnością Cay Garcia tam przeżyła. Polecam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciasto marcepanowo-czekoladowe

Ciasto jest przepyszne! Przetestowane przez spore grono osób, zatem szczerze mogę je Wam polecić. Piekłam je kilka razy, w tym raz do pracy, żeby poświętować kolejną wiosnę w metryce. Z dużej keksówki nie został nawet okruszek ;) Sukces tkwi w tym, że jest miękkie, lekko wilgotne i pachnie marcepanem. Najlepsze jest na drugi dzień, nabiera wtedy głębszego smaku i aromatu...

Przepis na ciasto znalazłam tutaj, a na masę marcepanową tutaj.

Składniki:

100 g masła

200 ml mleka

200 g masy marcepanowej* - połowa starta na tarce, druga połowa pokrojona w małą kostkę

100 g czekolady 70-90%

170 g drobnego cukru trzcinowego

1 łyżeczka esencji waniliowej

5 jajek rozbełtanych w miseczce

200 g mąki przesianej przez sitko z 1 łyżeczką proszku do pieczenia

100 g suszonych wiśni (lub rodzynek; można też upiec ciasto bez dodatku owoców)

Polewa:

100 g ciemnej czekolady 70%

150-200 ml śmietany do ubijania 30%

40 g masła pokrojonego w małą kostkę

* Domowa masa marcepanowa

100 g migdałów bez skórki (lub płatków migdałowych)

100 g cukru pudru

1,5 łyżeczki spirytusu

1,5 łyżeczki wody

kilka kropel olejku migdałowego

Migdały/płatki migdałowe umieszczam w misce blendera i mielę starannie na drobny proszek. Masa stanie się lekko wilgotna. Dodaję przesiany cukier puder, wszystko miksuję. W miseczce mieszam wodę, spirytus i olejek migdałowy. Następnie dodaję do masy migdałowo-cukrowej. Wszystko dokładnie zagniatam na gładką, jasną, tłustą kulę. Aby lepiej się go kroiło i porcjowało, marcepan wkładam do lodówki do schłodzenia.

Przygotowanie:

  • Piekarnik nagrzewam do 160 stopni C.
  • Formę keksówkę wykładam papierem do pieczenia.
  • W garnku roztapiam masło, dodaję mleko, cukier, wanilię, startą na tarce masę marcepanową (100 g) i czekoladę. Podgrzewam, cały czas mieszając, aż składniki się połączą. Zdejmuję z ognia i pozostawiam do lekkiego ostudzenia.
  • Dodaję stopniowo jajka, ciągle mieszając. Na końcu dodaję mąkę z proszkiem do pieczenia, resztę masy marcepanowej i owoce. Całość mieszam, ale nie miksuję.
  • Masę przelewam do formy, wstawiam do piekarnika i piekę ok. 1 godziny (ciasto powinno być dobrze ścięte w środku, należy pod koniec pieczenia sprawdzić je drewnianym patyczkiem i w razie czego dopiec jeszcze 10-15 minut).
  • Po upieczeniu pozostawiam w formie do ostygnięcia, potem wyjmuję z formy i smaruję polewą.
  • Polewa: wszystkie składniki roztapiam w garnuszku, śmietanę wlewam stopniowo do uzyskania odpowiedniej konsystencji (czasem stopiona czekolada jest bardzo gęsta i wymaga dodania więcej płynu, innym razem mniej, należy więc wlewać go z umiarem Na końcu dodaję masło i dokładnie mieszam.
poniedziałek, 09 maja 2016
Myślówka ("To skomplikowane" i tatar z suszonych pomidorów i grillowanej cukinii)

Maj kwitnie, zieleni się soczyście i zdarza mu się rozpieszczać ciepłem promieni słonecznych, czego efektem są piegi na nosie i policzkach. W weekend udało się skorzystać z łaskawości pogody. Spędziliśmy czas na spacerach po lesie i na prowadzeniu ważnych rozmów. Trzeba przyznać, że podziałało to niczym balsam.

Żeby nie było, że w weekend sam chillout, muszę wspomnieć o tym, że niczym perfekcyjna pani domu umyłam okna, wyprałam firany i cieszyłam się tą świeżością, jaka zapanowała w mieszkaniu :)

Tymczasem, zapraszam Was na recenzję książki i na przepis na pyszny tatar z suszonych pomidorów

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "To skomplikowane" Jessica Park

Czasy studenckie mam już dawno za sobą, a na „liczniku” trójka z przodu. Jednak kiedy Wydawnictwo Znak Literanova zaproponowało mi do zrecenzowania książkę zaliczaną do kategorii  literatury młodzieżowej, pomyślałam sobie, że w sumie czemu by jej nie przeczytać? Teraz mogę śmiało powiedzieć, że warto było zaryzykować. „To skomplikowane”, to niesamowicie ciepła, mądra i zabawna książka, którą napisała Jessica Park.

Główną bohaterkę Julie poznajemy, kiedy przeprowadza się z Ohio do Bostonu, gdzie ma zacząć studia na jednej z mniejszych uczelni (mimo zdolności dziewczyny, jej matki nie stać na lepszą uczelnię). Kiedy dociera do miejsca, odkrywa że jej miejsce zamieszkania, to tak naprawdę meksykańska restauracja. Na szczęście, jej mama ma w Bostonie znajomą, którą prosi o pomoc w kwestii noclegu. Dziewczyna trafia zatem do rodziny Watkinsów, ma z nimi mieszkać, ale tylko do czasu, aż nie znajdzie nowego mieszkania.

Julie dość szybko odkrywa, że w rodzinie Watkinsów coś jest nie tak, można powiedzieć, że „to skomplikowane”. Zapracowanych rodziców bardzo często nie ma w domu, a rolę rodzica-opiekuna nad trzynastoletnią siostrą Celeste, przejął ich syn Matt, niezwykle uzdolniony student matematyki . Co do Celeste, Julie zauważa, że z nią też sprawa jest skomplikowana. Dziewczyna nie zachowuje się jak nastolatka, wysławia się w bardzo dorosły i dojrzały sposób oraz nie rozstaje się z kartonową postacią jej starszego brata, Finna, który podróżuje po świecie. Kartonowa postać ma nawet swoje określenie: „Płaski Finn”…

Ostatecznie  Julie zostaje u Watkinsów, pomaga Mattowi zajmować się Celeste i budzi się w niej chęć pomocy dziewczynce (a przy okazji pozostałym domownikom). Poza tym, nawiązuje na Facebooku kontakt z Finnem, który jest niesamowicie tajemniczy…

Książka wciąga, przeczytałam ją w trzy dni. I choć miałam pewne przypuszczenia co do rozwoju wydarzeń, to do końca jednak nie byłam ich pewna, a chciałam dowiedzieć się jak najszybciej czy miałam rację, czy jednak nie ;)

„To skomplikowane” trzeba przeczytać i nie warto się sugerować tym, że książka jest określona jako „młodzieżówka”. Bohaterowie są bardzo dojrzali. Julie ma 18 lat, ale zachowuje się jakby była starsza (ale w pozytywnym sensie). Jest inteligentna, ambitna, zabawna i ujmująca jeśli chodzi o chęć niesienia pomocy innym. Sama nie miała zbyt łatwego życia. Jej ojciec zostawił ją i jej mamę, a teraz też nie wykazuje zbytniego zainteresowania córką. Im dalej w głąb książki, tym więcej ciekawych faktów.

Podsumowując, w tej książce podoba mi się właściwie wszystko: ciekawi bohaterowie, fabuła, relacja, jaka wytworzyła się między Julie i Celeste oraz postać Matt’a,  niesamowicie ciekawa i wzbudzająca sympatię. Polecam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tatar z suszonych pomidorów i grillowanej cukinii

Oryginalny tatar, no wiecie który, to nie moja bajka. Odrzucał mnie od zawsze i choćby był z najświeższego, najlepszego gatunkowo mięsa, to i tak go nie zjem i kropka. Jednak kiedy zobaczyłam u Asi z Kwestii Smaku przepis na bezmięsną wersję tatara, zaciekawiłam się ogromnie i wiedziałam, że muszę go przygotować. Warto! Nie ważne, czy jesteście miłośnikami mięsnej wersji, czy też nie. Musicie go spróbować, bo dzięki temu Wasze kubki smakowe będą w raju. Zaopatrzcie się tylko w dobre suszone pomidory, bo to one grają pierwsze skrzypce w tej potrawie. Tatar potraktowałam jak pastę i rozsmarowywałam je na chrupiących tostach - tak smakował mi najlepiej ;)

Składniki:

1 średnia cukinia

2 łyżeczki oliwy

suszony tymianek

90 g suszonych pomidorów w oleju

1 cebulka szalotka

1 łyżeczka czerwonego octu winnego

1 łyżka octu balsamicznego

świeżo zmielony pieprz

2-3 krople sosu tabasco

2 łyżki posiekanego szczypiorku

Przygotowanie:

  • Cukinię kroję na plasterki i układam na rozgrzaną patelnię grillową. Grilluję przez ok. 5 - 7 minut aż pokryje się od spodu ciemnymi paskami. Przewracam na drugą stronę i powtarzam grillowanie. Na koniec skrapiam oliwą i posypuję suszonym tymiankiem. Zdejmuję z patelni i przekładam na talerz.
  • Do pojemnika rozdrabniacza (melaksera) wkładam pomidory i pokrojoną na kilka kawałków cebulę. Rozdrabniam na małe kawałeczki, następnie dodaję cukinię i powtarzam miksowanie.
  • Dodaję ocet winny i balsamiczny, pieprz, sól, tabasco i szczypiorek. Jeszcze raz krótko miksuję.
niedziela, 01 maja 2016
Majowe inspiracje

Rozpoczynamy maj! Oby był cieplejszy i jeszcze bardziej ukwiecony niż kwiecień. Niech obfituje w słoneczne dni, pikniki, spacery, rowerowe przejażdżki i co nam tylko przyjdzie do głowy :) Zapraszam na comiesięczne inspiracje:

1. Muzycznie: Julia Pietrucha. Przesłuchałam sobie cały album (nie raz) i podoba mi się bardzo. Przyjemny głos i kojące melodie plus ukulele w tle. Płytę przesłuchać możecie tutaj.

2. Cudowny blog kulinarny. Ciekawe przepisy, sporo ciekawych historii i piękne zdjęcia. Wypróbowałam z tej strony przepis na pyszne ciacho (uwaga): cytrynowo-rumiankowo-makowe :) http://tworedbowls.com/

3. Tu zaś "takie tam" z przymrużeniem oka, czyli zrób z siebie kreskówkową atomówkę/atomówka ;) Oczywiście, że musiałam to przetestować (efekt możecie zobaczyć na moim instagramowym profilu) ;)

4. Tumblrowe miejsca ze zbiorem pięknych, klimatycznych zdjęć: Modernhepburn i Kiyoaki

5. Pewnie znacie Filipa Springera. Tutaj można przeczytać ciekawą rozmowę Mateusza Halawa z Panem Springerem właśnie. O mieszkaniach, kredytach  i przestrzeni.

6. Mieliście kiedyś domek na drzewie? Jeśli tak, to pamiętacie, jaka to frajda. Jeśli nie i chcecie poczuć choćby namiastkę tego uczucia, to zajrzyjcie tutaj

7. Karolina-G tworzy piękne dzieła, a o sobie pisze: „Lepię, szkliwię, maluję, wypalam, haftuję, szyję.... oglądam, zachwycam się, zamyślam, wymyślam... Ciągle szukam nowych technik, łączę je z tymi, które lubię od dawna.” Wejdźcie na jej stronę i zobaczcie sami, jakie cuda tworzy.

Tyle inspiracji na ten miesiąc :)

Co kulinarnie działo się rok temu w maju? Otworzyłam sezon piknikowy na plaży i przygotowałam stromboli z ciecierzycą i cukinią, upiekłam młode marchewki z masłem orzechowym, uzbierałam kwiaty mniszka lekarskiego i zrobiłam miodek majowy oraz upiekłam ciasto z rabarbarem, konfiturą malinową i bezą.  



Instagram
KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...