RSS
niedziela, 12 listopada 2017
O książkowym "hymnie miłości" i o smacznej tarcie na chłodne dni

Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie nie mam ochoty na nic. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś daleko, w drewnianym domku, nad morzem lub w lesie. W niedużej kuchni mogłabym pichcić wszystko to na co mam apetyt, a potem tylko siedziałabym przy kominku, czytała książkę i popijała gorącą herbatę. Tak byłoby najlepiej. Ale marzenia swoją drogą, a życie swoją ;) I tak, z myślą o nadchodzącym tygodniu pracującym, gotuję różne smakowite potrawy, które będą ratunkiem na pusty i zmarznięty brzuch. Zatem mam już: zupę brokułową z batatami, ziemniakami i czosnkiem, wegetariański bigos (serio!) i polędwiczki w sosie musztardowym z pieczarkami. Na obiad natomiast wciągnęłam dziś naprawdę ogromną porcję (aż wstyd...) makaronu rustykalnego z soczewicą i już myślę o kolacji, która będzie eksperymentem (tofu + pomidory).

Niedziela jednak nie upływa mi na samym gotowaniu i jedzeniu, o nie. Choć pogoda nie zachęca, trzeba wyjść na spacer z futrzastą istotą, a potem poruszać się trochę samej i po prostu poćwiczyć. Nie ma lekko ;)

I tylko jakoś przydałoby mi się dodatkowych parę godzin, żeby jeszcze zatopić się w książkę i najzwyczajniej w świecie poczytać.

Spokojnej niedzieli :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Wszystkie moje kobiety" Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Wiśniewski zadebiutował jako pisarz w 2001 roku książką "S@motność w sieci", potem były kolejne powieści i opowiadania. Poza jego debiutanckim dziełem, przeczytałam jeszcze "Siedem lat później", tzw. wywiad-rzeka. Tym razem, dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, mogłam przeczytać jego najnowszą powieść "Wszystkie moje kobiety".

Główny bohater budzi się w szpitalu z kilkumiesięcznej śpiączki. Dowiaduje się, że w ciągu tego okresu czasu odwiedzały go kobiety, z którymi łączyły go różne relacje i których miłości często nie potrafił docenić. Przebudzenie ze śpiączki staje się dla niego czasem, kiedy nie tylko dochodzi on do siebie w sensie fizycznym, ale również analizuje swoje dotychczasowe życie i postępowanie, głównie wobec kobiet. Tych zaś było w jego życiu sporo. Bohater uświadamia sobie, jak często ranił je, budząc w nich uczucia, a potem znikał z ich życia, bądź ranił i upokarzał swoim zachowaniem. Można odnieść wrażenie, że wreszcie budzi się w nim uśpione sumienie.

Najbardziej podobała mi się wykreowana przez pisarza postać pielęgniarki Laurencji. Barwna, charakterna, ale bardzo ciepła i radosna osoba. Wybijała się wśród wielu przewijających się w powieści postaci.

W rozmowie z Booklips, autor o swojej książce powiedział: „To bardzo dla mnie ważna powieść. Podsumowanie roli kobiet w życiu dojrzałego mężczyzny. Spojrzenie na kobiety, które pojawiły się w jego życiu, te, których nie zauważał, które porzucił, które kochał”.

Powieść nie była łatwa w odbiorze, z pewnością nie dało się jej czytać "szybko", kartka po kartce. Do pewnych fragmentów wracałam, po innych odkładałam książkę na bok. Z pewnością jednak warto po nią sięgnąć i przekonać się, czy przypadnie do gustu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tarta z kiełbasą, karmelizowaną cebulą i brązowymi pieczarkami

W tak chłodne dni, kiedy wieczór zaczyna się nieco szybciej, człowiek nabiera ochoty na tzw. comfort food ;) Coś ciepłego, smacznego i konkretnego zarazem. Tarta z kiełbaską, karmelizowaną cebulką i pieczarkami wydaje się być zatem idealna na ten czas. 

Uwagi: 

  • w oryginalnym przepisie, Asia używa formy o średnicy 24 cm. Natomiast ja użyłam nieco większej, tj. o średnicy 26 cm.
  • przy następnej okazji, kiedy będę robić ową tartę, z pewnością zmienię coś odnośnie kiełbaski. Myślę, że dobrze by jej zrobiło uprzednie przesmażenie z dodatkiem suszonej papryki (ostrej lub słodkiej, jak kto woli). Ewentualnie, dobrym pomysłem będzie dodanie kilku plastrów podsmażonego salami lub wędzonego boczku. Taki akcent mógłby dodać tarcie dodatkowego smaczku.
  • odnośnie grzybów: mogą być leśne, mogą być pieczarki (zwykłe, brązowe lub portobello). Wszystko zależy od tego, co lubicie bądź co macie akurat pod ręką. U mnie były to brązowe pieczarki, które bardzo mi smakują.
  • do tarty będzie pasować lekka sałatka z orzeźwiającym dressingiem oraz kieliszek białego wina (to już opcjonalnie ;).

Składniki:

Kruchy spód:
200 g mąki orkiszowej lub pszennej
120 g zimnego masła
szczypta soli
1 małe jajko
Nadzienie:
2 czerwone cebule
1 łyżka oleju
250 g brązowych pieczarek
1 łyżka masła
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
250 g dobrej kiełbaski wiejskiej
160 g tartego sera (gruyère / cheddar / gouda)
1 łyżka mąki
3 jajka
1 szklanka mleka
1/2 szklanki kremówki

Przygotowanie:

  • Spód: zagniatam ciasto kruche z mąki, pokrojonego na kawałki zimnego masła i soli, następnie dodaję jajko i łączę składniki w jednolite ciasto. Rozpłaszczam je, zawijam w folię i wstawiam do lodówki na około 1 godzinę.
  • Po tym czasie, wyjmuję ciasto z lodówki i rozwałkowuję na placek podsypując mąką, wykładam nim spód i boki posmarowanej masłem formy na tartę. Spód nakłuwam widelcem i wstawiam do lodówki.
  • Piekarnik nagrzewam do 190 stopni C. Ciasto okrywam folią aluminiową, wysypuję obciążenie (np. w postaci suchej fasoli; do wielokrotnego wykorzystania) i wstawiam do piekarnika. Piekę przez 10 minut. Zdejmuję folię oraz obciążenie i piekę spód jeszcze przez 5 minut. Wyjmuję z piekarnika, odstawiam do wystudzenia. Piekarnik ustawiam na 180 stopni C.
  • Nadzienie: na patelni karmelizuję czerwoną cebulę: kroję ją w kostkę i wrzucam na rozgrzaną patelnię razem z łyżką oleju. Doprawiam solą i co chwilę mieszając smażę na większym ogniu przez ok. 4 - 5 minut, aż cebula będzie szklista. Następnie zmniejszam ogień do średniego i często mieszając duszę cebulę przez ok. 15 - 20 minut, nie rumieniąc jej. Po tym czasie powinna być miękka i lekko skarmelizowana. Zdejmuję z patelni i przekładam do miski.
  • Pieczarki myję i kroję na plasterki, wrzucam na patelnię po cebuli i smażę mieszając przez ok. 3 - 4 minuty aż odparują i zaczną się rumienić. Dodaję masło, solę i smażę jeszcze przez ok. 2-3 minuty, pod koniec dodając natkę pietruszki. Przekładam do miski z cebulą, dodaję pokrojoną w kosteczkę kiełbasę (obrać ją wcześniej ze skórki), starty ser wymieszany z mąką i wszystko razem mieszam.
  • W oddzielnej misce roztrzepuję rózgą jajka z dodatkiem mleka, śmietanki kremówki, soli i pieprzu.
  • Na podpieczony spód wykładam składniki nadzienia, zalewam masą i wstawiam do piekarnika. Piekę przez ok. 35 - 40 minut na złoty kolor.

sobota, 21 października 2017
O muffinkach pełnych cytryn i maku oraz historie niezwykłe o aktorkach

Jesień staje się powoli moją ulubioną porą roku. I nie mówię tu tylko o tej złotej i słonecznej wersji. Coraz bardziej zachwyca mnie bowiem jej mgliste i wilgotne oblicze. W połączeniu z morzem i lasem jest czymś, co zaczyna płynąć mi we krwi. Lekka melancholia nie przyprawia o typowe dotąd dla mnie smutki. Dostrzegam jedynie piękno ciszy, spokoju i zamyślenia. Nigdy nie myślałam, że przy takiej pogodzie i w takiej scenerii będę czuć się najbardziej szczęśliwa, a jestem... 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Aktorki. Odkrycia" Łukasz Maciejewski

Łukasz Maciejewski jest filmoznawcą, krytykiem filmowym i teatralnym oraz autorem wielu książek. "Aktorki. Odkrycia" to trzecia część "spotkań" z aktorkami. Wcześniej wydane zostały "Aktorki. Spotkania" i "Aktorki. Portrety".

Książkę mimo dużej objętości czyta się bardzo szybko, ponieważ potrafi przyciągnąć czytelnika swoją ciekawą treścią. W książce nie znajdziemy typowych wywiadów, które można przeczytać w prasie kobiecej (plotki, miłostki i inne opowiastki okraszone mocno edytowanymi zdjęciami). Rozmowy autora z aktorkami mają w sobie klimat szczerej rozmowy dwojga ludzi. Często są to wręcz przyjacielskie rozmowy, gdyż Maciejewski z niektórymi aktorkami faktycznie się przyjaźni. Daje się to odczuć, opowieści często dotykają spraw bardzo osobistych, a niejednokrotnie są to bardzo szczere zwierzenia.

Wybór tych, a nie innych aktorek, autor tłumaczy tym, że jego decyzje były przemyślane i kierował się ich talentem, rolami teatralnymi i filmowymi, które zapamiętał i do których chętnie wraca. Nie kierował się natomiast ich popularnością czy stopniem rozpoznawania.

Ze wszystkich osiemnastu historii, najbardziej trafiła do mnie historia Renaty Dancewicz. Zachwyciła mnie dojrzałość jej wypowiedzi, a i dobrze było dowiedzieć się czegoś więcej o jej karierze, z opowiadań autora. Zaznaczyłam sobie cytat, który jakoś utkwił mi w głowie:

"Naturalnie są momenty, kiedy przechodzisz przez jakiś kolejny etap w życiu i uświadamiasz sobie, że nie wszystko było w nim idealne, nie zawsze było dobrze. Że, nawet nieświadomie, kogoś skrzywdziłeś albo nie sprostałeś wyzwaniu. Mało jest chyba ludzi, którzy wciąż powtarzają sobie: mam wspaniałe życie, jestem wspaniały. To nie tylko rzadkie, ale też raczej niedorzeczne. Ludzką barwą jest niespełnienie. Bo zawsze coś się ostatecznie wybiera, na coś i na kogoś się decyduje, ale nie wiemy i nie dowiemy się, jak byłoby, gdybyśmy obrali inną ścieżkę. Mnie również przytrafiają się zwątpienia, ale już potrafię to wszystko racjonalizować."

Czytając historie aktorek uświadomiłam sobie, że ich życie to nie tylko pasmo sukcesów, błysk fleszy, sława i uwielbienie. Właściwie każda z kobiet doświadczyła wielu trudnych sytuacji, zwątpień i musiała zmagać się z problemami "zwykłego człowieka":

"Pamiętam własne stany depresyjne - to jest niewytłumaczalny bezsens życia, pustka, otchłań w trzewiach, śmiertelna nadwrażliwość. Ale ja wtedy grałam, egzystowałam. Chwile samotności były najgorsze, myśli przerażające. Człowiek sam ze sobą nie wytrzymuje. W moim dole zawsze bałam się momentu, w którym nie zapanuję nad sobą. Bo bezsens życia chodził mi po głowie cały czas. Chemia w mózgu się zaburza. Ale teraz nauczona doświadczeniem wiem, że nie można się temu poddawać. Trzeba walczyć o siebie. I szukać pomocy u najbliższych." Katarzyna Gniewkowska

Książkę polecam. Opowieści w niej przedstawione pokazują, jak los potrafi być kapryśny i jak wiele w życiu zależy nie tylko od talentu, ale i od tzw. szczęścia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: cytrynowe muffinki z makiem

Szczęśliwie, muffiny wychodzą mi za każdym razem. Nie opcji, żeby coś poszło nie tak, więc uznaję je za wypiek sprawdzony, bez względu na jego rodzaj. Muffinki piekę w ciemno, bo wiem że i tak wyjdą i znikną z talerza w szybkim tempie. Tym razem skorzystałam z przepisu, który znalazłam na stronie kulinarnej New York Times'a (tutaj). Mak i cytryna to połączenie na piątkę z plusem, a w towarzystwie cytrynowego lukru, to już sama poezja.

Składniki (12 sztuk):

2½ szklanki mąki

1½ łyżeczki proszku do pieczenia (ja dałam 1)

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki soli

¾ szklanki cukru

½ szklanki roztopionego i ostudzonego masła

½ szklanki mleka

½ szklanki kwaśnej śmietany

2 duże jajka

2 łyżki startej skórki z cytryny (z 2 dużych cytryn)

2 łyżki soku z cytryny

4 łyżeczki maku

Polewa: szklanka cukru pudru + 2-3 łyżki soku z cytryny + mak do posypania

 Przygotowanie:

  • Nagrzewam piekarnik do 175 stopni C. Formę na muffinki wykładam papierowymi papilotkami.
  • W średniej misce mieszam mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. W dużej misce mieszam cukier, masło, mleko, śmietanę, jajka, skórkę i sok z cytryny oraz mak.
  • Do mokrych składników dodaję suche i mieszam, aż całość się dokładnie połączy. Przekładam masę do foremki.
  • Wkładam formę do nagrzanego piekarnika i piekę muffinki ok. 20 minut.
  • Po upieczeniu odstawiam formę na 5 minut, a następnie wykładam muffinki na kratkę do całkowitego ostudzenia.
  • Polewa: mieszam razem cukier puder i sok z cytryny, aż uzyskam gęsty lukier. Polewam nim ostudzone muffiny i posypuję makiem.

niedziela, 08 października 2017
O jesiennym pieczeniu bakłażana i o pewnej mrocznej książce

Dokładnie tydzień temu byłam Włóczykijem. Poczułam, że nadeszła jesień i ruszyłam w drogę. Na chwilę oderwałam się od świata i krętymi, leśnymi ścieżkami zachwycałam się leśną ciszą i spokojem. Z aparatem w ręku i termosem wypełnionym gorącą herbatą, podziwiałam październik w dobrym, włóczykijowym towarzystwie. To był dobry czas i chyba już dawno tak po prostu nie odpoczęłam od wszystkiego...

"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. Taki wymarsz zawsze jest nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. Tam gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt trawy. Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: Odszedł, widać jesień się zbliża."

Tove Jansson, „Dolina Muminków w listopadzie”

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Mindhunter" John Douglas, Mark Olshaker

John Douglas, czyli autor książki "Mindhunter", to jeden z najwybitniejszych profilerów FBI. W swojej wieloletniej karierze badał miejsca zbrodni, które dokonywane były przez najgroźniejszych psychopatów. Wielokrotnie musiał "wchodzić w umysły morderców", starał się myśleć jak oni. W tej książce zaś dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, opowiada o najsłynniejszych śledztwach przy jakich pracował oraz o próbach wniknięcia w mroczne umysły psychopatów.

"Tymczasem powtórzmy sobie maksymę, którą wbijam do głów podwładnym: jeżeli chcesz zrozumieć artystę, obejrzyj jego dzieła. Kto nie pozna obrazów Picassa, nie ma prawa powiedzieć, że rozumie lub podziwia mistrza. Seryjni mordercy planują swoje poczynania z równą starannością jak malarz obmyślający obraz. Uważają je za sztukę, a im dłużej ją praktykują, tym większą zdobywają wprawę."

Książka opisuje prawdziwe śledztwa i każda z przedstawionych spraw przyprawia o dreszcze podczas czytania. Były fragmenty, przy których nie mogłam uwierzyć w to, że wydarzyły się naprawdę. Rodziło się milion pytań w głowie, co siedzi w umysłach ludzi, że są zdolni do popełnienia tak makabrycznych zbrodni. Przyznaję, że "Mindhunter" czyta się lepiej niż jakikolwiek inny thriller. Lektura przyprawia o dreszcze, a sposób przedstawienia tematu jest niesamowicie intrygujący. Książkę trudno odłożyć na bok, tak bardzo chce się dowiedzieć, co było dalej i jak dana sprawa została rozwiązana.

Styl i język jakim jest napisana ta pozycja, nie jest czymś co zachwyca swoją wyjątkowością i artyzmem. Jest to język prosty, jakiego możemy używać podczas potocznych i nieformalnych rozmów. Jednak nie to jest w książce najważniejsze. Istotą "Mindhuntera"  jest przedstawienie pracy agentów FBI, a zwłaszcza trudnej pracy profilerów. Szczegółowe opisywanie toku śledztw, przerażających spraw i sylwetki psychopatów, z którymi autor miał do czynienia - zapoznanie się z tymi faktami ma być dla czytelnika najistotniejsze.

Jest to dość trudna pozycja, sporo w niej szczegółowych opisów zbrodni. Z pewnością czytelnik nie może mieć tzw. "słabych nerwów". Jednak warto ją przeczytać, uświadomić sobie kim są psychopaci, zapamiętać że nie warto być ufnym wobec osób, których dobrze nie znamy, a pozornie są miłe, uśmiechnięte i inteligentne. Polecam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: pieczony bakłażan

W pracy na drugie śniadanie najczęściej jem jogurt i kanapki, a od czasu do czasu i sałatkę. Z kanapkami natomiast niestety bywa tak, że się szybko nudzą i trzeba często wymyślać jakiś ich nowy skład. Ostatnio nabrałam ochoty na bakłażanową "wkładkę". Do tego dołączył hummus i warzywny pasztet - gotowe.

Bakłażan doprawiałam różnie, ale najlepiej smakowały mi te plasterki, które wśród kombinacji przyprawowej miały zatar. Możecie oczywiście tworzyć własną "oprawę" bakłażana, wedle Waszego smaku.

Jeśli używamy funkcji grillowania w piekarniku, należy pilnować bakłażana aby się za mocno nie przypiekł.

Składniki:

1 bakłażan

olej

sól i pieprz

ulubione przyprawy, u mnie w różnych kombinacjach: zatar; czosnek świeży lub granulowany; suszone oregano; ostra papryka

Przygotowanie:

  • Bakłażana kroję na grube plastry (ok. 1 cm grubości), doprawiam je z dwóch stron solą, pieprzem oraz wybranymi przyprawami. Smaruję olejem i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  • Nagrzewam piekarnik z funkcją grilla na średnią moc. Wstawiam blaszkę z bakłażanem do piekarnika na górną półkę i zapiekam przez 6-7 minut aż bakłażan lekko zbrązowieje. Przewracam na drugą stronę i ponownie grilluję (również 6-7 minut).
  • Opcjonalnie można bakłażana upiec normalnie, tj. ustawić piekarnik na 200 stopni C z termoobiegiem i piec na górnej półce piekarnika po ok. 6-7 minut z każdej strony.

niedziela, 10 września 2017
O tym, że socjopaci są wśród nas i że jak wrzesień, to kurki

Schyłek lata w tym roku przybrał jesienne szaty. Zbyt szybko. Deszczu i szarych chmur jest zdecydowany nadmiar, a palto przeciwdeszczowe dominuje w tzw. outficie. Pora robić przegląd szafy, wyciągnąć cieplejsze swetry, choć je akurat lubię...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Socjopaci są wśród nas" Dr Martha Stout

Z opisu na okładce: "Według badań 1 na 25 osób to socjopata - człowiek bez sumienia, który gotowy jest zrobić wszystko, by osiągnąć swój cel. (...) Z tej książki dowiesz się, jak rozpoznać socjopatów, skąd się biorą i dlaczego odnoszą sukcesy. Odkryjesz stosowane przez nich techniki kamuflażu, a przede wszystkim poznasz 13 zasad radzenia sobie z socjopatą. Dzięki tej książce przestaniesz być bezbronny wobec ich manipulacji i intryg."

Z sumieniem bywa czasem ciężko. Zaczyna uwierać i denerwująco mantrować w głowie, jeśli zrobi się coś, co nie do końca jest zgodne choćby z naszymi zasadami. Bywa niestety męczące i wiele osób chciałoby sumienia nie mieć lub je przynajmniej wyciszyć. Czy jednak pozbawiony sumienia człowiek ma lepiej? Czy jego nieodczuwanie naprawdę ułatwia życie? Książka psycholog Marthy Stout pokazuje, że człowiek bez sumienia wcale łatwo nie ma.

Autorka przedstawia nam zagadnienie zjawiska socjopatii, pokazuje sposoby na to, jak socjopatę rozpoznać i jak się przed nim uchronić, definiuje również samo pojęcie sumienia, które nazywa siódmym zmysłem. Poza tym, przytacza ciekawe wyniki badań, opisuje przypadki medyczne swoich pacjentów i to jest mocna strona książki. Trochę słabiej jest w momencie, gdy chodzi o część dotyczącą rozpoznawania socjopatów i radzenia sobie z nimi. Tych fragmentów Stout nie przedstawia w przystępny sposób. Przyznaję, że momentami męczyłam się nimi i chciałam przejść już do kolejnych rozdziałów. Podane przez autorkę 13 zasad postępowania z socjopatami w życiu codziennym, jakoś nie do końca do mnie przemawiają. Rownież nieco irytujące były powtarzające się na różne sposoby stwierdzenia typu: socjopaci są wśród nas itp...

Okładka zapowiadała znacznie więcej niż faktycznie dostałam w treści książki. Jednak warto było ją przeczytać choćby dlatego, aby dowiedzieć się czegoś więcej o samym zjawisku socjopatii.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. Premiera: 13 września 2017 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tarta z ciasta drożdżowego z kurkami, serem i tymiankiem

Kulinarnie: tarta kurkowa, na rewelacyjnym cieście krucho-drożdżowym. Fenomen tego rodzaju ciasta polega na tym, że podczas formowania nie kruszy się ani nie klei, a podczas pieczenia nie namaka od farszu. Farsz zaś nie potrzebuje reklamy: połączenie kurek, kwaśnej śmietany i sera - to mówi samo za siebie ;)

Uwaga: do pieczenia potrzebna będzie tortownica z odpinaną obręczą o średnicy 20 cm
(u mnie ok. 25 cm), wyłożona papierem do pieczenia.

Korzystałam z tego przepisu.

Składniki:

Ciasto krucho-drożdżowe:

200 g mąki

60 g masła, roztopionego

1 jajko

1 łyżeczka soli

1 torebka suszonych drożdży (7 g)

Nadzienie:

450 g kurek + parę najładniejszych do dekoracji

1 łyżka oleju

1/2 cebuli, pokrojonej w drobną kosteczkę

1 łyżka masła

sól i świeżo zmielony czarny pieprz

2 jajka

150 g kwaśnej, gęstej śmietany 18%

2 garście (około 150 g) sera żółtego (o łagodnym, nieco słodkawym smaku)

Dekoracja: gałązki świeżego tymianku

Przygotowanie:

  • Ciasto: mąkę przesiewam do miski, dodaję roztopione masło, jajko, sól, drożdże. Wyrabiam ciasto, dodając 5 - 6 łyżek ciepłej wody. Ciasto wygniatam przez ok. 15 minut (mieszadłem miksera - 10 minut). Rozwałkowuję na placek większy niż średnica torownicy, wykładam nim dno i boki formy. Wstawiam do lodówki na czas przygotowywania nadzienia.
  • Nadzienie: kurki oczyszczam* i bardzo dokładnie osuszam. Na większej patelni, na 1 łyżce oleju szklę cebulę, mieszając od czasu do czasu, nie powinna się zarumienić. Dodaję kurki i smażę na średnim ogniu przez około 10 minut. Na koniec dodaję 1 łyżkę masła, doprawiam solą oraz pieprzem (na patelni nie powinien pozostać płyn, w razie potrzeby, zdjąć kurki z patelni a płyn odparować). Odstawiam do przestudzenia.
  • Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Jajka roztrzepuję i odkładam trochę roztrzepanych jajek (do posmarowania brzegów ciasta), a resztę mieszam ze śmietaną, doprawiam solą oraz sporą ilością świeżo zmielonego pieprzu.
  • Tartę wyjmuję z lodówki i wstawiam na 2 minuty do piekarnika. Na dno tarty wykładam kurki, zalewam masą z jajek i śmietany, posypuję tartym serem. Brzegi ciasta smaruję odłożonym roztrzepanym jajkiem, resztą skrapiam wierzch tarty.
  • Wstawiam do piekarnika i piekę przez 15 minut. Następnie na środku tarty układam odłożone do dekoracji kurki i piekę jeszcze przez kolejne 15 minut (pod koniec pieczenia należy obserwować, czy brzegi tarty nie zrumieniły się za bardzo; w razie potrzeby można zmniejszyć temperaturę). Tartę kroję jak trochę się przestudzi. Posypuję tymiankiem.

* Kurki zasypuję 2 łyżkami soli, po czym zalewam wrzątkiem. Delikatnie mieszam grzyby z solą. Ziemia opadnie na dół, wówczas wyciągam je łyżką cedzakową i przekładam do sitka. Kurki trzeba będzie jeszcze przepłukać i przebrać, żeby pozbyć się zanieczyszczeń typu listki, mech, igliwie. Pomysł od Truskawkowej Ani.

niedziela, 20 sierpnia 2017
O niezwykłym dżentelmenie i uzależniającym makaronie ryżowym

Dziś same przyjemności. Czytelniczo mam dla Was kilka słów o naprawdę dobrej książce, a kulinarnie coś, co Wasze kubki smakowe zapamiętają na dłuższy czas ;) Zapraszam do lektury.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Dżentelmen w Moskwie" Amor Towles

Amor Towles znany jest głównie dzięki swojej pierwszej powieści "Dobre wychowanie", która bardzo szybko trafiła na listę bestsellerów New York Timesa, Boston Globe i Los Angeles Timesa, a poza tym zebrała bardzo dobre recenzje. Jego drugie dzieło "Dżentelmen w Moskwie" również stał się bestsellerem, według NYT. O tym, czy faktycznie książka zasługuje na to miano, polscy czytelnicy będą się mogli przekonać pod koniec września, na kiedy planowana jest jej premiera. Natomiast ja miałam to szczęście, że dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, miałam możliwość jej przedpremierowego przeczytania.

"Dżentelmen w Moskwie" to powieść opisująca przeszło trzydzieści lat życia hrabiego Aleksandra Iljicza Rostowa, który w roku 1922 zostaje pozbawiony swojego majątku i umieszczony w moskiewskim hotelu Metropol w tzw. areszcie domowym. Hrabia wie, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą. Dlatego stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości najlepiej jak potrafi. Nawiązuje relacje i przyjaźnie z personelem hotelu oraz jego gośćmi, zmaga się z tym, co niespodziewanie zsyła mu los, a pomaga mu w tym wszystkim jego niezwykła moralna postawa, inteligencja i wytrwałość (czyli cechy dżentelmena).

Towles podarował czytelnikom niezwykłą opowieść, która staje się wielką przygodą, co jest niesamowite, biorąc pod uwagę to, że akcja w zdecydowanej większości dzieje się w jednym miejscu, a więc w hotelu Metropol. W tle autor stara się pokazać tło historyczne i przemiany, jakie miały miejsce w Rosji. Natomiast postać hrabiego często z sentymentem wspomina dawną Rosję, kraj artystów i szlachetnych ludzi.

Książka zachwyca i jest prawdziwą ucztą literacką, a do tego jest niesamowicie pięknie wydana. Okładka to jej duży atut, który przyciąga i zatrzymuje wzrok. Natomiast akcja w powieści ciekawie się rozwija i dociera do miejsca, w którym nie sposób odłożyć książki bez jej skończenia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: makaron ryżowy smażony z brokułami i mięsem mielonym

Któregoś dnia odkryłam ten przepis na Kwestii Smaku i tak o to dzień ten stał się jednym z lepszych ;) Tak pysznego dania już dawno nie jadłam. Oczywiście przełożyło się to na fakt, że robiłam je już wielokrotnie i właściwie wciąż do niego wracam, kiedy tylko brak pomysłu na obiad. Robi się je bardzo szybko, składniki w zasadzie są dostępne w każdym sklepie (aczkolwiek w pewne przyprawy trzeba się wcześniej zaopatrzyć, ale raz kupione, będą służyć nam przez jakiś czas), a smak jest po prostu rewelacyjny.

Co do mięsa: najlepsze będzie chude mięso z indyka, ale robiłam je również w wersji wieprzowej i też było ok ;)

Przepis oryginalny tutaj.

Składniki:

1 opakowanie makaronu ryżowego - wstążki

1 świeży brokuł (może być 450 g mrożonego)

500 g mielonego mięsa

1/2 cebuli

2-3 ząbki czosnku

1 łyżka startego imbiru

1 łyżeczka pasty chili (lub pół posiekanej papryczki lub 1 łyżeczka sosu sambal oelek, który osobiście polecam i używam m. in. do przygotowania tej potrawy)

1/3 łyżeczki mielonego pieprzu

1/2 łyżki oleju roślinnego

1 łyżka pasty tamaryndowej (lub sok z 1 limonki)

4 łyżki sosu sojowego

5 łyżek posiekanego szczypiorku - opcjonalnie

Przygotowanie:

  • Makaron ryżowy gotuję zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odcedzam, przelewam zimną wodą.
  • Na parze gotuję podzielonego na różyczki brokuła (ok. 10 minut). Jeśli mam mrożonego, wówczas wrzucam różyczki do garnka z wrzątkiem, doprowadzam do ponownego zagotowania i gotuję minutę, odcedzam i kroję na mniejsze kawałki.
  • W misce mieszam mięso mielone razem z drobno posiekaną cebulą i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Dodaję starty imbir, pastę chili, pieprz. Mieszam całość i odstawiam na kwadrans.
  • Na dużej i głębokiej patelni smażę na oleju mięso z dodatkami, ok. 10 minut. Dokładnie je obsmażam, a następnie dodaję brokuły, pastę tamaryndową (lub sok z limonki), mieszam i smażę przez minutę.
  • Dodaję ugotowany makaron i mieszając smażę kolejne 2 minuty. Wlewam sos sojowy, zagotowuję i mieszam. Można posypać danie szczypiorkiem i skropić dodatkowym sosem sojowym w razie potrzeby.



KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...