RSS
niedziela, 10 grudnia 2017
O przedświątecznej "myślówce" i o śledziku innym niż wszystkie

Za dużo mam na głowie ostatnio. Sporo problemów, pogmatwanych myśli i przykrych sytuacji, o których trudno zapomnieć. Żyję w dużym stresie, wracają zapomniane schorzenia, które teraz się złośliwie uaktywniły. "Nie wiem", to stan w którym obecnie żyję. Nic nie wiem na pewno i męczy mnie to bardziej niż zwykle. Do tego zbliżają się Święta, co do których mam stosunek jaki mam i które z każdym rokiem stają się boleśniejsze przez różne aspekty... Dlatego stale wynajduję sobie zadania, projekty, działam tu i tam. Wszystko po to, żeby mieć jak najmniej czasu na siedzenie i dobijanie się smutkami. Tęsknię za Rodzicami, za bliskimi, których dawno nie widziałam. Mam ochotę wyjechać z Gdyni na dłuższy czas, zniknąć sobie i pobyć w rodzinnym domu...

W międzyczasie czytam i to sporo. Kończę jedną książkę i już za chwilę pochłania mnie kolejna. Tym razem delektuję się "Radością życia" Romy Ligockiej. Piękna, mądra, bardzo szczera i pełna osobistych refleksji pisarki. Jeśli szukacie pomysłu na prezent książkowy, to polecam właśnie tę książkę.

"Niewielu rzeczy zdążyli mnie nauczyć rodzice — mało mieli na to czasu, ten czas zabrała im wojna. Wszystkiego więc w życiu boleśnie musiałam uczyć się sama. Oni tylko przekazali mi tę jedną prostą prawdę, że trzeba iść — zawsze po prostu iść. Krok za krokiem. Mozolnie. I tylko ten następny krok się liczy. Dopóki nogi niosą, nawet jeżeli bolą. I nie ma w życiu innej drogi do celu niż ta, którą przemierzamy własnymi zranionymi bosymi stopami codziennie i cierpliwie." Roma Ligocka "Radość życia"

A Nowy Rok będę sobie organizować z rewelacyjnym "Notesem", w który wplecione są teksty i zapiski Agnieszki Osieckiej. Cudny. Mój.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Śledzie z suszonymi pomidorami i orzechami włoskimi

Lubię śledzie nie tylko na Święta. Czasem kupuję sobie gotowe, już przyprawione na różne sposoby, z różnymi dodatkami. Zjadam je później w niewielkiej ilości na kolację. I to mi wystarcza na jakiś czas. Sama robię je bardzo rzadko, bo najczęściej jem je u mojej Mamci, która potrafi zrobić najpyszniejsze i jednocześnie najprostsze w swojej postaci. I takie właśnie domowe smakują najlepiej i potrafię zjeść ich trochę więcej niż zazwyczaj...

Zaciekawił mnie przepis na śledzie w wersji z suszonymi pomidorami i orzechami włoskimi i właśnie takie śledzie przygotowałam ostatnimi czasy. Wyszły pyszne i bardzo aromatyczne. Warto od razu zrobić większą ilość (podana ilość składników wystarczy na mniej więcej dwie porcje).

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

1 cebula

2 łyżki koncentratu pomidorowego

200 g suszonych pomidorów w oleju

2 łyżki octu ryżowego lub winnego

1/2 szklanki orzechów włoskich

4 gotowe filety śledziowe (dobrze wymoczone i wypłukane lub gotowe w oleju)

olej lniany, ewentualnie rzepakowy

Przygotowanie:

  • Cebulę obieram i kroję w piórka. Przekładam na sitko i sparzam wrzątkiem. Wkładam do miski, dodaję koncentrat pomidorowy i mieszam dopóki cebula jest jeszcze ciepła.
  • Dodaję pokrojone na kawałeczki suszone pomidory wraz z olejem ze słoika, dodaję ocet, posiekane orzechy (wcześniej lekko przyprażone na suchej patelni) i dokładnie mieszam.
  • Filety śledziowe kroję na kawałki, wkładam do miski i mieszam ze wszystkimi składnikami, dolewam olej lniany lub rzepakowy.
  • Śledzie można przechowywać przez kilka dni w lodówce, w dobrze zamkniętym słoiku.

niedziela, 26 listopada 2017
O intensywnym tygodniu, pełnym książek, Islandii i dobrego jedzenia

Mija tydzień za tygodniem. Czasem wydaje mi się, że czas płynie szybciej, a ja na siłę próbuję rozciągnąć dobę dodatkowymi zajęciami. Nie narzekam, dobrze jak coś się dzieje, jak czasem jest intensywnie, a ja potem widzę efekty moich starań.

Poza pracą i dodatkowymi zleceniami, znajduję czas na przyjemności i na spełnianie drobnych marzeń. Tak jak ostatnio, za sprawą pięknego wydarzenia, w którym mogłam uczestniczyć. Spotkanie autorskie wokół książki "Rekin i Baran" z Martą i Adamem Biernat (Bite of Iceland) oraz wernisaż zdjęć pięknej Islandii: "EYJA / WYSPA", tak spędziłam czwartkowy wieczór. Zdjęcia zachwyciły, autorzy ujęli swoją otwartością i pozytywną energią. Opowiadali o Islandii, odpowiadali na pytania czytelników i cierpliwie podpisywali książki. Po tym wieczorze jeszcze bardziej utwierdziłam się, że chciałabym kiedyś wybrać się w to magiczne miejsce.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Hotel pod jemiołą" Richard Paul Evans

Richard Paul Evans to bestsellerowy pisarz amerykański. Jego powieści gościły na listach hitów "The New York Timesa" i zostały przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. Poza pisaniem, Evans zajmuje się działalnością charytatywną i w tym zakresie założył organizację charytatywną „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci.

Tym razem, dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, trafiła do mnie kolejna powieść pisarza: "Hotel pod jemiołą". Przyznaję szczerze, że nie obiecywałam sobie wiele po tej książce. Zarówno okładka, jak i krótki opis z tyłu zapowiadały lekką historię miłosną w klimacie bożonarodzeniowym. Pierwsze chwile z książką tylko mnie w tym fakcie utwierdziły. Jednak druga połowa książki pozytywnie mnie zaskoczyła, zachwyciła i gdzieś tam nawet wycisnęła małą łzę w oku.

Główna bohaterka Kim, to osoba która nie ma łatwego życia. Jej mama popełniła samobójstwo, kiedy ta była małą dziewczynką. Natomiast jako dojrzała kobieta wciąż miała łamane serce przez mężczyzn, których wybierała na partnerów swojego życia. Jedynym wsparciem był i wciąż jest jej ojciec. Wpiera ją i zawsze powtarza, że najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami. Dlatego pomaga jej w spełnieniu marzenia o byciu pisarką i umożliwia jej uczestniczenie w kursie dla pisarzy. Jak się okaże, wydarzenie to stanie się początkiem jej wielkiej przygody.

Przyznaję, że historia wydaje się momentami bardzo bajkowa, przez co wydaje się nierealna. Z drugiej strony, czemu nie dać się ponieść takiej atmosferze? Miłość, spełnianie najskrytszych marzeń, happy end - czasem warto osłodzić sobie życie, bo czasem ono potrafi dać nam wystarczająco w kość. Zatem przymknęłam oko na "słodki klimat", zwłaszcza że zakończenie przyniosło wiele pięknych słów, dla których warto książkę przeczytać.

Każdy, kto chce poczytać o poszukiwaniu szczęścia i miłości, o spełnianiu marzeń zawodowych i o sile, jaką mają więzi rodzinne, to zdecydowanie powinien tę książkę przeczytać. Dużo w niej pozytywnej energii, a ta w sam raz wpasowuje się w klimat zbliżających się Świąt.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciasto marchewkowe z kokosem i żurawiną

Pyszne i nieskomplikowane ciasto na niedzielne, chłodne wieczory. Kusi chrupiącym wierzchem i niesamowitym aromatem :) Niby znajomy smak, bo kto z nas nie jadł ciasta marchewkowego? Tutaj jednak smak wzbogacony jest kokosem i żurawiną. Oryginalnie w cieście są suszone morele, ale to już kwestia gustu. Równie dobrze możecie użyć suszonych wiśni lub rodzynek. Najlepsze jest jeszcze lekko ciepłe :)

Ciasto znalazłam u Truskawkowej Ani, a oryginalnie przepis pochodzi z książki „River Cottage. Fruit everyday”, której autorem jest Hugh Fearnley-Whittingstall (niektórzy z Was pewnie kojarzą go z programów na Kuchni + ).

Składniki:

200 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
200 g oleju kokosowego
180 g cukru demarera
3 jajka
200 g marchewki, startej na drobnej tarce
skórka starta z 1 cytryny
150 g suszonej żurawiny
100 g wiórków kokosowych

Przygotowanie:

  • W misce mieszam mąkę, proszek do pieczenia, sól i cynamon.
  • W drugiej misce mieszam olej kokosowy oraz cukier i ucieram mikserem przez 2-3 minuty, aż masa stanie się puszysta. Ciągle miksując, dodaję po jednym jajku.
  • Następnie dodaję do masy mąkę i mieszam aż składniki się połączą. Dodaję wiórki kokosowe i marchewkę, mieszam szybko do połączenia składników. Na koniec dodaję skórkę cytrynową i żurawinę, mieszam całość.
  • Ciasto przelewam do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Piekę w 170 st. C. przez 1 godzinę i 15 minut. Po godzinie warto sprawdzić ciasto patyczkiem, jeśli jest suche, kończymy pieczenie. 

niedziela, 12 listopada 2017
O książkowym "hymnie miłości" i o smacznej tarcie na chłodne dni

Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie nie mam ochoty na nic. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś daleko, w drewnianym domku, nad morzem lub w lesie. W niedużej kuchni mogłabym pichcić wszystko to na co mam apetyt, a potem tylko siedziałabym przy kominku, czytała książkę i popijała gorącą herbatę. Tak byłoby najlepiej. Ale marzenia swoją drogą, a życie swoją ;) I tak, z myślą o nadchodzącym tygodniu pracującym, gotuję różne smakowite potrawy, które będą ratunkiem na pusty i zmarznięty brzuch. Zatem mam już: zupę brokułową z batatami, ziemniakami i czosnkiem, wegetariański bigos (serio!) i polędwiczki w sosie musztardowym z pieczarkami. Na obiad natomiast wciągnęłam dziś naprawdę ogromną porcję (aż wstyd...) makaronu rustykalnego z soczewicą i już myślę o kolacji, która będzie eksperymentem (tofu + pomidory).

Niedziela jednak nie upływa mi na samym gotowaniu i jedzeniu, o nie. Choć pogoda nie zachęca, trzeba wyjść na spacer z futrzastą istotą, a potem poruszać się trochę samej i po prostu poćwiczyć. Nie ma lekko ;)

I tylko jakoś przydałoby mi się dodatkowych parę godzin, żeby jeszcze zatopić się w książkę i najzwyczajniej w świecie poczytać.

Spokojnej niedzieli :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Wszystkie moje kobiety" Janusz Leon Wiśniewski

Janusz Wiśniewski zadebiutował jako pisarz w 2001 roku książką "S@motność w sieci", potem były kolejne powieści i opowiadania. Poza jego debiutanckim dziełem, przeczytałam jeszcze "Siedem lat później", tzw. wywiad-rzeka. Tym razem, dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, mogłam przeczytać jego najnowszą powieść "Wszystkie moje kobiety".

Główny bohater budzi się w szpitalu z kilkumiesięcznej śpiączki. Dowiaduje się, że w ciągu tego okresu czasu odwiedzały go kobiety, z którymi łączyły go różne relacje i których miłości często nie potrafił docenić. Przebudzenie ze śpiączki staje się dla niego czasem, kiedy nie tylko dochodzi on do siebie w sensie fizycznym, ale również analizuje swoje dotychczasowe życie i postępowanie, głównie wobec kobiet. Tych zaś było w jego życiu sporo. Bohater uświadamia sobie, jak często ranił je, budząc w nich uczucia, a potem znikał z ich życia, bądź ranił i upokarzał swoim zachowaniem. Można odnieść wrażenie, że wreszcie budzi się w nim uśpione sumienie.

Najbardziej podobała mi się wykreowana przez pisarza postać pielęgniarki Laurencji. Barwna, charakterna, ale bardzo ciepła i radosna osoba. Wybijała się wśród wielu przewijających się w powieści postaci.

W rozmowie z Booklips, autor o swojej książce powiedział: „To bardzo dla mnie ważna powieść. Podsumowanie roli kobiet w życiu dojrzałego mężczyzny. Spojrzenie na kobiety, które pojawiły się w jego życiu, te, których nie zauważał, które porzucił, które kochał”.

Powieść nie była łatwa w odbiorze, z pewnością nie dało się jej czytać "szybko", kartka po kartce. Do pewnych fragmentów wracałam, po innych odkładałam książkę na bok. Z pewnością jednak warto po nią sięgnąć i przekonać się, czy przypadnie do gustu.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tarta z kiełbasą, karmelizowaną cebulą i brązowymi pieczarkami

W tak chłodne dni, kiedy wieczór zaczyna się nieco szybciej, człowiek nabiera ochoty na tzw. comfort food ;) Coś ciepłego, smacznego i konkretnego zarazem. Tarta z kiełbaską, karmelizowaną cebulką i pieczarkami wydaje się być zatem idealna na ten czas. 

Uwagi: 

  • w oryginalnym przepisie, Asia używa formy o średnicy 24 cm. Natomiast ja użyłam nieco większej, tj. o średnicy 26 cm.
  • przy następnej okazji, kiedy będę robić ową tartę, z pewnością zmienię coś odnośnie kiełbaski. Myślę, że dobrze by jej zrobiło uprzednie przesmażenie z dodatkiem suszonej papryki (ostrej lub słodkiej, jak kto woli). Ewentualnie, dobrym pomysłem będzie dodanie kilku plastrów podsmażonego salami lub wędzonego boczku. Taki akcent mógłby dodać tarcie dodatkowego smaczku.
  • odnośnie grzybów: mogą być leśne, mogą być pieczarki (zwykłe, brązowe lub portobello). Wszystko zależy od tego, co lubicie bądź co macie akurat pod ręką. U mnie były to brązowe pieczarki, które bardzo mi smakują.
  • do tarty będzie pasować lekka sałatka z orzeźwiającym dressingiem oraz kieliszek białego wina (to już opcjonalnie ;).

Składniki:

Kruchy spód:
200 g mąki orkiszowej lub pszennej
120 g zimnego masła
szczypta soli
1 małe jajko
Nadzienie:
2 czerwone cebule
1 łyżka oleju
250 g brązowych pieczarek
1 łyżka masła
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
250 g dobrej kiełbaski wiejskiej
160 g tartego sera (gruyère / cheddar / gouda)
1 łyżka mąki
3 jajka
1 szklanka mleka
1/2 szklanki kremówki

Przygotowanie:

  • Spód: zagniatam ciasto kruche z mąki, pokrojonego na kawałki zimnego masła i soli, następnie dodaję jajko i łączę składniki w jednolite ciasto. Rozpłaszczam je, zawijam w folię i wstawiam do lodówki na około 1 godzinę.
  • Po tym czasie, wyjmuję ciasto z lodówki i rozwałkowuję na placek podsypując mąką, wykładam nim spód i boki posmarowanej masłem formy na tartę. Spód nakłuwam widelcem i wstawiam do lodówki.
  • Piekarnik nagrzewam do 190 stopni C. Ciasto okrywam folią aluminiową, wysypuję obciążenie (np. w postaci suchej fasoli; do wielokrotnego wykorzystania) i wstawiam do piekarnika. Piekę przez 10 minut. Zdejmuję folię oraz obciążenie i piekę spód jeszcze przez 5 minut. Wyjmuję z piekarnika, odstawiam do wystudzenia. Piekarnik ustawiam na 180 stopni C.
  • Nadzienie: na patelni karmelizuję czerwoną cebulę: kroję ją w kostkę i wrzucam na rozgrzaną patelnię razem z łyżką oleju. Doprawiam solą i co chwilę mieszając smażę na większym ogniu przez ok. 4 - 5 minut, aż cebula będzie szklista. Następnie zmniejszam ogień do średniego i często mieszając duszę cebulę przez ok. 15 - 20 minut, nie rumieniąc jej. Po tym czasie powinna być miękka i lekko skarmelizowana. Zdejmuję z patelni i przekładam do miski.
  • Pieczarki myję i kroję na plasterki, wrzucam na patelnię po cebuli i smażę mieszając przez ok. 3 - 4 minuty aż odparują i zaczną się rumienić. Dodaję masło, solę i smażę jeszcze przez ok. 2-3 minuty, pod koniec dodając natkę pietruszki. Przekładam do miski z cebulą, dodaję pokrojoną w kosteczkę kiełbasę (obrać ją wcześniej ze skórki), starty ser wymieszany z mąką i wszystko razem mieszam.
  • W oddzielnej misce roztrzepuję rózgą jajka z dodatkiem mleka, śmietanki kremówki, soli i pieprzu.
  • Na podpieczony spód wykładam składniki nadzienia, zalewam masą i wstawiam do piekarnika. Piekę przez ok. 35 - 40 minut na złoty kolor.

sobota, 21 października 2017
O muffinkach pełnych cytryn i maku oraz historie niezwykłe o aktorkach

Jesień staje się powoli moją ulubioną porą roku. I nie mówię tu tylko o tej złotej i słonecznej wersji. Coraz bardziej zachwyca mnie bowiem jej mgliste i wilgotne oblicze. W połączeniu z morzem i lasem jest czymś, co zaczyna płynąć mi we krwi. Lekka melancholia nie przyprawia o typowe dotąd dla mnie smutki. Dostrzegam jedynie piękno ciszy, spokoju i zamyślenia. Nigdy nie myślałam, że przy takiej pogodzie i w takiej scenerii będę czuć się najbardziej szczęśliwa, a jestem... 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Aktorki. Odkrycia" Łukasz Maciejewski

Łukasz Maciejewski jest filmoznawcą, krytykiem filmowym i teatralnym oraz autorem wielu książek. "Aktorki. Odkrycia" to trzecia część "spotkań" z aktorkami. Wcześniej wydane zostały "Aktorki. Spotkania" i "Aktorki. Portrety".

Książkę mimo dużej objętości czyta się bardzo szybko, ponieważ potrafi przyciągnąć czytelnika swoją ciekawą treścią. W książce nie znajdziemy typowych wywiadów, które można przeczytać w prasie kobiecej (plotki, miłostki i inne opowiastki okraszone mocno edytowanymi zdjęciami). Rozmowy autora z aktorkami mają w sobie klimat szczerej rozmowy dwojga ludzi. Często są to wręcz przyjacielskie rozmowy, gdyż Maciejewski z niektórymi aktorkami faktycznie się przyjaźni. Daje się to odczuć, opowieści często dotykają spraw bardzo osobistych, a niejednokrotnie są to bardzo szczere zwierzenia.

Wybór tych, a nie innych aktorek, autor tłumaczy tym, że jego decyzje były przemyślane i kierował się ich talentem, rolami teatralnymi i filmowymi, które zapamiętał i do których chętnie wraca. Nie kierował się natomiast ich popularnością czy stopniem rozpoznawania.

Ze wszystkich osiemnastu historii, najbardziej trafiła do mnie historia Renaty Dancewicz. Zachwyciła mnie dojrzałość jej wypowiedzi, a i dobrze było dowiedzieć się czegoś więcej o jej karierze, z opowiadań autora. Zaznaczyłam sobie cytat, który jakoś utkwił mi w głowie:

"Naturalnie są momenty, kiedy przechodzisz przez jakiś kolejny etap w życiu i uświadamiasz sobie, że nie wszystko było w nim idealne, nie zawsze było dobrze. Że, nawet nieświadomie, kogoś skrzywdziłeś albo nie sprostałeś wyzwaniu. Mało jest chyba ludzi, którzy wciąż powtarzają sobie: mam wspaniałe życie, jestem wspaniały. To nie tylko rzadkie, ale też raczej niedorzeczne. Ludzką barwą jest niespełnienie. Bo zawsze coś się ostatecznie wybiera, na coś i na kogoś się decyduje, ale nie wiemy i nie dowiemy się, jak byłoby, gdybyśmy obrali inną ścieżkę. Mnie również przytrafiają się zwątpienia, ale już potrafię to wszystko racjonalizować."

Czytając historie aktorek uświadomiłam sobie, że ich życie to nie tylko pasmo sukcesów, błysk fleszy, sława i uwielbienie. Właściwie każda z kobiet doświadczyła wielu trudnych sytuacji, zwątpień i musiała zmagać się z problemami "zwykłego człowieka":

"Pamiętam własne stany depresyjne - to jest niewytłumaczalny bezsens życia, pustka, otchłań w trzewiach, śmiertelna nadwrażliwość. Ale ja wtedy grałam, egzystowałam. Chwile samotności były najgorsze, myśli przerażające. Człowiek sam ze sobą nie wytrzymuje. W moim dole zawsze bałam się momentu, w którym nie zapanuję nad sobą. Bo bezsens życia chodził mi po głowie cały czas. Chemia w mózgu się zaburza. Ale teraz nauczona doświadczeniem wiem, że nie można się temu poddawać. Trzeba walczyć o siebie. I szukać pomocy u najbliższych." Katarzyna Gniewkowska

Książkę polecam. Opowieści w niej przedstawione pokazują, jak los potrafi być kapryśny i jak wiele w życiu zależy nie tylko od talentu, ale i od tzw. szczęścia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: cytrynowe muffinki z makiem

Szczęśliwie, muffiny wychodzą mi za każdym razem. Nie opcji, żeby coś poszło nie tak, więc uznaję je za wypiek sprawdzony, bez względu na jego rodzaj. Muffinki piekę w ciemno, bo wiem że i tak wyjdą i znikną z talerza w szybkim tempie. Tym razem skorzystałam z przepisu, który znalazłam na stronie kulinarnej New York Times'a (tutaj). Mak i cytryna to połączenie na piątkę z plusem, a w towarzystwie cytrynowego lukru, to już sama poezja.

Składniki (12 sztuk):

2½ szklanki mąki

1½ łyżeczki proszku do pieczenia (ja dałam 1)

½ łyżeczki sody

½ łyżeczki soli

¾ szklanki cukru

½ szklanki roztopionego i ostudzonego masła

½ szklanki mleka

½ szklanki kwaśnej śmietany

2 duże jajka

2 łyżki startej skórki z cytryny (z 2 dużych cytryn)

2 łyżki soku z cytryny

4 łyżeczki maku

Polewa: szklanka cukru pudru + 2-3 łyżki soku z cytryny + mak do posypania

 Przygotowanie:

  • Nagrzewam piekarnik do 175 stopni C. Formę na muffinki wykładam papierowymi papilotkami.
  • W średniej misce mieszam mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. W dużej misce mieszam cukier, masło, mleko, śmietanę, jajka, skórkę i sok z cytryny oraz mak.
  • Do mokrych składników dodaję suche i mieszam, aż całość się dokładnie połączy. Przekładam masę do foremki.
  • Wkładam formę do nagrzanego piekarnika i piekę muffinki ok. 20 minut.
  • Po upieczeniu odstawiam formę na 5 minut, a następnie wykładam muffinki na kratkę do całkowitego ostudzenia.
  • Polewa: mieszam razem cukier puder i sok z cytryny, aż uzyskam gęsty lukier. Polewam nim ostudzone muffiny i posypuję makiem.

niedziela, 08 października 2017
O jesiennym pieczeniu bakłażana i o pewnej mrocznej książce

Dokładnie tydzień temu byłam Włóczykijem. Poczułam, że nadeszła jesień i ruszyłam w drogę. Na chwilę oderwałam się od świata i krętymi, leśnymi ścieżkami zachwycałam się leśną ciszą i spokojem. Z aparatem w ręku i termosem wypełnionym gorącą herbatą, podziwiałam październik w dobrym, włóczykijowym towarzystwie. To był dobry czas i chyba już dawno tak po prostu nie odpoczęłam od wszystkiego...

"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. Taki wymarsz zawsze jest nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. Tam gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt trawy. Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: Odszedł, widać jesień się zbliża."

Tove Jansson, „Dolina Muminków w listopadzie”

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Mindhunter" John Douglas, Mark Olshaker

John Douglas, czyli autor książki "Mindhunter", to jeden z najwybitniejszych profilerów FBI. W swojej wieloletniej karierze badał miejsca zbrodni, które dokonywane były przez najgroźniejszych psychopatów. Wielokrotnie musiał "wchodzić w umysły morderców", starał się myśleć jak oni. W tej książce zaś dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, opowiada o najsłynniejszych śledztwach przy jakich pracował oraz o próbach wniknięcia w mroczne umysły psychopatów.

"Tymczasem powtórzmy sobie maksymę, którą wbijam do głów podwładnym: jeżeli chcesz zrozumieć artystę, obejrzyj jego dzieła. Kto nie pozna obrazów Picassa, nie ma prawa powiedzieć, że rozumie lub podziwia mistrza. Seryjni mordercy planują swoje poczynania z równą starannością jak malarz obmyślający obraz. Uważają je za sztukę, a im dłużej ją praktykują, tym większą zdobywają wprawę."

Książka opisuje prawdziwe śledztwa i każda z przedstawionych spraw przyprawia o dreszcze podczas czytania. Były fragmenty, przy których nie mogłam uwierzyć w to, że wydarzyły się naprawdę. Rodziło się milion pytań w głowie, co siedzi w umysłach ludzi, że są zdolni do popełnienia tak makabrycznych zbrodni. Przyznaję, że "Mindhunter" czyta się lepiej niż jakikolwiek inny thriller. Lektura przyprawia o dreszcze, a sposób przedstawienia tematu jest niesamowicie intrygujący. Książkę trudno odłożyć na bok, tak bardzo chce się dowiedzieć, co było dalej i jak dana sprawa została rozwiązana.

Styl i język jakim jest napisana ta pozycja, nie jest czymś co zachwyca swoją wyjątkowością i artyzmem. Jest to język prosty, jakiego możemy używać podczas potocznych i nieformalnych rozmów. Jednak nie to jest w książce najważniejsze. Istotą "Mindhuntera"  jest przedstawienie pracy agentów FBI, a zwłaszcza trudnej pracy profilerów. Szczegółowe opisywanie toku śledztw, przerażających spraw i sylwetki psychopatów, z którymi autor miał do czynienia - zapoznanie się z tymi faktami ma być dla czytelnika najistotniejsze.

Jest to dość trudna pozycja, sporo w niej szczegółowych opisów zbrodni. Z pewnością czytelnik nie może mieć tzw. "słabych nerwów". Jednak warto ją przeczytać, uświadomić sobie kim są psychopaci, zapamiętać że nie warto być ufnym wobec osób, których dobrze nie znamy, a pozornie są miłe, uśmiechnięte i inteligentne. Polecam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: pieczony bakłażan

W pracy na drugie śniadanie najczęściej jem jogurt i kanapki, a od czasu do czasu i sałatkę. Z kanapkami natomiast niestety bywa tak, że się szybko nudzą i trzeba często wymyślać jakiś ich nowy skład. Ostatnio nabrałam ochoty na bakłażanową "wkładkę". Do tego dołączył hummus i warzywny pasztet - gotowe.

Bakłażan doprawiałam różnie, ale najlepiej smakowały mi te plasterki, które wśród kombinacji przyprawowej miały zatar. Możecie oczywiście tworzyć własną "oprawę" bakłażana, wedle Waszego smaku.

Jeśli używamy funkcji grillowania w piekarniku, należy pilnować bakłażana aby się za mocno nie przypiekł.

Składniki:

1 bakłażan

olej

sól i pieprz

ulubione przyprawy, u mnie w różnych kombinacjach: zatar; czosnek świeży lub granulowany; suszone oregano; ostra papryka

Przygotowanie:

  • Bakłażana kroję na grube plastry (ok. 1 cm grubości), doprawiam je z dwóch stron solą, pieprzem oraz wybranymi przyprawami. Smaruję olejem i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  • Nagrzewam piekarnik z funkcją grilla na średnią moc. Wstawiam blaszkę z bakłażanem do piekarnika na górną półkę i zapiekam przez 6-7 minut aż bakłażan lekko zbrązowieje. Przewracam na drugą stronę i ponownie grilluję (również 6-7 minut).
  • Opcjonalnie można bakłażana upiec normalnie, tj. ustawić piekarnik na 200 stopni C z termoobiegiem i piec na górnej półce piekarnika po ok. 6-7 minut z każdej strony.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104


KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...