RSS
poniedziałek, 31 lipca 2017
Książkowo i kulinarnie (chianka arbuzowa; kilka słów o tym, co ostatnio czytałam)

Urlop mija pod znakiem książek. Chwile ze słońcem należą niestety do rzadkości, cóż, takie lato w tym roku. Dni bez deszczu staram się spędzać w miarę aktywnie: trochę pobiegam, poćwiczę, wyciągnę rower do lasu. Czasem uda się spotkać z bliskimi i ze znajomymi. Nie narzekam zatem, jest dobrze :)

Dziś dzielę się z Wami tym, co ostatnio przeczytałam i przy okazji podrzucam przepis na orzeźwiający napój z arbuza.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "We wspólnym rytmie" Jojo Moyes

Z twórczością Jojo Moyes spotkałam się po raz pierwszy, kiedy Wydawnictwo Znak Literanova, przesłało mi do recenzji książkę "Razem będzie lepiej". Jak się okazało, była to naprawdę dobra pozycja, więc kiedy pojawiła się możliwość zrecenzowania jej kolejnej książki, wiedziałam że chcę się tego podjąć. Czy było warto?

Przyznaję, że na początku książka nie była tak wciągająca, jak myślałam. Na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem, robiło się coraz ciekawiej. Historia rozwinęła się, a ja zwłaszcza pod koniec, nie mogłam się od niej oderwać.

Sarah, Natasha i Mac - to główni bohaterowie, wokół których skupia się fabuła. Pierwsza z nich, to zbuntowana i pełna tajemnic nastolatka, która wkracza dość niespodziewanie w życie pozostałej dwójki. Natasha to prawniczka, robiąca błyskotliwą karierę. Niestety jej życie osobiste nie wygląda już tak dobrze. Szanse na zostanie matką odeszły w niepamięć po kolejnym poronieniu, a małżeństwo właściwie dobiega końca (Mac, to prawie były mąż).

Z każdą stroną bohaterowie mają coraz więcej problemów na głowie. Wszystko się nawarstwia, a oni są dodatkowo wobec siebie nieufni, nie rozmawiają szczerze i to niestety sprowadza na nich jeszcze większe kłopoty. Można w tym znaleźć wiele odnośników do naszego życia i chyba dlatego tak dobrze się to czyta. Życie nie jest łatwe i nie ma w nim wiele z bajki: są kłamstwa, zdrady, rozczarowanie i śmierć. Jednak książka niesie w sobie także pokłady nadziei, miłości i wiary, że świat i ludzie nie do końca są źli, a los potrafi przynieść nam niesamowite niespodzianki.

Książkę polecam. Dostarcza dużo emocji i przyznaję, że momentami trochę wzrusza i skłania do refleksji nad tym, co jest w życiu ważne.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova, za możliwość jej przeczytania.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Zen i sztuka obsługi motocykla" Robert M. Pirsig

"Czasami przyjemniej jest podróżować, niż dotrzeć na miejsce"

"Zen i sztuka obsługi motocykla" to opowieść o wakacyjnej podróży ojca z synem na motorze przez amerykańskie drogi. Podczas tej wyprawy, bohater dokonuje rozliczenia ze swoją przeszłością, rozprawia na tematy filozoficzne, a swoje tezy uzasadnia często na przykładzie np. obsługi motocykla.

"A zatem naprawiając motocykl czy wykonując jakiekolwiek inne zadanie, należy pielęgnować w sobie spokój wewnętrzny, który pozwala zespolić się z otoczeniem. Kiedy to się osiągnie, wszystko inne przychodzi w sposób naturalny. Spokój wewnętrzny pozwala dotrzeć do odpowiednich wartości, które przynoszą odpowiednie myśli, a te ostatnie przynoszą odpowiednie czynności. Efekt wykonanej pracy staje się widzialnym, materialnym odzwierciedleniem spokoju wewnętrznego."

Niestety nie tego spodziewałam się po tej książce. Myślałam, że więcej będzie tutaj choćby dialogów ojca z synem, czy też opisów samej podróży motocyklem. Właśnie te fragmenty w książce były dla mnie najbardziej ciekawe i przykuwały na dłużej moją uwagę. Kiedy pojawiały się zagadnienia filozoficzne, walczyłam ze sobą żeby ich nie przekartkować. Niestety filozofia nie była moim ulubionym przedmiotem na studiach, zatem i teraz miałam problem by skupić dłużej na niej swoją uwagę.

Z pewnością jest to wartościowa książka, zmusza do refleksji, ale nie jest to z pewnością prosta lektura i raczej nie nadaje się do czytania w leniwe, letnie wieczory ;) Trzeba poświęcić na nią dużo czasu (zwłaszcza, że ma ona prawie 500 stron).

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Miód podrożał" Marta Streng

"Miód podrożał" to małe arcydzieło słowa i fotografii. Stworzyła je Marta Streng. Książka jest zbiorem najważniejszycjh blogowych zapisków z ośmiu lat jej życia. Jak sama pisze, jest to: "Kawałek mojej historii i wielki odłamek mojego serca." Teksty opatrzone są osobistymi fotografiami, które zachwycają tak bardzo, że wciąż chce się do nich wracać.

Warto wspomnieć o tym, że cały dochód ze sprzedaży książki przeznaczony był na rehabilitację bratanka Marty (o małym, dzielnym Bruno możecie przeczytać tutaj).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: chianka arbuzowa

Letniej aury mamy jak na lekarstwo. W przeciągu kilku ostatnich deszczowych dni, chętniej sięgałam po rozgrzewające herbaty. Na szczęście weekend przyniósł więcej słońca i aż chciało się sięgać po orzeźwiające napoje.

Sok z arbuza, czy też woda arbuzowa idealnie gasi pragnienie, a poza tym, uzupełnia niedobór elektrolitów. Ma jeszcze wiele innych zalet, a w połączeniu z nasionami chia, robi się duet idealny :) Smak nie potrzebuje zachwalania ;) 

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

kawałek arbuza - ok. 0,5 kg

2 łyżki nasion chia

Przygotowanie:

  • Miękki miąższ z arbuza wydrążam łyżką. Miksuję całość (najlepiej jednak sprawdza się wyciskarka do soków, która pozostawia tylko resztki suchego miąższu i pestki). W przypadku użycia miksera/blendera, warto przelać sok przez gęste sito, aby pozbyć się paprochów i resztek z pestek.
  • Przelewam sok do butelki i dodaję nasiona chia. Butelkę zakręcam i mieszam. Odstawiam na ok. 10 minut (można na dłużej). Powtarzam w międzyczasie mieszanie jeszcze dwa razy. Nasionka zwiększą swoją objętość i będą pływać w soku.
  • Sok najlepiej smakuje kiedy jest schłodzony.
wtorek, 04 lipca 2017
Książkowo i kulinarnie ("Dziedzictwo"; polędwiczka w sosie ze szparagami)



Bez zbędnych słów. Lepiej bowiem skupić się na tym co dobre, co mnie mile zaskoczyło i zachwyciło zarazem. Książkowo: niesamowita powieść, która jak dla mnie mogłaby się jeszcze nie kończyć - "Dziedzictwo" autorstwa Ann Patchett. Niesamowita i bardzo wciągająca. Dawno nie czytałam tak dobrej powieści. Kulinarnie zaś: rozbudzona na nowo miłość do szparagów, dzięki pysznemu daniu właśnie z ich dodatkiem. Zielone szparagi utytłane w smacznym sosie z dodatkiem gotowanego mięsa, kruchego i przepełnionego smakiem (bez wstępnego obsmażania). Pycha, podwójna zresztą.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Dziedzictwo" Ann Patchett

„Dziedzictwo” to książka, która już na samym początku przyciągnęła mnie okładką, piękną w swojej prostocie: na białym tle jest namalowanych kilka pomarańczy zaakcentowanych zielenią listków wokół. Owoce pojawiają się nie tylko na okładce, przewijają się także w trakcie czytania powieści.  Jednak nie tylko okładka zachwyca, treść również. Coś jest w tej książce, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać, mimo iż nie ma tam szybkich zwrotów akcji.

Książka zaczyna w dniu przyjęcia z okazji chrzcin małej Franny. Na uroczystości pojawia się nieproszony gość z butelką ginu w prezencie… Mieszanka owego ginu, soku z pomarańczy i samej obecności gościa to czynniki, które doprowadziły do pewnego pocałunku, a ten z kolei stał się przyczyną początku końca istnienia dwóch rodzin. Keatingowie i Cousinowie: czworo dorosłych i sześcioro dzieci, tzw. rodzina patchworkowa. Ich los, chcąc nie chcąc,  został połączony ze sobą na zawsze. Przestrzeń ok. 50 lat na prawie 400 stronach: zdrada, przyjaźń, rodzina, małżeństwo, szczęście i smutek, codzienność i  problemy jakie niesie życie. Wszystko to napisane w niebanalnym stylu.

Autorka w ciekawy sposób przedstawia historię tych dwóch rodzin. Nie ma tutaj chronologii zdarzeń, więc czasem dopiero po przeczytaniu kilkunastu zdań rozdziału, można się było zorientować, na jakim etapie ich życia jesteśmy. Historię zaś poznajemy w sposób cząstkowy, nie jest tak, że coś jest opowiedziane w trakcie jednego rozdziału od początku do końca. Pisarka zmusza nas do myślenia i łączenia faktów. Poznajemy punkt widzenia prawie każdego z bohaterów, dzięki czemu łatwiej wyrobić sobie o nich opinię. Z pewnością bardziej obiektywną, bo nikt nie jest całkowicie dobry bądź zły, każdemu z nich zdarzają się wzloty i upadki, podejmują decyzje, które nie do końca okazują się pozytywne w swoich skutkach.

Jednym z ciekawszych wątków jest ten, w którym w życiu Franny pojawia się pisarz Leo Posen. Podczas trwania ich burzliwego związku, powstaje powieść „Dziedzictwo”, której fundamentem były opowieści Franny o jej rodzinie.

„Dziedzictwo” to jedna z ciekawszych książek, jakie udało mi się w tym roku przeczytać. Urzekło mnie w niej niemal wszystko, a losy bohaterów wciąż przewijają się w mojej głowie. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć i samemu ocenić.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: polędwiczka w sosie ze szparagami

Pyszny pomysł na konkretny obiad. Jest mięso - u mnie polędwiczka wieprzowa (w oryginalnym przepisie schab) i boczek, są warzywa i to sezonowe, a oprawa z sosu śmietanowego wcale nie jest ciężka. Z dodatkiem ryżu bądź młodych ziemniaków, całość komponuje się naprawdę smacznie.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

500 g polędwiczki wieprzowej

2 łyżki oleju

1 cebula

3 plasterki wędzonego boczku

400 ml bulionu

pół łyżeczki kurkumy

1 łyżka sosu sojowego

1 pęczek zielonych szparagów

1 łyżka posiekanego koperku

1/3 szklanki śmietanki 30%

po ok. 1 łyżeczce mąki pszennej i ziemniaczanej

Przygotowanie:

  • W szerokim garnku na oleju podsmażam pokrojone w kosteczkę cebulę i boczek. Wlewam bulion, dodaję kurkumę, sos sojowy i zagotowuję.
  • Polędwiczkę kroję na ok. 1 cm plasterki i wkładam w gotujący się bulion. Po zagotowaniu garnek przykrywam, zmniejszam ogień i gotuję przez ok. godzinę aż mięso będzie kruche.
  • Odłamuję grube i zdrewniałe końce szparagów. Resztę łodyg płukam i kroję na plasterki, zachowując w całości główki.
  • Szparagi wrzucam do garnka z mięsem i zanurzam je w wywarze. Gotuję przez ok. 2 minuty, następnie wlewam śmietankę i dodaję posiekany koperek, zagotowuję.
  • Aby zagęścić sos należy dodać do garnka przez sitko obydwie mąki (na początek po pół łyżeczki każdej), zagotować. W razie potrzeby dodać nieco więcej mąki.
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Co nowego na półce z książkami

1. "Świat dla ciebie zrobiłem" Zośka Papużanka

"Świat dla ciebie zrobiłem", to dwanaście opowiadań o codzienności i o tym, co ona z sobą najczęściej niesie. Autorka pozwala nam podejrzeć codzienność bohaterów, ich maleńkie światy, problemy, rozterki, emocje. Z każdym opowiadaniem dociera do nas fakt, że nie da się żyć w całkowitym osamotnieniu, bez rodziny i znajomych, ponieważ to właśnie relacje międzyludzkie nas definiują. Książka jest oryginalna, napisana intrygującym stylem, chwilami bardzo poetyckim. Warto po nią sięgnąć, jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

2. "Smak zdrowia" Agnieszka Maciąg

Książki Agnieszki Maciąg kupuję w ciemno. Po prostu wiem, że zawsze w nich znajdę coś dla siebie, jeśli nie dla ciała, to dla ducha. Za każdym razem, kiedy czytam jej słowa, czy to w książce, czy na blogu, podziwiam ją za pozytywne podejście do życia. Dużo w niej wiary, dobrej energii, cierpliwości i spokoju. Niesamowita jest, po prostu.

"Smak zdrowia" na razie kilkakrotnie przewertowałam. Lektura dopiero przede mną, ale już czuję, że to skarbnica wiedzy. W książce jest sporo przepisów na naturalne leki, zdrowe napoje i potrawy. Dużo w niej holistycznego podejścia do życia i zdrowia, a to ostatnimi czasy bardzo sobie cenię. Warto.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3. "Rekin i baran" Marta i Adam Biernat

"Rekin i baran" to debiut dwójki blogerów, Marty i Adam Biernat. Książka szczegółowo opisuje życie na Islandii i zwyczaje jej mieszkańców. Bardzo często w książce przywoływane są wątki historyczne, które miały istotny wpływ na los Islandii. Dużo miejsca zajmują również opisy niezwykłej przyrody. Momentami książka wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać, ale są fragmenty, które nieco nużą. Dużym plusem są zdjęcia: przepiękne, przesiąknięte mglistą i tajemniczą aurą.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

4. "Happy detoks" Kasia Bem

"Happy Uroda", to druga książka Kasi Bem. O pierwszej pisałam m. in. tutaj. Druga część nie odbiega jakością od pierwszej. Jest w niej dużo przydatnych informacji na temat tego, jak zadbać o siebie w naturalny sposób, jak odmłodnieć, jak dobrze poczuć się we własnym ciele. Autorka przedstawia w książce programy holistycznej metamorfozy (weekendowy, tygodniowy i 21-dniowy). W książce jest dużo jogi, jogi twarzy, nowe przepisy na zdrowe posiłki i naturalne kosmetyki.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5. "Sekretny dziennik Laury Palmer"

"Sekretny dziennik Laury Palmer" nie trafił w mój gust. O ile serial "Miasteczko Twin Peaks" czarował tajemniczością i sprawiał, że z niecierpliwością chciało się obejrzeć kolejny odcinek, to książka jest już zupełnie z innej bajki. Dziennik zaczyna się w dniu 22 lipca 1984 roku, kiedy Laura obchodzi swoje dwunaste urodziny i jest prowadzony prawie do ostatnich chwil jej życia. Jej zapiski czyta się jak gdyby pisała je dojrzała kobieta, a nie dwunastolatka; słownictwo i opisy są często dość wulgarne. Przyznaję, ze książkę czytało się ciężko i raczej nie czerpałam żadnej literackiej przyjemności z jej czytania.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

niedziela, 28 maja 2017
Ostatnie majowe dni (syrop z kwiatów czarnego bzu)

Maj już się kończy. Mało było w nim słońca i ciepła. Te ostatnie dni wydają się jednak nadrabiać stracony czas....

U mnie jest jak jest. Trudno skupić się na pozytywnych myślach. To naprawdę cholernie ciężka robota (Chciałabym przestać myśleć o chorobach, umieraniu, nieszczęściach, kiepskiej pracy, braku perspektyw, niespełnionych ambicjach, badaniach, nieudanych rekrutacjach, mijającym czasie, szpitalach, izbach przyjęć, smutku, bólu, zimnie, pieniądzach, przyszłości, planach, karierze której nie ma, o tym co trzeba, co powinnam, co się może stać. - doubleespresso)... Cytując Małgorzatę Halber, naprawdę chciałoby się czasami "z rozmachem mieć wszystko w dupie", bo to naprawdę wychodzi zdrowiej. Nie wiem tylko, czy potrafię wreszcie się przestać zamartwiać WSZYSTKIM.

W ramach wzmacniania pozytywnego myślenia, zaczytuję się w dobrych książkach oraz gotuję i piekę z tego, co maj ma najlepszego do zaoferowania. Niedawno wyciągnęłam z piekarnika ciasto z rabarbarem. Będzie idealne do popołudniowej kawy wypitej na słonecznym balkonie, podczas czytania ciekawej lektury.

Udanej niedzieli :)

Czarny bez powolutku zaczyna kwitnąć. Warto zatem poszukać jego kwiatów, gdzieś z dala od dróg i spróbować sił w robieniu syropu z owych kwiatów (ewentualnie można zrobić wino z kwiatów czarnego bzu - klik). Pyszny, prosty i bajecznie pachnący :) Można go dodawać do napojów, deserów, a w czerwcu, obficie polewać nim truskawki ;)

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

20-40 baldachów czarnego bzu

1 kg cukru

sok z 1 cytryny

1 litr wody

 Przygotowanie:

  • Kwiaty należy zbierać w suchy, słoneczny dzień. Kwiatostany należy zrywać delikatnie i równie delikatnie układać je w koszyku. Warto pamiętać, aby nie zrywać zbyt wielu kwiatów z tego samego drzewa. Po przyniesieniu ich do domu, rozkładamy je na papierze, aby ewentualne owady mogły się ewakuować ;) Z reguły wszelkie prace z tego typu darami natury, przeprowadzam na balkonie. Nie warto potrząsać baldachami, bo pozbywamy się wtedy cennego pyłku kwiatowego. 
  • Następnie, bezpośrednio nad naczyniem, w którym będę przygotowywać syrop, odcinam kwiaty bzu tak, aby zachować jak najmniejsze części zielonych gałązek. Im więcej kwiatów, tym mocniejszy produkt końcowy.
  • Po oberwaniu kwiatów, przygotowuję zalewę: zagotowuję wodę z cukrem i sokiem z cytryny i zalewam wrzątkiem kwiaty. Wszystkie powinny być pokryte syropem. Przykrywam naczynie i odstawiam na 2-4 dni, delikatnie mieszając zawartość naczynia raz dziennie.
  • Po tym czasie dokładnie filtruję syrop i przelewam do wyparzonych butelek. Jeśli planuję dłuższe przechowywanie syropu, wtedy go pasteryzuję (można go zagotować przed wlaniem do butelek). Syrop pasteryzowany można przechowywać w piwnicy, niepasteryzowany w lodówce. Po otwarciu - zawsze w lodówce.


Tagi: napoje
17:56, milka1204
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 maja 2017
Jest jak jest (wiosenna sałatka z kaszą jaglaną ze szparagami, suszonymi pomidorami i fetą)

Ostatnio przeczytałam mądre słowa na Instagramie u Blimsien: "Często jest tak, że złościmy się na chorobę, irytujemy się. A ona ma coś ważnego do powiedzenia. Bardzo nie lubię sformułowania "walka z chorobą" bo ja nie chcę walczyć. Wierzę, że wszystko co mi się przydarza jest dla mnie, a nie za karę. Nawet jeśli ten prezent jest na maksa niewygodny, przyjmuję go i zrobię z niego coś dobrego." Staram się też tak podejść do tego, co mi się przytrafiło. Swoje zazwyczaj negatywne myślenie na tematy ogólne (nie tylko związane ze zdrowiem), staram się teraz ukierunkowywać na pozytywną stronę. Nie jest łatwo się nie smucić, nie poddawać, nie marudzić. Jednak chcę spróbować przyjąć ten "niewygodny prezent" od losu, jako coś, co pozwoli mi odmienić poniekąd moje życie.

Staram się wrócić do swoich "lepszych" nawyków żywieniowych, odkryłam też niedawno rewelacyjną stronę Sutrę Serca, wracam do praktykowania jogi, czytam dobrą i wartościową literaturę dotyczącą holistycznego podejścia do zdrowia i życia. Pewne sprawy nadal idą mi słabo, często zdarza się pochlipać, posmutać, ulegam też kaprysom związanym z jedzeniem czegoś, co mi nie służy. Jednak wiem, że wszystko się ułoży, że warto powalczyć o siebie.

Wiosną nachodzi mnie ochota na robienie sałatek. Warzywniaki kuszą zielonym kolorem i aż chce się coś zrobić w kuchni z tych skarbów, które owe warzywniaki mają do zaoferowania. Tym razem padło na sałatkę, która tak naprawdę nie musi być tylko sałatką, ale równie dobrze, może być skonsumowana na ciepło, jako najzwyklejszy posiłek. Zależy wyłącznie od nas, czy chcemy owe danie zjeść na ciepło, czy na zimno, w formie sałatki. Wybrałam sałatkową postać. Jest smaczna, syci, od czasu do czasu chrupnie - jak dla mnie idealna. Spróbujcie, póki jeszcze można dostać szparagi.

Przepis znalazłam tutaj. Troszku tam pozmieniałam po swojemu, a tak poza tym, od razu zrobiłam ją z podwójnej ilości składników.

Składniki:

1 szklanka (200 g) kaszy jaglanej

600 ml wody lub bulionu

ok 14 zielonych szparagów

8 kawałków suszonych pomidorów ze słoiczka

4 łyżki oleju ze słoiczka z suszonymi pomidorami lub oliwy

4 łyżki posiekanego szczypiorku

6 łyżek posiekanej mięty

40-50 g pestek dyni (ewentualnie słonecznika lub pinii)

4 łyżeczki soku z cytryny

sól i pieprz

ser typu feta  - pokrojony w kosteczki; ilość wg uznania



Przygotowanie:

  • Do garnka wsypuję kaszę i prażę ją przez ok. 5 minut, co chwilę mieszając. Wlewam wodę lub bulion. Doprawiam solą, świeżo zmielonym pieprzem i dodaję 2 łyżki oleju z suszonych pomidorów. Przykrywam i gotuję pod przykryciem przez ok 15 minut lub do miękkości kaszy (u mnie trochę dłużej).
  • Na 5 minut przed końcem gotowania dodaje szparagi (wcześniej należy je opłukać, odłamać twarde jasne końce, łodyżki pokroić na 3 cm kawałki). Mieszam kaszę ze szparagami, przykrywam garnek i gotuję wszystko przez ostatnie 5 minut.
  • Po ugotowaniu wykładam kaszę do miski i mieszam widelcem.
  • Do kaszy dodaję resztę składników: pokrojone suszone pomidory, posiekany szczypiorek, miętę, lekko zrumienione na patelni pestki dyni, wszystko skrapiam sokiem z cytryny i resztą oleju lub oliwy, doprawiam solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem, mieszam i posypuję fetą. Można dodać więcej aromatycznej oliwy.



KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...