RSS
sobota, 22 października 2016
Jest, jak jest (kremowa brukselka)

Październik pogodowo bardziej przypomina listopad: mgły, mżawka przechodząca w deszcz, przenikliwy chłód i wiatr. Słońca jak na lekarstwo, a ja mimo wszystko jakoś zaczynam się w tej aurze odnajdywać, zwłaszcza w mgłach. Wszechobecna szarość nie smuci, a daje dziwne ukojenie. I moje ukochane morze: szare, zlewające się w jedno z równie szarym niebem. Mokry piasek na plaży, śliskie kamienie i wyludniała plaża. Cały czas wzmaga się we mnie tęsknota za czymś dalekim. Za ciszą, spokojem, niewielkim domkiem z dużym regałem na książki.

Dopadło mnie choróbsko - zatoki dają o sobie znać... Już zapomniałam, jaki okropny potrafi być ten ból... Siedzę w domu, otulam się kocem, pieseł robi za termofor, a ja biorę lekarstwa i liczę na szybkie wyzdrowienie. Ten dziwny czas umilają książki, jedne bardzo trafione, drugie nieco mniej. W kuchni zaś nieco mniej się dzieje, a jak już, to poruszam się w tematyce bardzo jesiennej: dynia, jabłka, cynamon i brukselka ;)

Przeciwnicy brukselki z pewnością nie jedli jej przygotowanej wg TEGO przepisu. Jest ona bowiem w smaku zupełnie inna od wszelkich koszmarków, które pamiętamy z dzieciństwa. Tutaj ląduje na talerzu kremowa, delikatna w smaku maleńka kapustka, lekko utytłana w śmietanowym sosie. Niebo w gębie. Uwielbiam ją jeść samą, ot tak, ale dodaję wtedy nieco więcej śmietany. Poza tym, idealnie pasuje również jako dodatek do mięsnych potraw.

Przepis od Truskawkowej Ani.

Składniki:

0,5 kg brukselki

3 łyżki masła

1 filiżanka śmietanki 30%

sól, pieprz

Przygotowanie:

  • Brukselkę myję, kroję na połówki. Gotuję na parze, aż lekko zmięknie (nie wolno jej rozgotować).
  • W głębokim i szerokim rondlu topię masło, wrzucam do niego brukselkę i doprawiam ją wg uznania. Podsmażam ją ok. 5 minut - powinna się zezłocić.

  • Po 5 minutach zmniejszam gaz i do brukselki wlewam śmietankę, przykrywam naczynie i duszę przez ok. 20 minut. W tym czasie część śmietanki odparowuje, a brukselka nabiera słodkiego, kremowego posmaku.

niedziela, 09 października 2016
Jesiennie: książka i rozgrzewające curry

Nad morzem pogoda nie była zbyt łaskawa. Wiało i padało, co skutecznie zmniejszało sympatię do trwającej od niedawna jesieni. A marzy mi się wyprawa na grzyby, żeby potem móc je zasuszyć albo zamrozić i mieć ich zapas do świątecznych potraw.... Tylko czas na to jakoś trudno wyłuskać... I jednak wolę okręcić się szczelnie kocem i poczytać coś wciągającego, przy kubku gorącej herbaty...

Coraz ciężej się zmotywować do jakiejś aktywności... Z trudem ruszam do lasu pobiegać (coraz częściej po błotku), z trudem odkładam książkę i rozkładam matę do ćwiczeń, z trudem wychodzę spod koca, by udać się do kuchni, by coś ugotować. Najczęściej bazuję na sprawdzonych przepisach, najlepiej na takich, z których da się wyczarować obiad na dwa dni. Jednak mam nowe perełki, choćby sernik dyniowy czy też makaron z pieczonym kalafiorem (boski!). Nie wszystko dało się uwiecznić na fotografii, bo już światło nie te (a prawda taka, że zniknęło raz-dwa i za szybko...).

Tym razem mam dla Was coś, co robiłam już wiele razy i za każdym razem wzdychałam z zachwytu i biegłam do kuchni po dokładkę: boskie curry ;) Ale wcześniej, kilka słów o książce, którą otrzymałam do przeczytania od Wydawnictwa Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Ch...owa Pani Domu" Magdalena Kostyszyn

Jeśli Facebook jest Wam nieobcy, to z pewnością kojarzycie profil zwany "Chujowa Pani Domu". Prowadzi go Magdalena Kostyszyn, znana niektórym również jako autorka bloga Venila Kostis, a czytelniczkom WO, jako zwyciężczyni plebiscytu "Superbohaterka Wysokich Obcasów 2015". Całkiem niedawno pojawiła się w księgarniach jej książka.

"Ch...owa Pani Domu" to odpowiedź na bycie Perfekcyjną Panią Domu, którą oczywiście nie da się być (przynajmniej nie tak łatwo, będąc kobietą pracującą na pełen etat, matką, żoną i kim tam się da jeszcze). Perfekcyjność męczy, a dążenie do niej sprawia, że czujemy się sfrustrowane i gorsze. Oglądamy te wszystkie programy o byciu boginią domową i coś zaczyna nas gnieść i uwierać, że my chyba takie nie jesteśmy.... Zatem Magda poprzez swoją książkę, chce nas przekonać, że nie ma nic złego w tym, że perfekcyjne nie jesteśmy. Żeby się w tym utwierdzić, mamy do przeczytania aż siedem rozdziałów.

Jest śmiesznie, pozytywnie i chwilami odmóżdżająco. Przytaczane scenki z szarej codzienności przypominają dokładnie to, co przydarzało się także i mojej osobie. Ileż razy czytając jakiś fragment, myślałam sobie: "Ha! też tak miałam!" ;)

Mogłabym tu przytoczyć kilka cytatów, ale nie zrobię tego z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że musiałabym przepisać tutaj sporą część książki. Drugi powód: nie byłoby wtedy sensu, żebyście sami sięgnęli po tę lekturę, bo większość znalazłaby się na moim blogu.

Jest jednak coś, co MUSZĘ zacytować:

"Jak dotrzeć do tych kobiet i jak im powiedzieć, że za wywoskowaną podłogę nie idzie się do nieba? Jak wytłumaczyć, że one nic nie muszą? Śni się jednej z drugą, że zostały twarzą garnków. I na co to komu?

Osobiście wyznaję filozofię bycia szczęśliwym we własnym domu. Nie pozwalam, żeby pod meblami i fotelami rozmnażały się koty, ale też nie dostaję kota na widok nieumytych okien. Nie znoszę prasować, tak więc opracowałam autorską metodę strzepywania ubrań tuż przed ich wysuszeniem, przez co rykoszetem żelazko wyzionęło ducha i spoczęło na cmentarzysku piwnicznych osobowości, obok tostera i maszyny do szycia."

Polecam :)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: curry z kurczakiem, fasolką i pomidorem

Cudownie szybkie i smaczne, curry idealne na jesienny obiad lub kolację. Dobrze przyprawione rozgrzewającymi orientalnymi przyprawami, z dodatkiem pomidora, fasolki, kurczaka, a wszystko to pięknie utaplane w sosie na bazie mleka kokosowego. Jeśli ktoś mięsa nie jada, może oczywiście pominąć kurczaka ;)

Przepis znalazłam tutaj - klik.

Składniki:

pierś z kurczaka

1/2 łyżeczki mielonej kolendry

1 łyżeczka kurkumy w proszku

1/3 łyżeczki chili w proszku

2 łyżki oleju roślinnego

3 cm kawałek imbiru

2 ząbki czosnku

1/3 cebuli

opcjonalnie: 4 liście limonki kafir

200 ml mleka kokosowego

mała puszka fasoli (lub kukurydzy)

1 pomidor

1 łyżeczka musztardy francuskiej

2 łyżki soku z limonki

1 łyżeczka cukru trzcinowego

Przygotowanie:

  • Pierś kurczaka oczyszczam z błonek i kostek, kroję w kosteczkę. Doprawiam solą, kolendrą, kurkumą, chili w proszku i mieszam z 1 łyżką oleju.
  • Obrany imbir, czosnek i cebulę ścieram na tarce. Dodaję 1-2 łyżki wody i mieszam. Na patelnię wlewam drugą łyżkę oleju, dodaję powstałą pastę i chwilę podsmażam.
  • Dodaję kurczaka i (opcjonalnie) liście limonki kafir, obsmażam przez około 5 minut mieszając co chwilę. Wlewam 1/2 szklanki wody (możne być woda z gotującego się ryżu) i zagotowuję.
  • Wlewam mleko kokosowe i gotuję przez około 10 minut. Dodaję fasolkę z puszki, następnie obrane i pokrojone w kostkę pomidory i gotuję przez około 5 minut.
  • Dodaję musztardę, sok z limonki oraz cukier, gotuję jeszcze 1-2 minuty, doprawiam w razie potrzeby solą. Podaję z ryżem i kolendrą.
poniedziałek, 19 września 2016
Wrześniowo (ciasto kalafiorowe z tuńczykiem i czarnymi oliwkami)

Ostatnie dni niosą wiele rozczarowań: słowa, ludzie, sytuacje... Staram się myślami nie grzebać w tym wszystkim za bardzo, bo w zasadzie nie ma to chyba większego sensu... Łatwo jednak nie jest.

Staram się chwytać tych przyjemniejszych chwil i wspomnień. Trochę ich jest, więc stają się moim wsparciem z szarawą codziennością. Sobotnie spotkanie z A. pozytywnie mnie naładowało (mimo niełatwych tematów). Dobrze jest się przed kimś otworzyć i dobrze jest być obdarzonym zaufaniem i wysłuchać tego, co ktoś ma głęboko w sercu...

Kulinarnie: ciasto kalafiorowe z tuńczykiem i czarnymi oliwkami. Kremowe, delikatne i dość lekkie. Z dodatkiem sosu lub sałatki, dobrze sprawdzi się jako danie główne, a w mniejszych porcjach może być świetną przystawką.

Jest jednak coś, co zmieniłabym w tej potrawie, jeśli miałabym ją robić ponownie. Przede wszystkim doprawianie: więcej pieprzu, do tego może papryka chili? Wolałabym żeby nawet bez dodatku sosu, była bardziej wyrazista. Dodałabym też więcej czarnych oliwek, bo gdzieś tam się pogubiły w cieście.

Ilość ciasta starczyła na wypełnienie pięciu foremek do tartaletek i jednej małej tortownicy.

Przepis pochodzi z wrześniowego numeru magazynu "Kuchnia".

Składniki:

500 g kalafiora

220 g tuńczyka w sosie własnym

200 g twarożku śmietankowego

3 jajka

łyżka posiekanych czarnych oliwek

posiekana łyżka estragonu (u mnie łyżeczka suszonego)

sól, pieprz

łyżka przecieru pomidorowego - opcjonalnie

Przygotowanie:

  • Kalafior dzielę na różyczki, wkładam do osolonego wrzątku i gotuję ok. 10 minut na półtwardo. Odcedzam i lekko studzę.
  • Do ugotowanego kalafiora dodaję osączonego tuńczyka i miksuję. Następnie dodaję twarożek, jajka, posiekane oliwki, estragon, przecier pomidorowy (jeśli go używamy) i dokładnie mieszamy.
  • Doprawiam do smaku solą i pieprzem.
  • Ciasto przekładam do małej tortownicy i foremek na tartaletki. Piekę w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C i piekę 35-45 minut (tortownica); 25 minut (tartaletki).
  • Ciasto podaję ciepłe, z dodatkiem ostro przyprawionego sosu pomidorowego.

niedziela, 04 września 2016
Bywało lepiej (na pocieszenie: sernik jagodowy w białej czekoladzie)

Zdecydowanie bywały kiedyś lepsze dni. Myśli męczą ostatnio bardziej niż zazwyczaj. Tematyka - skrajnie różna. I gdyby tylko była możliwość choć chwilowego ich wyłączenia, byłabym szczęśliwa. Niestety, tak dobrze nie ma... Trwam zatem w tym dziwnym stanie, kiedy szczęście to zaledwie ulotne chwile, a i one naznaczone są jakąś dziwną niepewnością.

Próbuję w międzyczasie jakoś funkcjonować. Trwam póki co w postanowieniu dbania o siebie - ćwiczę, nawet regularnie. Myślę o poprawieniu swojej diety - z tym jednak gorzej, bo jem wszystko co wpadnie w ręce... Jednak, jakby nie patrzeć, w moim przypadku to i tak duży krok naprzód. Powinnam jeszcze zająć się swoimi sprawami związanymi ze zdrowiem, ale zupełnie odpuściłam i nie mogę się zebrać, żeby się tym zająć... Nawet już nie wiem, czy chcę.

W pamięci zaś kilka pięknych chwil, a do tego niesamowicie energetyczne piątkowe spotkanie z koleżankami. Dużo poruszających historii, spora dawka śmiechu, dobrego jedzenia, muzyki i pozytywnej energii... Oby więcej takich spotkań.

Chociaż czuć już powoli jesień, to warto zajadać się tym, co nadal przypomina lato. Tym razem jest to sernik na zimno: intensywnie fioletowy od jagód, słodki i kremowy, z pyszną polewą czekoladowo-jogurtową (w oryginale była nieco inna receptura na polewę, ja jednak wykorzystałam sprawdzoną wielokrotnie polewę z dodatkiem jogurtu).

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

Spód:

170 g kruchych herbatników maślanych

70 g roztopionego masła

Masa sernikowa:

2 galaretki jagodowe

1/4 szklanki cukru

350 g jagód + do dekoracji

300 g serka homogenizowanego

250 g ricotty

250 ml śmietanki kremówki 30 % (zimnej)

Polewa:

60 g białej czekolady

2-3 łyżki jogurtu naturalnego

listki mięty do dekoracji

Przygotowanie:

  • Dno tortownicy o średnicy ok. 24 cm wykładam zmiksowanymi na proszek ciastkami, wymieszanymi z roztopionym masłem, ugniatam i dokładnie uklepuję.
  • Galaretki wsypuję do wrzącej wody w ilości 250 ml, odstawiam z ognia, dokładnie rozpuszczam, dodaję cukier.
  • Jagody płukam pod wodą, a następnie miksuję blenderem (ale niezbyt dokładnie, aby pozostały kawałeczki owoców). Dodaję do galaretek, mieszam i studzę.
  • Miksuję serek homogenizowany razem z ricottą i dodaję je do ostudzonej masy jagodowej, mieszam.
  • Zimną śmietanę ubijam na sztywną pianę, dodaję do masy jagodowo-serowej i wylewam na spód z ciastek, wstawiam do lodówki do stężenia, na około 3 godziny lub na całą noc.
  • Po stężeniu obkrajam nożem wkoło tortownicy, zdejmuję obręcz i polewam polewą: roztapiam białą czekoladę, dodaję jogurt i mieszam
  • Wstawiam do lodówki na pół godziny aby polewa stężała. Posypuję świeżymi jagodami i dekoruję miętą. Deser przechowuję w lodówce.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Książkowo i kulinarnie

Dziś nie tylko przepis na coś smacznego, ale i kilka słów o książce, którą czyta się niezwykle przyjemnie i niestety zbyt szybko... Zapraszam :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Siedem lat później" D. Wellman, J. L. Wiśniewski

"Siedem lat później", to druga już książka, która jest efektem spotkania Doroty Wellman i Janusza Wiśniewskiego. Pierwszej książki, "Arytmii uczuć", nie czytałam. Dlatego sięgając po "Siedem lat później", nie wiedziałam czego się mogę spodziewać po tej pozycji i czy tzw. wywiad-rzeka, jest gatunkiem, który mi odpowiada.

Książkę przeczytałam w parę dni, właściwie pochłaniałam ją w każdej wolnej chwili. Czytało się ją swobodnie i lekko, choć były i takie momenty, które zmuszały do zatrzymania i refleksji. Pani Dorota zadaje mnóstwo ciekawych pytań, często bardzo intymnych, na które Janusz Wiśniewski odpowiada w jeszcze ciekawszym stylu, który zresztą bardzo mi się podoba: dyskretny. Mówi na dany temat tylko tyle, ile uważa za słuszne:

"D.W: pierwsza kobieta, z którą się kochałeś...

J. L. Wiśniewski: wkraczasz teraz do rejonów zabronionych i szczelnie zamkniętych. To sprawa dwójki bardzo bliskich sobie wówczas ludzi i nie bardzo chcę, a ponad to nie mam prawa się tym dzielić. Intymność należy zamykać w najlepiej chronionych sejfach"

Rozmowa obejmuje także tematy wiary, tęsknoty za krajem, życiem w Niemczech, pracy naukowej, popularności, postrzegania męskości we współczesnym świecie, polityki, czy też związków na odległość. Jednak najprzyjemniej czytało się te fragmenty, w których poruszany był temat miłości. Dodatkowo padało tyle niesamowitych słów na temat kobiet najbliższych panu Wiśniewskiemu, zarówno tych wciąż obecnych w jego życiu, jaki i tych, których już przy nim nie ma, z różnych zresztą powodów:

"Miłość to jest stan najwyższej ciekawości drugiej osoby"

"Powtarzałem i powtarzam zawsze, że najważniejsza jest nie miłość pierwsza, a miłość ostatnia".

"A potem poznałem kobietę, która pojawiła się ni stąd, ni zowąd na spotkaniu literackim w jednej z bibliotek. Była ruda i strasznie mądra. Nie szła na żadne kompromisy w dyskusjach ze mną, obnażała moje słabości, moją niewiedzę i to mi się strasznie spodobało. Dużo bardziej zafascynowała mnie swoim mózgiem niż rudym kolorem włosów."

Książkę polecam. Czas spędzony na jej czytaniu na pewno będzie czasem dobrze spędzonym.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: filety z kurczaka w kremowym sosie z bobem, marchewką i koperkiem

Z moim uzależnieniem do bobu nie ma co dyskutować... W sezonie, króluje na moim stole, a z obawy że nie zdążę się nim nacieszyć, robię jego zapasy i upycham paczuszki w zamrażalniku. Tak już mam, Ci co czytają mnie już jakiś czas, dobrze o tym wiedzą. Dość dawno na Kwestii Smaku znalazłam niesamowity przepis, w którym łączy się mój ulubiony bób (plus inne warzywa) i mięso (wcześniej nie obsmażane). Filety z kurczaka w sosie z bobem, marchewką i koperkiem, bo o nich mowa, to coś idealnego na letni obiad - pyszne, kremowe i po prostu smaczne danie.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

300 g bobu

400 g filetów z kurczaka

sól i pieprz

1 łyżka oleju

2 łyżki mąki

1 łyżka masła

1 nieduża cebula

1 marchewka

250 ml bulionu

szczypta kurkumy

80 ml śmietanki 30%

2 łyżki posiekanego koperku

Przygotowanie:

  • Bób gotuję w osolonej wodzie ok 12-15 minut. Odcedzam i obieram.
  • Filety oczyszczam z błonek  i kostek. Kroję na cienkie filety. Mięso doprawiam solą i pieprzem. Smaruję olejem i oprószam mąką.
  • W szerokim garnku lub na większej patelni roztapiam masło, wkładam piersi kurczaka i smażę na większym ogniu przez około 2 minuty z każdej strony na lekko złoty kolor. Wyjmuję i przekładam na talerz.
  • Do tego samego garnka lub patelni wrzucam pokrojoną w kosteczkę cebulę i smażę na średnim ogniu ok. 1-2 minuty, co chwilę mieszając, dodaję obraną i startą marchewkę i znów podsmażam ok. 1-2 minuty.
  • Dodaję obsmażone filety, wlewam gorący bulion, wsypuje kurkumę i całość zagotowuję. Przykrywam i gotuję na średnim ogniu przez około 3 minuty. W międzyczasie przewracam mięso.
  • Do miseczki wlewam kilka łyżek sosu z garnka, dodaję 3 łyżki śmietany i mieszam. Dodaję resztę śmietany i mieszam.
  • Śmietanę wlewam do garnka z kurczakiem, dodaję koperek, bób i delikatnie mieszam. Gotuję bez przykrycia ok. 1 minutę, aż sos nieco zgęstnieje. Jeśli sos nie gęstnieje, można dodać (przez sitko) łyżeczkę mąki ziemniaczanej.


KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...