RSS
sobota, 21 stycznia 2017
Książkowo i kulinarnie (chłopski strogonow)

Styczeń płynie niesamowicie szybko, też macie takie wrażenie? Niedawno były Święta, Nowy Rok, a tu już kilka dni dzieli nas od kolejnego miesiąca...

Odczuwam dziwny brak czasu, godziny znikają gdzieś, topią się zbyt szybko, tak jak śnieg, którego właściwie już nie ma. Było tak bajkowo, biało, czysto. Miasto wyglądało zupełnie inaczej, odświętniej. Teraz razi szarością, wszechobecną wilgocią i brudnymi odcieniami błota. Szkoda...

Nie jestem zbyt miła, radosna, uśmiechnięta. Wyłazi ze mnie taka 100% Mała Mi. Nic mi się nie chce, mam ochotę zaszyć się gdzieś sama ze sobą, z książkami, ewentualnie z moim kochanym futrzakiem. Trudny jest ten styczeń, pełen tęsknot, niespełnionych marzeń, rozczarowań, łez i westchnień. Oby u Was było lepiej.

Dziś zapraszam na sporą ilość doznań książkowo-prasowych oraz kulinarnych. Miłego czytania.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo:

1. "Ścieżki nadziei. Dziennik pisany w drodze" Richard Paul Evans

"Ścieżki nadziei", to ostatnia część serii o Alanie Christoffersenie. Poprzednich części nie czytałam, ale bohater (i narrator w jednej osobie), przywołuje we wspomnieniach to, co mu się dotychczas przytrafiło. A zatem, dowiedziałam się, że był szczęśliwie zakochany w kobiecie, która została jego żoną, ale niestety jego ukochana zmarła, a on pogrążył się w bólu i rozpaczy. Pogrążony w żałobie, nie zauważył, że jego wspólnik go oszukał. Bohater stracił więc właściwie cały swój dobytek. Jego dzieciństwo również nie należało do najłatwiejszych, ponieważ kiedy był małym chłopcem, zmarła jego matka. Był więc wychowywany przez ojca. To właściwie tak w skrócie, bo w tym wszystkim, przeplatają się jeszcze inne wydarzenia.

Czytając książkę i dowiadując się o tych wszystkich nieszczęściach bohatera, pomyślałam sobie, że przypomina mi to przypowieść o biblijnym Hiobie. Bohater jest doświadczany boleśnie i właściwie na każdym kroku. Nie ukrywam, że to zaczynało być chwilami męczące, ponieważ zaczynałam się zastanawiać, co znów się może złego stać w kolejnym rozdziale i gdzie w tym wszystkim owa tytułowa nadzieja... Alan, mimo wszystko, postanowił się nie poddawać i wyruszył w podróż po Ameryce, aby na nowo odnaleźć siebie i sens życia. Oczywiście dalej spotyka go wiele ciężkich przeżyć, w tej części serii wydarzenia skupiają się jednak na jego ojcu, który przebywa w szpitalu w stanie krytycznym.

Książka nie należy do łatwych i przyjemnych. Porusza trudne tematy i niestety jej klimat bywa momentami duszący. Ciężko to opisać słowami... Dopiero kilka ostatnich kartek przynosi nadzieję i wpuszcza odświeżający powiew optymizmu i nadziei. To jednak za mało, przynajmniej dla mnie, aby stać się "fanką" autora i zainteresować się poprzednimi częściami serii.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

2. "Gniazdo" Cynthia D'Aprix Sweeney

Książka nadal w trakcie czytania. Towarzyszy mi podczas moich podróży do i z pracy. Czasem sięgam po nią także tuż przed snem. Przyznaję, że wybrałam ją głównie dla okładki, która jest niesamowita. Treść jednak wcale nie jest gorsza, wręcz przeciwnie. Historia i losy rodzeństwa Plumbów niesamowicie wciąga, może dlatego, że jest to temat bardzo uniwersalny. W końcu, niemal każdy z nas ma rodzeństwo... Wiąże się z tym faktem wiele emocji, przeżyć, zarówno pozytywnych i negatywnych.

3. "Wszystkie smaki Skandynawii" Claus Meyer

Od Wydawcy książki: "W nordyckim stylu gotowania największy nacisk kładzie się na sezonowość, smak i lekkość. Claus Meyer, współzałożyciel słynnej na cały świat kopenhaskiej restauracji Noma, przedstawia w tej książce ideę, która stała się podstawą nordyckiego ruchu kulinarnego - New Nordic Cuisine. Proponowane przez niego dania można bez trudu przyrządzić w domu. Książka podzielona jest na cztery rozdziały odpowiadające porom roku. Każdy zawiera wyczerpującą listę najlepszych produktów, których w tym czasie dostarcza natura w naszej strefie klimatycznej. Meyer jest autorem manifestu nowej kuchni nordyckiej podpisanego przez najznakomitszych skandynawskiego kuchmistrzów."

Książka jest niezwykle pięknie i starannie wydana: twarda oprawa, niesamowite zdjęcia i gruby papier. Można powiedzieć, że bije z niej "skandynawski spokój" ;) Przepisy są równie ciekawe i mam już kilka swoich faworytów, jednak nadal czekają w kolejce "do zrobienia". Niestety ogromnie żałuję, że w książce nie wszystkie potrawy mają swoje odzwierciedlenie w zdjęciu. Tak już mam, że lubię widzieć danie, które mam zamiar przyrządzić wg konkretnego przepisu... 

4. "Lubię. Atlas z przepisami" Monika Mądra-Pawlak, Jan Pawlak

Książka, która dla mnie, na długi czas pozostanie na książkowym pierwszym miejscu. Dotarła do mnie niedawno, ale już zdążyła skraść serce:

"Do gara wrzucamy garść wspomnień, szczyptę tekstów mniej lub bardziej poważnych, kilkaset fotografii z dziesięciu lat wojaży i kilkadziesiąt przepisów na słodkości i potrawy kuchni podróży, które serwujemy w La Ruinie i Raju. Pichcimy z tego dzierżony przez Ciebie eintopf, któremu nadaliśmy serdeczny tytuł "Lubię"."

O czym jest? O podróżach do krajów, które chcieli zawsze zobaczyć i pokochali, o jedzeniu, o swoim miejscu na ziemi, który wspólnie odnaleźli, o poznanych ludziach,  o przyjaźni i miłości. Jest to książka do czytania, oglądania, a potem do gotowania, bo przepisów jest sporo i są bardzo inspirujące.

5. "G'rls ROOM"

O czasopiśmie po raz pierwszy przeczytałam u Lady Pasztet. Zachęciłam się na tyle, by wybrać się na jego poszukiwania do Empiku, jednak bez sukcesów. Napisałam zatem do redakcji i zamówiłam pismo bezpośrednio u autorek pisma. Gazeta dotarła bardzo szybko, z miłą, krótką dedykacją. Zabrałam się do lektury i przyznaję, że jest to coś, nad czym warto zatrzymać się na dłużej. Dużo ciekawych tematów, z pewnością nie takich, jakie są w niemal wszystkich tzw. czasopismach kobiecych. Tutaj pisze się o: "prawach kobiet, seksualności, o pozytywnym podejściu do ciała i zmysłów"; odważnie i bezpośrednio. Ciekawa jestem kolejnego numeru. Z pewnością po niego sięgnę.

6. KUKBUK - Chinatown

Uwielbiam dzień, w którym wyciągam ze skrzynki dużą kopertę z prenumeratą KUKBUKA :) Lubię go kartkować, przeglądać, oglądać, czytać, wracać do jakiegoś przepisu, itp itd. Temat nowego numeru to "Chinatown", zatem można poczytać o tym, jak smakują poszczególne regiony Chin, czy też jakie trendy kulinarne kształtują się w Państwie Środka. W numerze jednak znajdzie się też coś dla tych, którzy nie gustują zbytnio w chińskich smakach. Poczytamy więc co nieco o ostrygach, czy też pieczonych na Bali prosiętach i innych obsesjach kulinarnych. Dużo czytania, sporo oglądania, można przepaść ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: Chłopski strogonow

Dania jednogarnkowe najlepiej smakują mi w okresie jesienno-zimowym. Składniki dodawane jeden po drugim, w odpowiedniej kolejności i czasie, powoli przenikają się smakami i nabierają właściwej konsystencji. Po powrocie z pracy, wystarczy wyjąć danie z lodówki i odgrzać, by za chwilę móc napełnić brzuch ciepłym posiłkiem. Żadnego dodatkowego gotowania ryżu czy makaronu, wszystko mamy w jednym garnku, raz-dwa i gotowe.

Potrawa jest niezwykle prosta, zarówno pod względem składników, przygotowania, jak i smaku. Czasem prostota bywa najlepsza, także na talerzu.

Inspirację znalazłam tutaj.

Składniki (2-3 porcje):

2 łyżki klarowanego masła lub oleju

2-3 średnie ziemniaki, obrane, pokrojone w grube słupki

1 duża szalotka, pokrojona  w grube piórka

200 g grzybów (leśnych w sezonie lub pieczarek), pokrojonych w grubsze plasterki

300 g polędwiczki wieprzowej (lub piersi z indyka/kurczaka), pokrojonej w paski o grubości 2 cm

sól i pieprz, do smaku

1 szklanka (250 ml) słodkiej śmietanki 30%

1-2 łyżki natki pietruszki, posiekanej

opcjonalnie: 4 łyżki startego sera (np. ementaler lub parmezan)

Przygotowanie:

  • Zaczynam od porządnego usmażenia ziemniaków na rozgrzanym tłuszczu. Gdy się zrumienią i lekko zmiękną, dodaję do nich szalotkę i smażę, mieszając aż się zeszkli, około 4-5 minut.
  • Dodaję grzyby, smażę dalej aż się zrumienią. Dorzucam pokrojone mięso, smażę mieszając, aż mięso się zetnie, około 5 minut. Smażę cały czas na dużym ogniu, soląc składniki w trakcie.
  • Całość zalewam śmietanką, mieszam, podgrzewam przez chwilę. Doprawiam pieprzem i solą (jeśli będzie trzeba) i posypuję posiekaną natką.
  • Opcjonalnie: posypuję danie serem i krótko zapiekam do rozpuszczenia sera.
piątek, 06 stycznia 2017
Styczniowo (perskie ciasto z chałwą i daktylami)

Nowy Rok zdążył się już rozgościć na dobre. Zaraz za nim przyszła trochę spóźniona zima, z dużą ilością śniegu i z mrozem. Jest całkiem przyjemnie, zwłaszcza kiedy nie trzeba iść do pracy ;) Można się cieszyć taką aurą, spacerować po lesie lub plaży, która ma swój niepowtarzalny urok o tej porze roku.

Nie robię listy postanowień noworocznych, staram się nie planować, nie tworzyć wizji czegokolwiek, nie zamartwiać się na siłę. Chcę skupiać się na dniu codziennym, na danej chwili, bo tak naprawdę nie wiem, co przyniesie jutro. Problemy i tak zawsze będą i trzeba będzie im stawiać czoła. Wierzę, że dam radę, że wszystko się wreszcie ułoży tak jak powinno.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Dziś przepis na dość niezwykłe, perskie ciasto z chałwą i daktylami, w którym nie ma ani grama mąki. Jest za to dużo bakalii, chałwy i przeplatających się cudnie aromatów. Słodkie i ciężkie, w sam raz do mocnej kawy lub herbaty. Słodycz ciasta idealnie przełamuje kwaskowaty dodatek pestek granatu. Pyszne i nieco uzależniające - zwłaszcza, gdy mamy świadomość, że o to zjadamy ostatni jego kawałek... 

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

6 białek (w temperaturze pokojowej)

180 - 200 g drobnego cukru

500 g chałwy pokrojonej w 1 cm kostkę

200 g miękkich, wydrylowanych daktyli, posiekanych na 0,5 cm kawałki

200 g suszonych owoców berberysu (ewentualnie suszonej żurawiny)

125 g mielonych migdałów

50 g posiekanych migdałów

50 g posiekanych pistacji

120 g białej czekolady, posiekanej w 0,5 cm kostkę

1 łyżeczka wody różanej

Polewa:

150 g białej czekolady

80 ml śmietanki kremówki

Wierzch:

suszone płatki róży lub pestki z granatu

posiekane pistacje


Przygotowanie:

  • Piekarnik nagrzewam do 160 stopni C. Tortownicę o średnicy ok. 24 cm wykładam papierem do pieczenia.
  • W dużej misce ubijam białka na średnio sztywną pianę. Nie przerywając miksowania, dosypuję po 1 łyżce cukru, do uzyskania lśniącej, sztywnej piany.
  • Delikatnie dodaję daktyle, chałwę, berberys (żurawinę), mielone i posiekane migdały, pistacje, wodę różaną i posiekaną czekoladę. Całość bardzo delikatnie mieszam szpatułką.
  • Przekładam masę do formy, wyrównuję wierzch i wstawiam do piekarnika na 1 godzinę i 10 minut. Po upieczeniu, wyjmuję ciasto i studzę w formie (ważne!).
  • W tym czasie przygotowuję polewę: podgrzewam w rondlu śmietankę z czekoladą. Cały czas mieszam, aż do całkowitego rozpuszczenia czekolady i połączenia jej ze śmietanką. Ciasto rozlewam po wierzchu ciasta. Posypuję pistacjami i płatkami róż lub pestkami granatu.

niedziela, 18 grudnia 2016
Świątecznie: tarta piernikowa

Nie czuję klimatu zbliżających się Świąt. Najgorsze jest to, że z każdym rokiem jest coraz gorzej. Męczę się chyba wszystkim, co związane jest z tematyką świąteczną. Jednocześnie wspominam czasy, kiedy przedświąteczny okres był tym najlepszym. Kiedy to razem z Mamcią i Sis siedziałyśmy w kuchni, działałyśmy z potrawami wigilijnymi, coś tam sprzątałyśmy, robiłyśmy razem zakupy, słuchałyśmy maminych opowieści z czasów jej młodości - jednym słowem - czułyśmy niesamowitą kobiecą więź. Teraz, każda z nas w osobnych kuchniach, daleko od siebie, z deficytem czasowym... Przygotowywanie czegokolwiek na Święta samej, w pojedynkę, nie ma już takiego czaru i niesamowitości. Piekę pierniki, robię farsz z kapusty kiszonej i grzybów do drożdżowych pasztecików i wszystko to w dużej zadumie, lekkiej melancholii i kapiącej od czasu do czasu łzie. Brak mi wspólnoty kobiet, brak mi innych Ważnych Kwestii Życia, brak mi po prostu odpoczynku od męczących myśli...

Mało optymistyczny wstęp, wiem. Dla pocieszenia powiem Wam, że staram się na przekór wszystkiemu dbać o to, by było milej, cieplej, przytulniej. Otaczam się dużą ilością światła, książkami, zapachami typowo świątecznymi i wszystkim tym, co jest dobre i pomaga na chwilę oderwać się od problemów i smutków... Mam nadzieję, że u Was jest nieco lepiej.

Tarta piernikowa, to idealny wypiek dla osób zabieganych, które nie mają czasu na wyczekiwanie, aż coś dojrzeje, wyrośnie, nabierze smaku (mimo tego iż bardzo by chciały). Czasy mamy takie, a nie inne i niestety nie wszyscy mają czas na długie przebywanie w kuchni. Tarta zaś nie zajmuje zbyt wiele czasu, jeśli chodzi o samo jej przygotowanie. Smak zaś jest bardzo świąteczny, obfitujący pierniczkowymi przyprawami. Nadzienie z serków, pachnące skórką pomarańczową, dopełnia smaku Świąt.

Przepis pochodzi z KUKBUKA - Sklepy Cynamonowe.

Składniki:

Kruche ciasto:

200 g masła

200 g cukru

400 g mąki

1 łyżeczka cynamonu

pół łyżeczki imbiru

po szczypcie kardamonu i gałki muszkatołowej

pół łyżeczki soli

2 jajka

Masa:

375 g serka typu Philadelphia/Arla Apetina (3 opakowania)

100 g brązowego cukru trzcinowego

skórka otarta z 1 pomarańczy

3 jajka

Przygotowanie:

  • Kruche ciasto: wszystkie składniki ciasta łączę ze sobą, na koniec dodaję jajka. Zagniatam na gładką masę. Dwie trzecie ciasta rozwałkowuję i wylepiam nim formę o średnicy 27-30 cm. Nakłuwam spód widelcem i piekę ok. 20 minut w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C.
  • Resztę ciasta rozwałkowuję, wykrawam ciastka w ulubionych kształtach, układam na blasze i piekę ok. 15 minut w tej samej temperaturze.
  • Masa: składniki nadzienia mieszam ze sobą, po czym wylewam je na podpieczony spód. Zmniejszam temperaturę do 150 stopni C, piekę tartę ok. 40 minut. Po upieczeniu wierzch dekoruję ciastkami i posypuję cukrem pudrem.

poniedziałek, 05 grudnia 2016
Tyle książek, tak mało czasu do czytania

Ostatnimi czasy przytrafia mi się (za) dużo okazji, promocji oraz wszelkich przecen na książki, które kuszą i sprawiają, że kolejne pozycje pakują się (prawie same!) do koszyka (nie wspominając o książkach od Wydawnictwa)... Co tym razem wzbogaciło moje regały? Zapraszam na króciutkie książkowe zestawienie :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

1. "Hygge. Klucz do szczęścia" Meik Wiking

Wiele się mówi ostatnio o tzw. filozofii hygge, w księgarniach pojawiają się zatem kolejne pozycje podejmujące ten modny temat. W moje ręce trafiła książka "Hygge. Klucz do szczęścia", której autorem jest Meik Wiking. Pokochałam ją już za samą okładkę ;) W środku jest równie pięknie, estetycznie, przytulnie i oryginalnie. Za wyglądem podąża treść. Autor w lekki i nienachalny sposób omawia szeroko rozumiane hygge. Książka, choć nie mówi o niczym nowym, nie daje recepty na bycie szczęśliwym oraz nie jest pozycją specjalnie odkrywczą, to jednak warta jest tego, by po nią sięgnąć, choćby po to, aby się na chwilę odprężyć i poczytać o szczęściu (oraz o tym, jak je dostrzegać w prostych rzeczach).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

2. "Lion. Droga do domu" Saroo Brierley

"Lion. Droga do domu" to opowieść o poszukiwaniu utraconego domu i rodziny. Pięcioletni Saroo gubi się na dworcu kolejowym. Przestraszony, próbuje poszukać swojego brata, wsiada do przypadkowego pociągu i ze zmęczenia zasypia. Kiedy się budzi, jest już bardzo daleko od swojego domu. Od tego momentu rozpoczyna swoją walkę o przetrwanie w wielkim mieście. Szczęśliwie, zostaje wreszcie adoptowany przez rodzinę pochodzącą z Australii. Po dwudziestu pięciu latach, coraz częściej (wręcz obsesyjnie) myśli o odnalezieniu swojej indyjskiej rodziny. Wie, że dopóki ich nie odnajdzie, nie będzie szczęśliwy. Za pomocą Internetu oraz okruchów wspomnień, stara się odnaleźć drogę do domu.

Sama historia jest niesamowicie urzekająca i wzruszająca. Trudno sobie wyobrazić, co mógł przeżywać mały chłopiec, kiedy musiał radzić sobie zupełnie sam, aby przetrwać każdy kolejny dzień... Jednak sposób w jaki została opisana ta historia, jest męczący. Niektóre wątki są przedstawione w mało ciekawy sposób, dłużą się, a czasami wręcz wydają się zupełnie niepotrzebnym przeciąganiem historii. Może gdyby ta opowieść była przeplatana dialogami, całość wydała by się nieco bardziej dynamiczna? 

Z pewnością jest to pozycja, która porusza trudny temat tego, jak żyją dzieci w Indiach, nakreśla pewną historię i pokazuje konkretny problem. Saroo jest akurat tym, któremu się udało. Przetrwał, trafił do dobrych ludzi, którzy stali się dla niego kochającymi rodzicami i mógł podjąć się po latach próbom odszukania swojej indyjskiej rodziny. Jest więc w tej książce sporo wiary i nadziei w lepsze życie. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3. "Czasem czuły, czasem barbarzyńca" T. Kwaśniewski, J. Masłowski

O tej książce usłyszałam po raz pierwszy w "Śniadaniu do łóżka", mojej ulubionej audycji w chillizetce, prowadzonej przez Weronikę Wawrzkowicz. Rozmowa z autorami dotyczyła właśnie owej książki, a także mężczyzn i ich zachowań i kobiet również. Po skończonej audycji, wiedziałam, że będę musiała owego barbarzyńcę, do tego czasem czułego, przeczytać ;) Zaczęłam w niedzielę i podczytuję po trochu - jestem ogromnie ciekawa każdej następnej strony ;) Zobaczymy jak będzie dalej.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

4. "Pełnia życia" Agnieszka Maciąg

Książki Agnieszki Maciąg kupuję "w ciemno". Do "Smaku szczęścia", "Smaku miłości" i "Smaku Świąt", dołączyła właśnie "Pełnia życia". Na razie książkę przekartkowałam, pozachwycałam się i odłożyłam na późniejsze czytanie, może nieco bliżej Świąt, kiedy czas nieco zwolni?

Pani Agnieszka o swojej książce pisze tak: "Ta książka powstała z potrzeby serca. Z ogromnej potrzeby serca, aby dzielić się z Wami. Aby wzmacniać, inspirować, podnosić na duchu i dawać siłę. Z ogromnej potrzeby serca, aby nieść w świat, do Was, intencję miłości, wsparcia, kobiecej serdeczności, czułości i mocy. Historia mojego życia jest bogata w doświadczenia. Zawsze czerpałam z życia pełnymi garściami aby odnaleźć szczęście. Niestety, w pewnym momencie okazało się, że…. szukam w niewłaściwych miejscach. Dotknęłam mojego osobistego dna rozpaczy po to, jak się później okazało – aby się od niego odbić i poszybować… bardzo wysoko! Dzisiaj, dziesięć lat po dokonaniu totalnej rewolty i transformacji mojego życia jestem gotowa, aby się z Wami dzielić. Przeszłam wiele szlaków, spróbowałam wielu dróg- marzę o tym, by moje odkrycia pomogły Wam w Waszej podróży przez życie!"

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5. "What Katie Ate. Weekend Katie" Katie Quinn Davies

Marzyłam o tej książce! Za każdym razem, kiedy szwendałam się po księgarni, sięgałam po nią, kartkowałam, zachwycałam się zdjęciami, przepisami i właściwie wszystkim. Niestety cena była dla mnie dość zaporowa. Minęło trochę czasu, aż przypadkiem natrafiłam na nią i ku mojemu zaskoczeniu, była baaardzo mocno przeceniona :) Nie było innej opcji, musiałam ją kupić. Jak wspomniałam, zdjęcia są piękne, a uwiecznione na fotografiach potrawy lub składniki wyglądają niesamowicie apetycznie. Książka zarówno w formie, jak i w treści jest bardzo dopracowana i ogromnie się cieszę, że zasili szeregi moich książek kulinarnych.

niedziela, 13 listopada 2016
Listopad z książką i sernikiem z dyni

Listopadowe wieczoryto ten moment w ciągu doby, na który czekam z niecierpliwością. Mam wtedy chwilę spokoju, mogę się otulić ciepłym kocem, zasiąść w fotelu z książką i znaleźć się w innym świecie. Całości szczęścia dopełnia kubek gorącej herbaty, zapach cynamonowej świecy i widok słodko śpiącego psiaka. To chyba wpisuje się w tzw. "hygge", o którym jest ostatnio dość głośno. Hygge - przytulność, poczucie bezpieczeństwa związane z własnymi rytuałami, komfort bycia sobą - tak mniej więcej postrzegam to ja. I mam ogromną ochotę na książkę o tej tematyce: "Hygge. Duńska sztuka szczęścia" Marie Tourell Sodeberg. Słyszeliście o niej? Czytaliście? Polecacie?

Dziś kilka słów o innej książce oraz przepis na pyszny dyniowy sernik.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Noc ognia" Eric-Emmanuel Schmitt

"Noc ognia" to książka, w której autor dzieli się z czytelnikami swoją własną historią, która jest bardzo osobista i skłaniająca do refleksji. To właśnie tytułowa noc ognia i jej mistyczne doznania, sprawiły że Schmitt został pisarzem.

Wyprawa na Saharę, na którą decyduje się autor, miała być wyprawą w poszukiwaniu plenerów do filmu biograficznego dotyczącego Charlesa de Foucaulda. Eric, jako scenarzysta,  wybrał się na nią wraz z reżyserem, Gerardem. Dodatkowo, wszyscy którzy w niej uczestniczyli, byli przekonani, że nie można pójść na pustynię i wrócić jako ta sama osoba; oczekiwali zmian. Pozytywnych lub nie. To wszystko miało się okazać w trakcie wyprawy.

Sam Eric, przekonał się, jak ta wyprawa bardzo go zmieni, choć na początku nie był zbyt przekonany, co do tego wszystkiego. Jednak to co przeżył, kiedy nie do końca świadomie odłączył się od reszty grupy i został zupełnie sam, zagubiony pośrodku pustyni, sprawiło że powrócił jako zupełnie inny człowiek...

Nie jest to książka, którą czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Dużo jest tutaj rozmyślań o Bogu, o poszukiwaniu wiary i to nie tylko w odniesieniu do religii. Wiele jest przemyśleń dotyczących przeszłości, relacji międzyludzkich, życia zawodowego i tego, które toczy się poza nim.

Osobiście bardzo podobał mi się fragment (w rozdziale siódmym), w którym Eric zauważa, że ich przewodnik grupy, Abajghur, jest zauroczony pewną Taureżką. Opisuje ich specyficzną relację w niesamowity sposób:

"Cóż za przejmujące sam na sam! Ta scena początkowo mnie rozbawiła, potem wzruszyła. Było oczywiste, że wstydliwy Abajghur zaleca się do tej piękności. Wcielając w życie swoją intrygę w tym tempie, potrzebowałby miesięcy, żeby zdobyć się na pierwsze słowo, roku, żeby odważyć się na pocałunek, dwóch lat, żeby zawrzeć małżeństwo zgodnie z przyjętymi zwyczajami! (...) Siła opieszałości... Wydawało mi się, że Abajghur pozna wielką miłość".

Po czym sam Eric przyznaje, że u niego wszystko było do tej pory zbyt pośpieszne, zbyt gwałtowne:

"(...) wszystko robiłem gwałtownie. I wtedy gdy pożądałem, i wtedy gdy kochałem. Piętnaście miesięcy wcześniej rozstałem się z tą, u której boku żyłem przez siedem lat, i chcąc oszukać przygnębienie, rzucałem się w nieznajome ramiona. (...) Moje serce nie biło dla nikogo. Niczego nie oczekiwałem. Żadna twarz nie pojawiała się na niebie, gdy mu si e przyglądałem. Raz jeszcze Abajghur cierpliwy, Abajghur marzyciel, Abajghur obojętny wydał mi się mądrzejszy ode mnie. Jedną po drugiej, pustynia punktowała moje wady."

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: sernik dyniowy

Dziś przepis na sernik z dodatkiem dyni - idealnie wpasowujący się w jesienne klimaty. Nie za słodki, bardzo kremowy, pachnący skórką pomarańczową. Robi się go szybko, ale z jedzeniem trzeba jednak poczekać. Najlepszy jest bowiem po porządnym schłodzeniu w lodówce. 

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

300 g ciastek Oreo

70 g masła

350 g pieczonej dyni*

1 kg zmielonego twarogu

250 mascarpone

drobno starta skórka z 1 pomarańczy

200 g cukru

1 cukier waniliowy

2 łyżki mąki ziemniaczanej (skrobi)

1 budyń waniliowy

3 jajka

Polewa:

50 g białej czekolady

3 łyżki jogurtu

*Pieczona dynia: należy ją pokroić razem ze skórą na mniejsze kawałki i usunąć pestki. Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. Kawałki dyni ułożyć skórką do dołu na dużej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 35 minut do miękkości (wbity widelec powinien łatwo wchodzić w miąższ). Wyjąć z piekarnika i całkowicie ostudzić. Wyjąć łyżką upieczony miąższ ze skórki i zmiksować go blenderem na gładkie purée. Jeśli dynia jest bardzo wodnista, wówczas można ją trochę odcisnąć w gazie. 

Przygotowanie:

  • Dynię piekę wg przepisu podanego powyżej, odmierzam potrzebną ilość, dokładnie miksuję blenderem. Dodaję drobno startą skórkę z pomarańczy i mieszam. Miksuję ze zmielonym twarogiem i serkiem mascarpone - ale tylko do połączenia składników.
  • Dodaję cukier, cukier waniliowy, mąkę ziemniaczaną, budyń (proszek) oraz jajka i mieszam na jednolitą masę.
  • Ciasteczka dokładnie rozdrabniam, następnie dodaję roztopione masło i dokładnie mieszam. Wykładam na spód tortownicy o średnicy ok. 24 cm.
  • Masę serową wykładam na spód z ciasteczek i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni C (góra i dół bez termoobiegu) i piekę przez ok. 60 minut (w większej tortownicy, np. 26 cm, sernik będzie gotowy wcześniej). Wyjmuję i zostawiam do ostudzenia. Po ostudzeniu zdejmuję obręcz i schładzam w lodówce.
  • Polewa czekoladowa: czekoladę łamię na kosteczki, roztapiam, mieszam ze stopniowo dodawanym jogurtem. Polewam sernik.



KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...