RSS
niedziela, 31 lipca 2016
Ciasto cytrynowo-rumiankowe z makiem i kilka słów o książce

Bez zbędnych słów: dziś o ciekawej książce oraz przepis na ciasto idealne do kawy lub herbaty. Zapraszam :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Zioła w domowej aptece" Wydawnictwo REA - SJ

Żyjemy w rzeczywistości, kiedy na wszystko brakuje czasu, nie potrafimy na nic dłużej czekać, bo przecież ma być tu i teraz. Apteki i supermarkety oferują specyfiki na wszystko, co może trapić zabieganego człowieka. Przecież zawsze coś boli lub jeszcze nie, ale jutro już może, a poza tym: a to potrzebne coś na uspokojenie, a to na pobudzenie, na odkwaszenie, na usunięcie toksyn, na zdrowe włosy, paznokcie, na błysk w oku itp. itd. Pewnie, sama mam w torebce tabletki przeciwbólowe, ale biorę je tylko wtedy, kiedy faktycznie muszę…

W pamięci wciąż mam czasy dzieciństwa, kiedy z siostrą pomagałyśmy rodzicom zbierać kwiaty rumianku i lipy czy też liście mięty. Wszystko miało swój czas, sezonowość była czymś naturalnym, a czekanie nie było utrapieniem, ale przyjemnością. Podobnie było z oczekiwaniem na inne zioła, owoce i warzywa. To wszystko gdzieś zostało we mnie. Tak już mam, że np. nie jem truskawek w kwietniu, bo wiem, że nie będą smakować jak te kaszubskie, czerwcowe. Mogłabym tak wymieniać różne przykłady w nieskończoność…

Od pewnego czasu chętnie wracam do tego, co ma do zaoferowania natura. W książkach Agnieszki Maciąg znalazłam sporo ciekawych receptur, dzięki którym w naturalny sposób mogę walczyć z chorobami, infekcjami i słabą odpornością (choćby miodek majowy z mniszka lekarskiego, czy zakwas buraczany do codziennego popijania). Na moich półkach pojawia się coraz więcej książek o medycynie naturalnej oraz zielników. Potrzeba jednak wiele czasu na to, by umiejętnie korzystać z bogactw natury, tak żeby sobie nie zaszkodzić (tak w sumie jest ze wszystkim).

„Zioła w domowej aptece”, to kolejna pozycja, dzięki której mogę wzbogacić swoją wiedzę na temat ziołolecznictwa. Na początku książki znajdują się podstawowe informacje na temat dzikich roślin, m. in. o ich właściwościach leczniczych. Są również podane wskazówki, jak zachować ostrożność  przy zbieraniu ziół oraz jak się z nimi obchodzić zaraz po zebraniu. Następnie szczegółowo opisywane są poszczególne lecznicze rośliny. Spodobało mi się to, że ich kolejność jest ułożona wg sezonowości, czyli o jakiej porze roku  pojawia się dana roślina i kiedy jest najlepszy czas jej zbiorów. Następnie są podane konkretne receptury na syropy, napary, wina, olejki i inne, z opisywanej w danej części książki rośliny.  Wszystko to napisane jest prostym językiem, bez zbędnych słów, konkretnie i na temat.

Dobrym rozwiązaniem jest podejście do tematu, jeśli chodzi o poszukiwanie konkretnej informacji. Na przykład, szukamy czegoś o rumianku: na samym początku książki jest spis treści wg występowania poszczególnych roślin w zależności od pory roku. Jeśli natomiast szukamy konkretnego przepisu lub sposobu na to, jak  pozbyć się dolegliwości, to informacje znajdują się na końcu książki.

Całość książki zaprezentowana jest w czytelny sposób. Dużym plusem są dobrze dobrane zdjęcia i zebrane ciekawostki nt. roślin. Według mnie jest to idealna pozycja dla osób, które zaczynają swoją przygodę z ziołolecznictwem i szukają solidnych podstaw, od których mogłyby zacząć.

„Zioła w domowej aptece. Kiedy zbierać i jak stosować.

Poradnik na wszystkie pory roku” Karin Greiner

Wydawnictwo REA – SJ

Liczba stron: 144

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciasto cytrynowo-rumiankowe z makiem

Czasem ma się ochotę na zwykłe ucierane ciasto. Proste w przygotowaniu, ale na tyle smaczne, by mieć ochotę na dokrojenie sobie kolejnego kawałka. Dziś zatem przepis na ciasto, które zachwyca cytrynowo-rumiankowym aromatem i uzależnia chrupiącymi ziarenkami maku. 

Przepis - Two Red Bowls.

Składniki:

1 szklanka (125 g) mąki pszennej

2 łyżki maku

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/8 łyżeczki sody

1/8 łyżeczki soli

1/4 szklanki (57 g) gęstego jogurtu

1 łyżka mleka

2/3 szklanki cukru

1 i 1/2 łyżki skórki cytrynowej

1/4 szklanki (67 g) miękkiego masła

2 łyżki oleju

2 jajka

2 łyżki soku z cytryny

na rumiankowy syrop:

1/4 szklanki mocnej herbaty rumiankowej

2 łyżki cukru

Przygotowanie:

  • Nagrzewam piekarnik do 180 stopni C (bez termoobiegu). Keksówkę wykładam papierem do pieczenia.
  • W misce mieszam razem: mąkę, mak, proszek do pieczenia, sodę i sól.
  • W małej miseczce mieszam jogurt i mleko. Mleko można zastąpić herbatą rumiankową (ciasto będzie miało bardziej rumiankowy smak).
  • W dużej misce ucieram przez chwilę palcami cukier i skórkę cytrynową. Dzięki temu, cytrynowy zapach będzie bardziej wyczuwalny. Dodaję masło i olej - ucieram aż masa stanie się lekko puszysta (można użyć miksera). Następnie dodaję jajka, pojedynczo, do połączenia. Na końcu dodaję sok z cytryny. Mieszam wszystko do dokładnego połączenia.
  • Dodaję 1/3 suchych składników do masy maślanej, mieszam aż się połączą, a następnie dodaję połowę masy jogurtowej. Mieszam całość delikatnie. Dodaję kolejną cześć suchych składników, dodaję masę jogurtową, mieszam. Na końcu dodaję ostatnią część suchych składników i delikatnie mieszam całość.
  • Masę przelewam do formy, wkładam do nagrzanego piekarnika i piekę 40-45 minut, aż ciasto stanie się złoto-brązowe. Dla pewności, można sprawdzić ciasto patyczkiem, czy jest upieczone.
  • W międzyczasie, do rondelka wlewam herbatę rumiankową i wsypuję cukier, doprowadzam całość do wrzenia. Mieszam tylko do czasu, aż cukier się rozpuści. Gotuję przez około 1 min. aż płyn nieznacznie zgęstnieje. Następnie zdejmuję z ognia i studzę.
  • Kiedy ciasto się upiecze, zostawiam je w formie na ok. 10 minut, potem wyjmuję je z formy na kratkę. Smaruję ciasto na całej powierzchni i bokach syropem za pomocą pędzelka.

niedziela, 24 lipca 2016
Urlop, książka i truskawkowe tiramisu z prosecco

Wreszcie doczekałam się urlopu... :) Miło jest sobie spędzać niedzielny czas i nie myśleć o tym, że jutro trzeba wstać o świcie i pędzić do pracy. Komfort psychiczny, że hej ;) A weekend mija pod znakiem gości, pieczenia ciast (cudny sernik jagodowy!), spacerów i wszystko to w radosnym nastroju :)

Dziś poza przepisem na słodkie tiramisu, także kilka słów o książce otrzymanej od Wydawnictwa Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Jak powietrze" Agata Czykierda-Grabowska

Książka "Jak powietrze" kusi piękną okładką i opisem: ona i on, z dwóch różnych światów, nie mogą bez siebie żyć, są dla siebie jak (owe) powietrze; do tego bolesna przeszłość, trudna teraźniejszość, a wszystko w romantycznej otoczce tzw. przeznaczenia.

"Pomyśl o nas jak o dwóch punktach w labiryncie, do których wiedzie milion dróg. Moglibyśmy nigdy się nie spotkać, gdybyśmy wybrali inne drogi, gdybyśmy nie przeżyli tego, co nas do nich doprowadziło."

Niestety, do mnie ta książka nie trafiła. Nie pasował mi styl pisania powieści, przydługie opisy, powtórzenia pewnych zwrotów, sielanka (choćby zakończenia). Może nie ma we mnie tyle romantyzmu, by wczuć się w w to co przeżywa dwójka bohaterów? ;) Przyznaję jednak, że były momenty, które sprawiały, że chciałam książkę czytać dalej, by dowiedzieć się, co takiego stało się w przeszłości Oliwii i Dominika, ale to tyle. Niestety, większość stron w książce nie była na tyle ciekawa, by przyciągnąć mnie do niej na dłużej.

Chciałabym móc napisać coś więcej, ale niestety, "Jak powietrze" nie podziałało na moją wyobraźnię, nie poruszyło mnie, nie sprawiło, że myślałam o tej książce w jakiś specjalny sposób.

Z pewnością książkę mogę polecić osobom, które lubią historie miłosne, w których siła przeznaczenia odgrywa ogromną rolę, w której mimo trudów i komplikacji, znajdziemy "happy end". Ostatnio jednak sama wolę literaturę bardziej życiową, twardo "stąpającą po ziemi" i chyba dlatego "Jak powietrze" nie wpasowało się w mój gust.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: truskawkowe tiramisu z prosecco

Jakiś czas temu, zakupiłam sobie nowy numer  KUKBUK'a. Skusiłam się okładką i tematem numeru - Tuttu Frutti ;) Zatopiłam się w lekturze i pięknych zdjęciach, aż w końcu dotarłam do tzw. dań nieprzyzwoitych, którymi okazały się włoskie desery "na gazie", czyli z alkoholową nutką. Nabrałam ochoty na truskawkowe tiramisu z prosecco... :) Pyszne, słodkie, owocowe - w sam raz na lato.

Składniki:

2 szklanki truskawek

4 łyżki cukru

tiramisu:

200 ml śmietanki kremówki

1 łyżka cukru

200 g mascarpone

2 szklanki prosecco

ok. 18 podłużnych biszkoptów (w oryginalnym przepisie 30)

1 szklanka bezików

Przygotowanie:

  • Truskawki pozbawiam szypułek i kroję na ćwiartki. Wkładam do rondelka i zasypuję cukrem. Odstawiam na pół godziny. Następnie gotuję je do momentu, aż się rozpadną, a sos zgęstnieje. Odstawiam do wystygnięcia.
  • W mikserze ubijam na sztywno śmietanę z cukrem. Kiedy nabierze pożądanej konsystencji, partiami dodaję mascarpone, miksując całość na wolnych obrotach.
  • Prosecco wlewam do miski. Zdecydowanym ruchem zanurzam w nim po jednym biszkopcie i szybko wyciągam. Na talerzu układam obok siebie 6 biszkoptów. Smaruję je połową sosu truskawkowego. Na to wykładam jedną trzecią przygotowanego kremu mascarpone. Układam kolejną warstwę z biszkoptów, masy truskawkowej i kremu oraz jeszcze jedną warstwę biszkoptów nasączonych w prosecco. Wierzch tiramisu smaruję resztką kremu. Dekoruję pokruszonymi bezikami.

niedziela, 17 lipca 2016
Odliczanie (Tagliatelle z białą kiełbasą, piwem, pomidorami i bobem)

Odliczam dni do urlopu :) Świadomość tego, że jeszcze tylko jeden tydzień i wreszcie odpocznę, sprawia że uśmiech nie schodzi mi z twarzy. W głowie trochę planów jest, mam nadzieję że choć część z nich uda się zrealizować. Jednak plan nr 1, to ODPOCZYNEK. Trzeba będzie wyciszyć w głowie słowo "muszę", zwolnić tempo i nacieszyć się chwilą. Tylko niech choć trochę słońca będzie, żebym skorzystała z jego ciepła przed jesiennymi chłodami.

Tagliatelle z białą kiełbasą, piwem, pomidorami i bobem, to potrawa idealna na letni obiad. Nieskomplikowana, dość szybko się przygotowuje (no, może z bobem jest trochę więcej roboty) i do tego jest niesamowicie aromatyczna i smakowita.

Kilka wskazówek: należy pamiętać, żeby zostawić sobie pół szklanki wody z gotowania makaronu. Warto też ugotowanego makaronu nie odcedzać, ale wyjąć go z wody przy pomocy szczypiec do sosu i wymieszać z sosem. Jeśli chodzi o papryczkę: użyłam dwóch małych i potrawa wyszła dość ostra. Jej ilość powinna zależeć od tego, jaki stopień ostrości Wam odpowiada.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki - 2 porcje:

200 g makaronu tagliatelle (lub innego długiego)

2-3 białe, surowe kiełbasy

1 łyżka oleju + 1 łyżka oliwy

1 szklanka jasnego piwa

½ średniej cebuli, drobno posiekanej

1-2 zielone papryczki chili, bardzo drobno posiekane, bez pestek

3 średnie pomidory, bez skórki, posiekane

½ szklanki startego parmezanu

1 szklanka bobu, ugotowanego do miękkości i obranego

świeżo mielony pieprz, do smaku

Przygotowanie:

  • Zaczynam od ugotowania bobu oraz obrania pomidorów i ich posiekania. 
  • Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. W czasie gotowania makaronu, przygotowuję sos.
  • Na głębokiej patelni rozgrzewam olej z oliwą. Dodaję wyjętą z flaka kiełbasę, rozdrabniam ją widelcem i podsmażam na rumiano, mieszając co jakiś czas. Dolewam połowę piwa, mieszam z kiełbasą, zwiększam ogień i całkowicie odparuję. Powtarzam czynność z resztą piwa. Gdy cały płyn odparuje dodaję cebulę i chili i smażę, na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli a chili zmięknie. Dodaję pomidory i duszę, aż pomidory się rozpadną, sos zagęści. W trakcie gotowania dodaję pół szklanki wody z makaronu, kilka minut później dodaję część parmezanu (odkładam trochę na później, do posypania) oraz ugotowanym i obranym bobem.

19:47, milka1204
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 lipca 2016
Inspiracje lipcowe i wizyta w Kofeinie

Tym razem garstka nieco spóźnionych, ale jak najbardziej aktualnych inspiracji lipcowych:)

1. Cudowne miejsce w tzw. blogosferze: blog Myszkowiec. Pewnie niektórzy z Was dobrze znają to miejsce i osobę, która je tworzy. O sobie i o blogu pisze tak: "Uwieczniam dzień za dniem, robię coraz więcej zdjęć. Uważam, że to najlepsza droga ku lepszej fotografii. Mam nieodparte wrażenie, że każde następne zdjęcie może być jeszcze lepsze. Kolekcjonuję małe radości i chwile, które udało mi się zatrzymać w kadrze. Lubię, gdy moje zdjęcia opowiadają jakąś historię, niosą treść za obrazem."

2. Uwielbiam warkocze :) Jako posiadaczka dłuuugich włosów, wciąż poszukuję inspiracji, jak je uczesać. To właśnie warkocze, w przeróżnych stylach, są moją ulubioną fryzurą. Tutaj - klik - znajdziecie wersję, która mnie oczarowała. Kolor włosów też jest jak najbardziej "mój".

3. Tu co nieco dla zabawy ;) Klik!

4. Takie artykuły i zdjęcia zwiększają tylko moją ochotę by uciec z miasta i zamieszkać o tak - klik!

5. Muzycznie w ucho wpadł mi Lenny ;) klik! i Mikromusic z piosenką "Sopot"

6. Ostatnia inspiracja, to właściwie informacja, że w Gdyni powstała nowa kawiarnia - KOFEINA. Miejsce jest niesamowicie klimatyczne i przytulne. Można tam stracić poczucie czasu, zwłaszcza jeśli zajmiecie miejsce na wygodnych kanapach na piętrze lokalu. Dla miłośników kominków - jest taki w KOFEINIE :) Jesienią i zimą z pewnością rozgrzeje gości, w parze z pyszną kawą.

To właśnie kawa gra główną rolę w lokalu i naprawdę warto spróbować jej na miejscu lub jeśli się spieszycie, na wynos. Poza tym - pyszna lemoniada na bazie yerba mate z zawartością kofeiny plus wiele innych ciekawych napojów oraz coś do kawy, na wytrawnie i na słodko. Kto wie, może akurat traficie na jakiś mój wypiek? ;)

Wpadajcie do KOFEINY - Gdynia, ulica Abrahama 41 :)

wtorek, 28 czerwca 2016
Lato (Schab gotowany w sosie z suszonymi pomidorami)

Lato się rozkręciło. Jest ciepło (gorąco!), pięknie świeci słońce, ale i czasem ochłodzi nas burza. Kwiaty na balkonie cieszą zapachem i kolorem, zwłaszcza lawenda, a drzewko oliwkowe wypuściło mnóstwo nowych zielonych listków. Korzystam ile mogę z pogody, ostatnio przysnęłam wieczorem na leżaku, z psiakiem na nogach. Było tak ciepło, a powietrze niesamowicie pięknie pachniało. Trzeba łapać te czerwcowe chwile, bo już się kończą. Szybko, prawda?

"I znowu był czerwiec – łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Nie wiadomo, jak najlepiej je przeżyć. Iść przed siebie, albo może zostać w domu i siedzieć przy szeroko otwartym oknie, tak żeby ciepłe powietrze, nasycone dźwiękami lata, weszło do pokoju i zmieszało się z książkami, z ideami, z metaforami, z naszym oddechem.
Ale nie, to także nie jest sposób, to nie jest możliwe. Można ich – tych niekończących się wieczorów – tylko żałować, kiedy już przeminą, kiedy dzień będzie coraz krótszy. Są nieuchwytne”. A. Zagajewski

Schab gotowany w sosie z suszonymi pomidorami, to ostatnimi czasy jeden z moich ulubionych obiadów. Mogę go sobie przygotować dzień wcześniej. Na drugi dzień po powrocie z pracy wystarczy go już tylko podgrzać, ugotować sobie do tego ryż lub ziemniaki i obiad gotowy. Danie jest konkretne w smaku i bardzo aromatyczne dzięki dodatkowi suszonych pomidorów. Natomiast mięso jest kruche i soczyste i obywa się bez wcześniejszego obsmażania, a dla mnie to jest spory plus.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

1/2 łyżki oleju

1 łyżka masła

1 cebula

1 ząbek czosnku

1/3 szklanki jasnego piwa lub białego wina wytrawnego lub cydru

750 ml wody

3 łyżki sosu sojowego*

700 g schabu bez kości

1 listek laurowy, 1 ziele angielskie

świeżo zmielony pieprz

2 łyżeczki mąki pszennej i 1 łyżeczka ziemniaczanej

8 kawałków suszonych pomidorów z zalewy

2 łyżki posiekanej natki pietruszki

70 ml śmietanki kremówki 30%

*Zamiast wody i sosu sojowego można użyć 750 ml bulionu.

Przygotowanie:

  • Schab kroję na 1/2 cm plasterki, odkładam. W garnku na oleju i maśle duszę pokrojoną w kosteczkę cebulę i pokrojony na plasterki czosnek. Dodaję piwo/wino/cydr i gotuję ok. 3 minuty. Zalewam gorącą wodą, dodaję sos sojowy, listek laurowy, ziele angielskie, świeżo zmielony pieprz i sól do smaku. Zagotować.
  • W gotujący się na dużym ogniu wywar wkładam plasterki schabu. Po ponownym zagotowaniu zmniejszam ogień, przykrywam garnek i gotuję mięso przez około 1 i 1/2 godziny. W międzyczasie 2 - 3 razy je przewracam.
  • Przez sitko, bezpośrednio do potrawy, dodaję obydwie mąki, mieszam i zagotowuję. Dodaję posiekane suszone pomidory, posiekaną natkę oraz kremówkę. Gotuję przez ok. 3 minuty co chwilę mieszając sos.

08:29, milka1204
Link Komentarze (6) »


Instagram
KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...