RSS
niedziela, 08 października 2017
O jesiennym pieczeniu bakłażana i o pewnej mrocznej książce

Dokładnie tydzień temu byłam Włóczykijem. Poczułam, że nadeszła jesień i ruszyłam w drogę. Na chwilę oderwałam się od świata i krętymi, leśnymi ścieżkami zachwycałam się leśną ciszą i spokojem. Z aparatem w ręku i termosem wypełnionym gorącą herbatą, podziwiałam październik w dobrym, włóczykijowym towarzystwie. To był dobry czas i chyba już dawno tak po prostu nie odpoczęłam od wszystkiego...

"Któregoś wczesnego ranka w Dolinie Muminków Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę. Taki wymarsz zawsze jest nagły. W jednej chwili wszystko się zmienia, temu, kto odchodzi, zależy na każdej minucie, szybko wyciąga namiotowe śledzie i gasi żar, zanim ktokolwiek przyjdzie przeszkadzać i wypytywać, i zaczyna biec, w biegu zarzucając plecak, i wreszcie jest już w drodze, raptem spokojny niczym wędrujące drzewo, na którym nie rusza się ani jeden liść. Tam gdzie stał namiot, świeci pusty prostokąt trawy. Później, kiedy zrobi się dzień, zbudzą się przyjaciele i powiedzą: Odszedł, widać jesień się zbliża."

Tove Jansson, „Dolina Muminków w listopadzie”

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Mindhunter" John Douglas, Mark Olshaker

John Douglas, czyli autor książki "Mindhunter", to jeden z najwybitniejszych profilerów FBI. W swojej wieloletniej karierze badał miejsca zbrodni, które dokonywane były przez najgroźniejszych psychopatów. Wielokrotnie musiał "wchodzić w umysły morderców", starał się myśleć jak oni. W tej książce zaś dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, opowiada o najsłynniejszych śledztwach przy jakich pracował oraz o próbach wniknięcia w mroczne umysły psychopatów.

"Tymczasem powtórzmy sobie maksymę, którą wbijam do głów podwładnym: jeżeli chcesz zrozumieć artystę, obejrzyj jego dzieła. Kto nie pozna obrazów Picassa, nie ma prawa powiedzieć, że rozumie lub podziwia mistrza. Seryjni mordercy planują swoje poczynania z równą starannością jak malarz obmyślający obraz. Uważają je za sztukę, a im dłużej ją praktykują, tym większą zdobywają wprawę."

Książka opisuje prawdziwe śledztwa i każda z przedstawionych spraw przyprawia o dreszcze podczas czytania. Były fragmenty, przy których nie mogłam uwierzyć w to, że wydarzyły się naprawdę. Rodziło się milion pytań w głowie, co siedzi w umysłach ludzi, że są zdolni do popełnienia tak makabrycznych zbrodni. Przyznaję, że "Mindhunter" czyta się lepiej niż jakikolwiek inny thriller. Lektura przyprawia o dreszcze, a sposób przedstawienia tematu jest niesamowicie intrygujący. Książkę trudno odłożyć na bok, tak bardzo chce się dowiedzieć, co było dalej i jak dana sprawa została rozwiązana.

Styl i język jakim jest napisana ta pozycja, nie jest czymś co zachwyca swoją wyjątkowością i artyzmem. Jest to język prosty, jakiego możemy używać podczas potocznych i nieformalnych rozmów. Jednak nie to jest w książce najważniejsze. Istotą "Mindhuntera"  jest przedstawienie pracy agentów FBI, a zwłaszcza trudnej pracy profilerów. Szczegółowe opisywanie toku śledztw, przerażających spraw i sylwetki psychopatów, z którymi autor miał do czynienia - zapoznanie się z tymi faktami ma być dla czytelnika najistotniejsze.

Jest to dość trudna pozycja, sporo w niej szczegółowych opisów zbrodni. Z pewnością czytelnik nie może mieć tzw. "słabych nerwów". Jednak warto ją przeczytać, uświadomić sobie kim są psychopaci, zapamiętać że nie warto być ufnym wobec osób, których dobrze nie znamy, a pozornie są miłe, uśmiechnięte i inteligentne. Polecam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: pieczony bakłażan

W pracy na drugie śniadanie najczęściej jem jogurt i kanapki, a od czasu do czasu i sałatkę. Z kanapkami natomiast niestety bywa tak, że się szybko nudzą i trzeba często wymyślać jakiś ich nowy skład. Ostatnio nabrałam ochoty na bakłażanową "wkładkę". Do tego dołączył hummus i warzywny pasztet - gotowe.

Bakłażan doprawiałam różnie, ale najlepiej smakowały mi te plasterki, które wśród kombinacji przyprawowej miały zatar. Możecie oczywiście tworzyć własną "oprawę" bakłażana, wedle Waszego smaku.

Jeśli używamy funkcji grillowania w piekarniku, należy pilnować bakłażana aby się za mocno nie przypiekł.

Składniki:

1 bakłażan

olej

sól i pieprz

ulubione przyprawy, u mnie w różnych kombinacjach: zatar; czosnek świeży lub granulowany; suszone oregano; ostra papryka

Przygotowanie:

  • Bakłażana kroję na grube plastry (ok. 1 cm grubości), doprawiam je z dwóch stron solą, pieprzem oraz wybranymi przyprawami. Smaruję olejem i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
  • Nagrzewam piekarnik z funkcją grilla na średnią moc. Wstawiam blaszkę z bakłażanem do piekarnika na górną półkę i zapiekam przez 6-7 minut aż bakłażan lekko zbrązowieje. Przewracam na drugą stronę i ponownie grilluję (również 6-7 minut).
  • Opcjonalnie można bakłażana upiec normalnie, tj. ustawić piekarnik na 200 stopni C z termoobiegiem i piec na górnej półce piekarnika po ok. 6-7 minut z każdej strony.

niedziela, 10 września 2017
O tym, że socjopaci są wśród nas i że jak wrzesień, to kurki

Schyłek lata w tym roku przybrał jesienne szaty. Zbyt szybko. Deszczu i szarych chmur jest zdecydowany nadmiar, a palto przeciwdeszczowe dominuje w tzw. outficie. Pora robić przegląd szafy, wyciągnąć cieplejsze swetry, choć je akurat lubię...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Socjopaci są wśród nas" Dr Martha Stout

Z opisu na okładce: "Według badań 1 na 25 osób to socjopata - człowiek bez sumienia, który gotowy jest zrobić wszystko, by osiągnąć swój cel. (...) Z tej książki dowiesz się, jak rozpoznać socjopatów, skąd się biorą i dlaczego odnoszą sukcesy. Odkryjesz stosowane przez nich techniki kamuflażu, a przede wszystkim poznasz 13 zasad radzenia sobie z socjopatą. Dzięki tej książce przestaniesz być bezbronny wobec ich manipulacji i intryg."

Z sumieniem bywa czasem ciężko. Zaczyna uwierać i denerwująco mantrować w głowie, jeśli zrobi się coś, co nie do końca jest zgodne choćby z naszymi zasadami. Bywa niestety męczące i wiele osób chciałoby sumienia nie mieć lub je przynajmniej wyciszyć. Czy jednak pozbawiony sumienia człowiek ma lepiej? Czy jego nieodczuwanie naprawdę ułatwia życie? Książka psycholog Marthy Stout pokazuje, że człowiek bez sumienia wcale łatwo nie ma.

Autorka przedstawia nam zagadnienie zjawiska socjopatii, pokazuje sposoby na to, jak socjopatę rozpoznać i jak się przed nim uchronić, definiuje również samo pojęcie sumienia, które nazywa siódmym zmysłem. Poza tym, przytacza ciekawe wyniki badań, opisuje przypadki medyczne swoich pacjentów i to jest mocna strona książki. Trochę słabiej jest w momencie, gdy chodzi o część dotyczącą rozpoznawania socjopatów i radzenia sobie z nimi. Tych fragmentów Stout nie przedstawia w przystępny sposób. Przyznaję, że momentami męczyłam się nimi i chciałam przejść już do kolejnych rozdziałów. Podane przez autorkę 13 zasad postępowania z socjopatami w życiu codziennym, jakoś nie do końca do mnie przemawiają. Rownież nieco irytujące były powtarzające się na różne sposoby stwierdzenia typu: socjopaci są wśród nas itp...

Okładka zapowiadała znacznie więcej niż faktycznie dostałam w treści książki. Jednak warto było ją przeczytać choćby dlatego, aby dowiedzieć się czegoś więcej o samym zjawisku socjopatii.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. Premiera: 13 września 2017 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: tarta z ciasta drożdżowego z kurkami, serem i tymiankiem

Kulinarnie: tarta kurkowa, na rewelacyjnym cieście krucho-drożdżowym. Fenomen tego rodzaju ciasta polega na tym, że podczas formowania nie kruszy się ani nie klei, a podczas pieczenia nie namaka od farszu. Farsz zaś nie potrzebuje reklamy: połączenie kurek, kwaśnej śmietany i sera - to mówi samo za siebie ;)

Uwaga: do pieczenia potrzebna będzie tortownica z odpinaną obręczą o średnicy 20 cm
(u mnie ok. 25 cm), wyłożona papierem do pieczenia.

Korzystałam z tego przepisu.

Składniki:

Ciasto krucho-drożdżowe:

200 g mąki

60 g masła, roztopionego

1 jajko

1 łyżeczka soli

1 torebka suszonych drożdży (7 g)

Nadzienie:

450 g kurek + parę najładniejszych do dekoracji

1 łyżka oleju

1/2 cebuli, pokrojonej w drobną kosteczkę

1 łyżka masła

sól i świeżo zmielony czarny pieprz

2 jajka

150 g kwaśnej, gęstej śmietany 18%

2 garście (około 150 g) sera żółtego (o łagodnym, nieco słodkawym smaku)

Dekoracja: gałązki świeżego tymianku

Przygotowanie:

  • Ciasto: mąkę przesiewam do miski, dodaję roztopione masło, jajko, sól, drożdże. Wyrabiam ciasto, dodając 5 - 6 łyżek ciepłej wody. Ciasto wygniatam przez ok. 15 minut (mieszadłem miksera - 10 minut). Rozwałkowuję na placek większy niż średnica torownicy, wykładam nim dno i boki formy. Wstawiam do lodówki na czas przygotowywania nadzienia.
  • Nadzienie: kurki oczyszczam* i bardzo dokładnie osuszam. Na większej patelni, na 1 łyżce oleju szklę cebulę, mieszając od czasu do czasu, nie powinna się zarumienić. Dodaję kurki i smażę na średnim ogniu przez około 10 minut. Na koniec dodaję 1 łyżkę masła, doprawiam solą oraz pieprzem (na patelni nie powinien pozostać płyn, w razie potrzeby, zdjąć kurki z patelni a płyn odparować). Odstawiam do przestudzenia.
  • Piekarnik nagrzewam do 200 stopni. Jajka roztrzepuję i odkładam trochę roztrzepanych jajek (do posmarowania brzegów ciasta), a resztę mieszam ze śmietaną, doprawiam solą oraz sporą ilością świeżo zmielonego pieprzu.
  • Tartę wyjmuję z lodówki i wstawiam na 2 minuty do piekarnika. Na dno tarty wykładam kurki, zalewam masą z jajek i śmietany, posypuję tartym serem. Brzegi ciasta smaruję odłożonym roztrzepanym jajkiem, resztą skrapiam wierzch tarty.
  • Wstawiam do piekarnika i piekę przez 15 minut. Następnie na środku tarty układam odłożone do dekoracji kurki i piekę jeszcze przez kolejne 15 minut (pod koniec pieczenia należy obserwować, czy brzegi tarty nie zrumieniły się za bardzo; w razie potrzeby można zmniejszyć temperaturę). Tartę kroję jak trochę się przestudzi. Posypuję tymiankiem.

* Kurki zasypuję 2 łyżkami soli, po czym zalewam wrzątkiem. Delikatnie mieszam grzyby z solą. Ziemia opadnie na dół, wówczas wyciągam je łyżką cedzakową i przekładam do sitka. Kurki trzeba będzie jeszcze przepłukać i przebrać, żeby pozbyć się zanieczyszczeń typu listki, mech, igliwie. Pomysł od Truskawkowej Ani.

niedziela, 20 sierpnia 2017
O niezwykłym dżentelmenie i uzależniającym makaronie ryżowym

Dziś same przyjemności. Czytelniczo mam dla Was kilka słów o naprawdę dobrej książce, a kulinarnie coś, co Wasze kubki smakowe zapamiętają na dłuższy czas ;) Zapraszam do lektury.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Dżentelmen w Moskwie" Amor Towles

Amor Towles znany jest głównie dzięki swojej pierwszej powieści "Dobre wychowanie", która bardzo szybko trafiła na listę bestsellerów New York Timesa, Boston Globe i Los Angeles Timesa, a poza tym zebrała bardzo dobre recenzje. Jego drugie dzieło "Dżentelmen w Moskwie" również stał się bestsellerem, według NYT. O tym, czy faktycznie książka zasługuje na to miano, polscy czytelnicy będą się mogli przekonać pod koniec września, na kiedy planowana jest jej premiera. Natomiast ja miałam to szczęście, że dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, miałam możliwość jej przedpremierowego przeczytania.

"Dżentelmen w Moskwie" to powieść opisująca przeszło trzydzieści lat życia hrabiego Aleksandra Iljicza Rostowa, który w roku 1922 zostaje pozbawiony swojego majątku i umieszczony w moskiewskim hotelu Metropol w tzw. areszcie domowym. Hrabia wie, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą. Dlatego stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości najlepiej jak potrafi. Nawiązuje relacje i przyjaźnie z personelem hotelu oraz jego gośćmi, zmaga się z tym, co niespodziewanie zsyła mu los, a pomaga mu w tym wszystkim jego niezwykła moralna postawa, inteligencja i wytrwałość (czyli cechy dżentelmena).

Towles podarował czytelnikom niezwykłą opowieść, która staje się wielką przygodą, co jest niesamowite, biorąc pod uwagę to, że akcja w zdecydowanej większości dzieje się w jednym miejscu, a więc w hotelu Metropol. W tle autor stara się pokazać tło historyczne i przemiany, jakie miały miejsce w Rosji. Natomiast postać hrabiego często z sentymentem wspomina dawną Rosję, kraj artystów i szlachetnych ludzi.

Książka zachwyca i jest prawdziwą ucztą literacką, a do tego jest niesamowicie pięknie wydana. Okładka to jej duży atut, który przyciąga i zatrzymuje wzrok. Natomiast akcja w powieści ciekawie się rozwija i dociera do miejsca, w którym nie sposób odłożyć książki bez jej skończenia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: makaron ryżowy smażony z brokułami i mięsem mielonym

Któregoś dnia odkryłam ten przepis na Kwestii Smaku i tak o to dzień ten stał się jednym z lepszych ;) Tak pysznego dania już dawno nie jadłam. Oczywiście przełożyło się to na fakt, że robiłam je już wielokrotnie i właściwie wciąż do niego wracam, kiedy tylko brak pomysłu na obiad. Robi się je bardzo szybko, składniki w zasadzie są dostępne w każdym sklepie (aczkolwiek w pewne przyprawy trzeba się wcześniej zaopatrzyć, ale raz kupione, będą służyć nam przez jakiś czas), a smak jest po prostu rewelacyjny.

Co do mięsa: najlepsze będzie chude mięso z indyka, ale robiłam je również w wersji wieprzowej i też było ok ;)

Przepis oryginalny tutaj.

Składniki:

1 opakowanie makaronu ryżowego - wstążki

1 świeży brokuł (może być 450 g mrożonego)

500 g mielonego mięsa

1/2 cebuli

2-3 ząbki czosnku

1 łyżka startego imbiru

1 łyżeczka pasty chili (lub pół posiekanej papryczki lub 1 łyżeczka sosu sambal oelek, który osobiście polecam i używam m. in. do przygotowania tej potrawy)

1/3 łyżeczki mielonego pieprzu

1/2 łyżki oleju roślinnego

1 łyżka pasty tamaryndowej (lub sok z 1 limonki)

4 łyżki sosu sojowego

5 łyżek posiekanego szczypiorku - opcjonalnie

Przygotowanie:

  • Makaron ryżowy gotuję zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odcedzam, przelewam zimną wodą.
  • Na parze gotuję podzielonego na różyczki brokuła (ok. 10 minut). Jeśli mam mrożonego, wówczas wrzucam różyczki do garnka z wrzątkiem, doprowadzam do ponownego zagotowania i gotuję minutę, odcedzam i kroję na mniejsze kawałki.
  • W misce mieszam mięso mielone razem z drobno posiekaną cebulą i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Dodaję starty imbir, pastę chili, pieprz. Mieszam całość i odstawiam na kwadrans.
  • Na dużej i głębokiej patelni smażę na oleju mięso z dodatkami, ok. 10 minut. Dokładnie je obsmażam, a następnie dodaję brokuły, pastę tamaryndową (lub sok z limonki), mieszam i smażę przez minutę.
  • Dodaję ugotowany makaron i mieszając smażę kolejne 2 minuty. Wlewam sos sojowy, zagotowuję i mieszam. Można posypać danie szczypiorkiem i skropić dodatkowym sosem sojowym w razie potrzeby.

niedziela, 13 sierpnia 2017
O makaronie z serem i cukinią, zrujnowanej królowej i ratowaniu świata

Powrót do pracy po urlopie nie należał do najłatwiejszych. Wizja, że z kolejnym dłuższym wypoczynkiem trzeba poczekać rok, nie była (i nadal nie jest) przyjemna. No ale rozkręcam się powoli i staram się wkręcić w codzienny rytm pobudek o piątej rano...

Tymczasem dziś we wpisie kilka słów nt. książek, które ostatnio przeczytałam oraz przepis na niesamowicie smaczny makaron z serem i cukinią.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji" J. Beckman

"Jak zrujnować królową" to pozycja, która bardzo dokładnie i jednocześnie rzetelnie opisuje temat afery naszyjnikowej. Było to słynne oszustwo dokonane u schyłku XVIII wieku we Francji i było wymierzone w Marię Antoninę.

Autor przedstawia nam losy niesamowitego naszyjnika, przedziera się przez gąszcz kłamstw i intryg, bada przyczyny, jakie doprowadziły do tej sytuacji i wszystko to opisuje na przeszło czterystu stronach. Bibliografia na końcu książki jest imponująca i potwierdza ogrom pracy, jaki Jonathan Beckam włożył w jej napisanie.

Jednak afera, to nie jedyne o czym jest książka. Opisuje ona również losy bohaterów, którzy w różny sposób byli związani z tą sprawą. Oczywiście sporo dowiemy się o samej Marii Antoninie, o tajemnicach dworskiego życia oraz o ludziach, którzy żyli pragnieniem, aby tego życia zaznać. Pragnienie to często nadawało cel ich życiu. I tak kardynał Rohan starał się o względy królowej tak bardzo, że dał się złapać w sidła intrygi, którą uknuła hrabina La Motte-Valois.

Jak dla mnie, książka chwilami była dość trudna w odbiorze, choćby poprzez dużą ilość postaci przewijających się na jej stronach. Najciekawsze były dla mnie rozdziały poświęcone samej Marii Antoninie:

"Rozwinęła w sobie instynktowną skrytość - dokumenty starannie zamykała w sekreterze - gdyż peszyły ją szczegółowe informacje, jakie zdawała się posiadać jej matka. Zakładała, że Francuzi także ją szpiegują, co jedynie pogłębiało jej poczucie wyobcowania. Wersal należał do tych miejsc, gdzie za każdymi drzwiami stał człowiek z przyciśniętym do nich uchem (..)."

Książka z pewnością zadowoli miłośników historii, ale i osoby które gustują w kryminałach, ponieważ "Jak zrujnować królową" to jedno wielkie śledztwo, które zmierza do odkrycia prawdy. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej" K. Wągrowska

Czym jest zero waste? Pojęcie to zostało użyte po raz pierwszy w USA w latach siedemdziesiątych przez Paula Palmera, który był właścicielem firmy zajmującej się powtórnym użyciem surowców chemicznych stosowanych w sprzęcie elektronicznym. Od tego czasu, zaczął rozwijać się ruch zero waste, który skupiał się na ekologii i świadomym podejściu do obiegu odpadów w gospodarce. Popularność tej filozofii wzrosła, kiedy autorka bloga "Zero Waste Home" postanowiła zredukować ilość produkowanych przez siebie odpadów do zera i sformułowała zasadę 5R (refuse, reduce, reuse, recycle, rot). Zatem w zero waste chodzi o to, żeby maksymalnie ograniczyć ilość generowanych odpadów i stan posiadania do minimum, ponownie używać produkty uznawane za jednorazowe, przetwarzać oraz kompostować.

Katarzyna Wągrowska jest autorką bloga Ograniczam Się, a w książce opisuje swoje polskie zmagania z eksperymentem zero waste oraz przeplata w niej historie innych osób, które się w różnym stopniu tego podjęły. W tym celu, autorka wyruszyła w podróż po kraju i przeprowadziła wywiady z tymi osobami. Był to całkiem dobry pomysł, ponieważ warto poznać zdanie innych osób w tej kwestii, zwłaszcza jeśli opisują coś z własnego doświadczenia.

Książka składa się z czterech rozdziałów. Pierwszy porusza temat, jak ograniczać odpady w domu i tu mamy kolejne podrozdziały skupiające się na: kuchni, łazience, sprzątaniu i garderobie. Można tu znaleźć mnóstwo praktycznych porad, ciekawostek, a czasem i  statystyk oraz tabeli, które obrazują skalę problemu generowania odpadów w gospodarstwie domowym. Drugi rozdział - Dzieci a zero waste - pokazuje, jak można wprowadzić to podejście,  kiedy mamy dzieci, bo jak się okazuje, jest to możliwe. Trzeci rozdział to styl życia a zero waste, czyli jak się odnaleźć z tą filozofią w pracy, w restauracji, czy też w podróży. Ostatni rozdział przedstawia, jakie oszczędności możemy uzyskać, jeśli będziemy starali się żyć zgodnie z zasadami zero waste.

Osobiście muszę przyznać, że dość ciężko jest mi przełożyć zero waste do życia codziennego, oczywiście tak całkowicie, bo w jakimś stopniu staram się rozsądnie podchodzić do tego tematu. Jak wiadomo, często zarobki determinują nasze wybory konsumenckie. Jest też wiele innych czynników, które składają się na to, że do naszego koszyka trafiają te, a nie inne produkty. Właściwie jak się o tym wszystkim zaczyna poważnie myśleć, to uświadamia się sobie, że jest to temat rzeka. Z pewnością wiem, że każde, choćby najmniejsze działanie w kierunku zero waste, jest czymś pozytywnym i warto robić cokolwiek.

Książkę mogę szczerze polecić. Podczas czytania zanotowałam sporo ciekawych przepisów kulinarnych i kosmetycznych, które chcę koniecznie wypróbować. Owszem, jest w niej kilka rzeczy bardzo oczywistych, o których my przecież bardzo dobrze wiemy, ale ponowne uświadomienie ich sobie, wcale nie jest takie złe.  

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za możliwość przedpremierowego przeczytania książki.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: makaron z serem i cukinią (cukiniowe Mac and Cheese)

Upichciłam ostatnio na obiad coś właśnie takiego. Jakie to było dobre, jakie serowe, aromatyczne i syte! Przyznaję, że nie jest to lekkie danie i nawet dodatek warzywa, czyli cukinii, nie sprawia że staje się ono bardziej fit ;) Jednak, czy czasem nie można sobie kulinarnie zaszaleć?

Co poza tym?

- jak miewam często w zwyczaju, pozmieniałam nieco proporcje i w sumie smakowo bardzo mi odpowiadało. Jednak podałam w przepisie również oryginalne ilości.

- nie udało mi się dostać sera havarti. Poszukałam, jaki ser może być jego zamiennikiem i padło na tylżycki. Z tym akurat nie było problemu, jeśli chodzi o dostępność.

- warto poszukać dobrego sera cheddar, zresztą to samo tyczy się tylżyckiego. Sery są tu podstawą i ich smak będzie najbardziej intensywny, dlatego naprawdę warto postawić na jakość.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

3 łyżki oleju

pokrojona cienko bagietka lub 2 bajgle

4 łyżki masła

1/4 szklanki mąki

2 szklanki mleka (w oryginale 3)

2 szklanki wody

400 g drobnego makaronu

2 średnie cukinie, starte na tarce o grubych oczkach (można, ale nie trzeba obierać)

1 szklanka startego sera cheddar (w oryginale 3)

1 szklanka startego sera tylżyckiego (w oryginale ser havarti)

po 1/4 łyżeczki granulowanego czosnku i pieprzu cayenne

sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

  • Piekarnik nagrzewam do 175 stopni C. Pokrojoną bagietkę skrapiam olejem i posypuję odrobiną soli (sypnęłam też nieco tymianku). Mieszam całość i przekładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piekę około 10-15 minut. W połowie czasu pieczenia, mieszam kawałki bagietki, żeby się równo opiekły. Po upieczeniu, wyciągam z piekarnika i odstawiam na bok.
  • W międzyczasie rozpuszczam masło na dużej i głębokiej patelni. Wsypuję mąkę, zmniejszam ogień, mieszam i smażę ok. 1 minutę. Następnie stopniowo wlewam mleko, wodę i dodaję makaron. Zwiększam lekko ogień, doprowadzam całość do wrzenia i gotuję ok. 15 min. Ważne, aby często mieszać makaron. Jeśli jest taka potrzeba, można dolać trochę wody, żeby makaron się nie przypalił.
  • Kiedy makaron jest gotowy, dodaję startą cukinię, sery i przyprawy. Mieszam całość i gotuję jeszcze 5-10 minut. Makaron podaję z bagietkowymi grzankami.

niedziela, 06 sierpnia 2017
Sierpniowa melancholia ("Historia brody"; kapusta curry)

Końcówka urlopu nieco melancholijna. Mętlik myśli na różne tematy, lekkie zagubienie, ciągłe szukanie sposobu na to, aby dać głowie odpocząć od myślówki... Do tego wszystkiego aura sierpniowa daleka od ideału. Brak mi ciepłych wieczorów, kojącego sierpniowego zapachu i ciszy. I jak zawsze o tej porze roku, gdzieś tam w głowie przewijają się słowa Tove Jansson: "Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze." 

Ostatnio wybrałam się do Gdańska. Trwa tam teraz Jarmark Dominikański, ale nie taki był cel mojej podróży. Byłam tam o poranku, kiedy nie było jeszcze zbyt wielu ludzi, stragany były pozamykane, było cicho i przyjemnie. Przemierzałam z aparatem w ręku urokliwe uliczki i zachwycałam się pięknem Starego Miasta. Na koniec, zaszłam do mojej Pikawy. Wypiłam pyszną herbatę Kłapouchego i wciągnęłam porządny kawałek ciasta marchewkowego... Jeśli będziecie kiedyś w Gdańsku, koniecznie tam zajrzyjcie :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu"
Ch. Oldstone-Moore

„Bez względu na to, czy jest się gejem czy heteroseksualistą, liberałem czy konserwatystą, wierzącym lub niewierzącym, czy ktoś mieszka w mieście czy na wsi – każdy mężczyzna znajdzie jakiś powód do zapuszczenia brody lub wąsów. Mężczyźni odnaleźli w zaroście rodzaj męskiego wyzwolenia. W świecie zdominowanym przez ogolone twarze zarost stanowi deklarację osobistej niezależności”

Przed nami opowieść o dziejach męskiego zarostu. Autor w bardzo pomysłowy sposób prezentuje losy męskiej brody/wąsów/bokobrodów lub ich brak. Dzieje te są przez niego opisane od najdawniejszych czasów poprzez Jezusa, księcia Alberta, Che Guevarę, Johna Lennona do Davida Beckhama. Wymieniłam tylko kilka postaci, ale w książce znajdziecie ich znacznie więcej.

Przed rozpoczęciem lektury nasunęło się pytanie, po co pisać o męskim zaroście? Co jest w nim takiego fascynującego, że powstała o nim książka, która ma na dodatek aż 500 stron i bazuje na naprawdę bogatej bibliografii.

Autor tłumaczy, że jednym z celów, dla których napisał "Historię brody", była chęć przyjrzenia się niezwykłym losom ludzi z historii zachodniej cywilizacji. Faktycznie, omawiane w książce postacie stanowią bogatą i niezwykle zróżnicowaną grupę. Drugim celem było zapoznanie czytelników z "mrocznymi zakątkami historii męskiego zarostu" i przy okazji rozwianie błędnych wyobrażeń i mitów na jego temat. Według autora, przemiany w męskim zaroście, to nie tylko cykle modowe, ale również inne ważne aspekty. W książce porusza także zagadnienia moralne, polityczne, a także seksualne i wszystko to w nawiązaniu do zarostu.

Książka idealna dla mężczyzn (tych z zarostem i bez) oraz dla kobiet, aby mogły zapoznać się z tym tematem i dowiedzieć się, co dla mężczyzny może znaczyć jego broda, wąsy lub ewentualny ich brak. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: kapusta curry w mleku kokosowym

Tym razem będą swojskie klimaty z nutą egzotyki. Połączenie kapusty z mleczkiem kokosowym wydawało mi się dość dziwne i kuszące zarazem. Oczywiście, że musiałam przygotować tę potrawę. Okazała się tak dobra, że lubię do niej wracać.

Oczywiście najlepsza będzie młoda kapusta. Jednak można spróbować też z tą nie do końca młodą ;) Może wydłuży się nieco czas duszenia, ale w smaku będzie równie dobra.

Przepis znalazłam tutaj. W swojej wersji zwiększyłam proporcje składników.

Składniki:

średniej wielkości główka kapusty

2 ząbki czosnku

2 cebule średniej wielkości lub 1 duża

olej

1 puszka mleka kokosowego (ok. 400 ml)

2-3 łyżeczki żółtego curry w proszku

pół suszonej lub świeżej papryczki chilli

1 płaska łyżeczka suszonego imbiru lub odrobina świeżo startego (do smaku)

Przygotowanie:

  • Kapustę kroję na ćwiartki, a potem w paski. W garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, podsmażam lekko drobno pokrojoną cebulę i czosnek. Dodaję do garnka kapustę, podsmażam przez chwilę, często mieszając.
  • Następnie do kapusty dodaję mleczko kokosowe i przyprawy (chilli drobno siekam lub kruszę, jeśli mam suszone). Całość dokładnie mieszam, solę, dodaję pół szklanki wody i przykrywam.
  • Kapustę duszę pod przykryciem do miękkości, mieszając co jakiś czas. Jeśli jest taka konieczność, to dodaje trochę wody. Czas gotowania może być różny, ale po około 30 minutach można sprawdzać, czy kapusta jest dobra.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 103


KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...