RSS
niedziela, 13 sierpnia 2017
O makaronie z serem i cukinią, zrujnowanej królowej i ratowaniu świata

Powrót do pracy po urlopie nie należał do najłatwiejszych. Wizja, że z kolejnym dłuższym wypoczynkiem trzeba poczekać rok, nie była (i nadal nie jest) przyjemna. No ale rozkręcam się powoli i staram się wkręcić w codzienny rytm pobudek o piątej rano...

Tymczasem dziś we wpisie kilka słów nt. książek, które ostatnio przeczytałam oraz przepis na niesamowicie smaczny makaron z serem i cukinią.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji" J. Beckman

"Jak zrujnować królową" to pozycja, która bardzo dokładnie i jednocześnie rzetelnie opisuje temat afery naszyjnikowej. Było to słynne oszustwo dokonane u schyłku XVIII wieku we Francji i było wymierzone w Marię Antoninę.

Autor przedstawia nam losy niesamowitego naszyjnika, przedziera się przez gąszcz kłamstw i intryg, bada przyczyny, jakie doprowadziły do tej sytuacji i wszystko to opisuje na przeszło czterystu stronach. Bibliografia na końcu książki jest imponująca i potwierdza ogrom pracy, jaki Jonathan Beckam włożył w jej napisanie.

Jednak afera, to nie jedyne o czym jest książka. Opisuje ona również losy bohaterów, którzy w różny sposób byli związani z tą sprawą. Oczywiście sporo dowiemy się o samej Marii Antoninie, o tajemnicach dworskiego życia oraz o ludziach, którzy żyli pragnieniem, aby tego życia zaznać. Pragnienie to często nadawało cel ich życiu. I tak kardynał Rohan starał się o względy królowej tak bardzo, że dał się złapać w sidła intrygi, którą uknuła hrabina La Motte-Valois.

Jak dla mnie, książka chwilami była dość trudna w odbiorze, choćby poprzez dużą ilość postaci przewijających się na jej stronach. Najciekawsze były dla mnie rozdziały poświęcone samej Marii Antoninie:

"Rozwinęła w sobie instynktowną skrytość - dokumenty starannie zamykała w sekreterze - gdyż peszyły ją szczegółowe informacje, jakie zdawała się posiadać jej matka. Zakładała, że Francuzi także ją szpiegują, co jedynie pogłębiało jej poczucie wyobcowania. Wersal należał do tych miejsc, gdzie za każdymi drzwiami stał człowiek z przyciśniętym do nich uchem (..)."

Książka z pewnością zadowoli miłośników historii, ale i osoby które gustują w kryminałach, ponieważ "Jak zrujnować królową" to jedno wielkie śledztwo, które zmierza do odkrycia prawdy. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej" K. Wągrowska

Czym jest zero waste? Pojęcie to zostało użyte po raz pierwszy w USA w latach siedemdziesiątych przez Paula Palmera, który był właścicielem firmy zajmującej się powtórnym użyciem surowców chemicznych stosowanych w sprzęcie elektronicznym. Od tego czasu, zaczął rozwijać się ruch zero waste, który skupiał się na ekologii i świadomym podejściu do obiegu odpadów w gospodarce. Popularność tej filozofii wzrosła, kiedy autorka bloga "Zero Waste Home" postanowiła zredukować ilość produkowanych przez siebie odpadów do zera i sformułowała zasadę 5R (refuse, reduce, reuse, recycle, rot). Zatem w zero waste chodzi o to, żeby maksymalnie ograniczyć ilość generowanych odpadów i stan posiadania do minimum, ponownie używać produkty uznawane za jednorazowe, przetwarzać oraz kompostować.

Katarzyna Wągrowska jest autorką bloga Ograniczam Się, a w książce opisuje swoje polskie zmagania z eksperymentem zero waste oraz przeplata w niej historie innych osób, które się w różnym stopniu tego podjęły. W tym celu, autorka wyruszyła w podróż po kraju i przeprowadziła wywiady z tymi osobami. Był to całkiem dobry pomysł, ponieważ warto poznać zdanie innych osób w tej kwestii, zwłaszcza jeśli opisują coś z własnego doświadczenia.

Książka składa się z czterech rozdziałów. Pierwszy porusza temat, jak ograniczać odpady w domu i tu mamy kolejne podrozdziały skupiające się na: kuchni, łazience, sprzątaniu i garderobie. Można tu znaleźć mnóstwo praktycznych porad, ciekawostek, a czasem i  statystyk oraz tabeli, które obrazują skalę problemu generowania odpadów w gospodarstwie domowym. Drugi rozdział - Dzieci a zero waste - pokazuje, jak można wprowadzić to podejście,  kiedy mamy dzieci, bo jak się okazuje, jest to możliwe. Trzeci rozdział to styl życia a zero waste, czyli jak się odnaleźć z tą filozofią w pracy, w restauracji, czy też w podróży. Ostatni rozdział przedstawia, jakie oszczędności możemy uzyskać, jeśli będziemy starali się żyć zgodnie z zasadami zero waste.

Osobiście muszę przyznać, że dość ciężko jest mi przełożyć zero waste do życia codziennego, oczywiście tak całkowicie, bo w jakimś stopniu staram się rozsądnie podchodzić do tego tematu. Jak wiadomo, często zarobki determinują nasze wybory konsumenckie. Jest też wiele innych czynników, które składają się na to, że do naszego koszyka trafiają te, a nie inne produkty. Właściwie jak się o tym wszystkim zaczyna poważnie myśleć, to uświadamia się sobie, że jest to temat rzeka. Z pewnością wiem, że każde, choćby najmniejsze działanie w kierunku zero waste, jest czymś pozytywnym i warto robić cokolwiek.

Książkę mogę szczerze polecić. Podczas czytania zanotowałam sporo ciekawych przepisów kulinarnych i kosmetycznych, które chcę koniecznie wypróbować. Owszem, jest w niej kilka rzeczy bardzo oczywistych, o których my przecież bardzo dobrze wiemy, ale ponowne uświadomienie ich sobie, wcale nie jest takie złe.  

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za możliwość przedpremierowego przeczytania książki.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: makaron z serem i cukinią (cukiniowe Mac and Cheese)

Upichciłam ostatnio na obiad coś właśnie takiego. Jakie to było dobre, jakie serowe, aromatyczne i syte! Przyznaję, że nie jest to lekkie danie i nawet dodatek warzywa, czyli cukinii, nie sprawia że staje się ono bardziej fit ;) Jednak, czy czasem nie można sobie kulinarnie zaszaleć?

Co poza tym?

- jak miewam często w zwyczaju, pozmieniałam nieco proporcje i w sumie smakowo bardzo mi odpowiadało. Jednak podałam w przepisie również oryginalne ilości.

- nie udało mi się dostać sera havarti. Poszukałam, jaki ser może być jego zamiennikiem i padło na tylżycki. Z tym akurat nie było problemu, jeśli chodzi o dostępność.

- warto poszukać dobrego sera cheddar, zresztą to samo tyczy się tylżyckiego. Sery są tu podstawą i ich smak będzie najbardziej intensywny, dlatego naprawdę warto postawić na jakość.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

3 łyżki oleju

pokrojona cienko bagietka lub 2 bajgle

4 łyżki masła

1/4 szklanki mąki

2 szklanki mleka (w oryginale 3)

2 szklanki wody

400 g drobnego makaronu

2 średnie cukinie, starte na tarce o grubych oczkach (można, ale nie trzeba obierać)

1 szklanka startego sera cheddar (w oryginale 3)

1 szklanka startego sera tylżyckiego (w oryginale ser havarti)

po 1/4 łyżeczki granulowanego czosnku i pieprzu cayenne

sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

  • Piekarnik nagrzewam do 175 stopni C. Pokrojoną bagietkę skrapiam olejem i posypuję odrobiną soli (sypnęłam też nieco tymianku). Mieszam całość i przekładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Piekę około 10-15 minut. W połowie czasu pieczenia, mieszam kawałki bagietki, żeby się równo opiekły. Po upieczeniu, wyciągam z piekarnika i odstawiam na bok.
  • W międzyczasie rozpuszczam masło na dużej i głębokiej patelni. Wsypuję mąkę, zmniejszam ogień, mieszam i smażę ok. 1 minutę. Następnie stopniowo wlewam mleko, wodę i dodaję makaron. Zwiększam lekko ogień, doprowadzam całość do wrzenia i gotuję ok. 15 min. Ważne, aby często mieszać makaron. Jeśli jest taka potrzeba, można dolać trochę wody, żeby makaron się nie przypalił.
  • Kiedy makaron jest gotowy, dodaję startą cukinię, sery i przyprawy. Mieszam całość i gotuję jeszcze 5-10 minut. Makaron podaję z bagietkowymi grzankami.

niedziela, 06 sierpnia 2017
Sierpniowa melancholia ("Historia brody"; kapusta curry)

Końcówka urlopu nieco melancholijna. Mętlik myśli na różne tematy, lekkie zagubienie, ciągłe szukanie sposobu na to, aby dać głowie odpocząć od myślówki... Do tego wszystkiego aura sierpniowa daleka od ideału. Brak mi ciepłych wieczorów, kojącego sierpniowego zapachu i ciszy. I jak zawsze o tej porze roku, gdzieś tam w głowie przewijają się słowa Tove Jansson: "Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze." 

Ostatnio wybrałam się do Gdańska. Trwa tam teraz Jarmark Dominikański, ale nie taki był cel mojej podróży. Byłam tam o poranku, kiedy nie było jeszcze zbyt wielu ludzi, stragany były pozamykane, było cicho i przyjemnie. Przemierzałam z aparatem w ręku urokliwe uliczki i zachwycałam się pięknem Starego Miasta. Na koniec, zaszłam do mojej Pikawy. Wypiłam pyszną herbatę Kłapouchego i wciągnęłam porządny kawałek ciasta marchewkowego... Jeśli będziecie kiedyś w Gdańsku, koniecznie tam zajrzyjcie :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Historia brody. Zaskakujące dzieje męskiego zarostu"
Ch. Oldstone-Moore

„Bez względu na to, czy jest się gejem czy heteroseksualistą, liberałem czy konserwatystą, wierzącym lub niewierzącym, czy ktoś mieszka w mieście czy na wsi – każdy mężczyzna znajdzie jakiś powód do zapuszczenia brody lub wąsów. Mężczyźni odnaleźli w zaroście rodzaj męskiego wyzwolenia. W świecie zdominowanym przez ogolone twarze zarost stanowi deklarację osobistej niezależności”

Przed nami opowieść o dziejach męskiego zarostu. Autor w bardzo pomysłowy sposób prezentuje losy męskiej brody/wąsów/bokobrodów lub ich brak. Dzieje te są przez niego opisane od najdawniejszych czasów poprzez Jezusa, księcia Alberta, Che Guevarę, Johna Lennona do Davida Beckhama. Wymieniłam tylko kilka postaci, ale w książce znajdziecie ich znacznie więcej.

Przed rozpoczęciem lektury nasunęło się pytanie, po co pisać o męskim zaroście? Co jest w nim takiego fascynującego, że powstała o nim książka, która ma na dodatek aż 500 stron i bazuje na naprawdę bogatej bibliografii.

Autor tłumaczy, że jednym z celów, dla których napisał "Historię brody", była chęć przyjrzenia się niezwykłym losom ludzi z historii zachodniej cywilizacji. Faktycznie, omawiane w książce postacie stanowią bogatą i niezwykle zróżnicowaną grupę. Drugim celem było zapoznanie czytelników z "mrocznymi zakątkami historii męskiego zarostu" i przy okazji rozwianie błędnych wyobrażeń i mitów na jego temat. Według autora, przemiany w męskim zaroście, to nie tylko cykle modowe, ale również inne ważne aspekty. W książce porusza także zagadnienia moralne, polityczne, a także seksualne i wszystko to w nawiązaniu do zarostu.

Książka idealna dla mężczyzn (tych z zarostem i bez) oraz dla kobiet, aby mogły zapoznać się z tym tematem i dowiedzieć się, co dla mężczyzny może znaczyć jego broda, wąsy lub ewentualny ich brak. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: kapusta curry w mleku kokosowym

Tym razem będą swojskie klimaty z nutą egzotyki. Połączenie kapusty z mleczkiem kokosowym wydawało mi się dość dziwne i kuszące zarazem. Oczywiście, że musiałam przygotować tę potrawę. Okazała się tak dobra, że lubię do niej wracać.

Oczywiście najlepsza będzie młoda kapusta. Jednak można spróbować też z tą nie do końca młodą ;) Może wydłuży się nieco czas duszenia, ale w smaku będzie równie dobra.

Przepis znalazłam tutaj. W swojej wersji zwiększyłam proporcje składników.

Składniki:

średniej wielkości główka kapusty

2 ząbki czosnku

2 cebule średniej wielkości lub 1 duża

olej

1 puszka mleka kokosowego (ok. 400 ml)

2-3 łyżeczki żółtego curry w proszku

pół suszonej lub świeżej papryczki chilli

1 płaska łyżeczka suszonego imbiru lub odrobina świeżo startego (do smaku)

Przygotowanie:

  • Kapustę kroję na ćwiartki, a potem w paski. W garnku o grubym dnie rozgrzewam olej, podsmażam lekko drobno pokrojoną cebulę i czosnek. Dodaję do garnka kapustę, podsmażam przez chwilę, często mieszając.
  • Następnie do kapusty dodaję mleczko kokosowe i przyprawy (chilli drobno siekam lub kruszę, jeśli mam suszone). Całość dokładnie mieszam, solę, dodaję pół szklanki wody i przykrywam.
  • Kapustę duszę pod przykryciem do miękkości, mieszając co jakiś czas. Jeśli jest taka konieczność, to dodaje trochę wody. Czas gotowania może być różny, ale po około 30 minutach można sprawdzać, czy kapusta jest dobra.
poniedziałek, 31 lipca 2017
Książkowo i kulinarnie (chianka arbuzowa; kilka słów o tym, co ostatnio czytałam)

Urlop mija pod znakiem książek. Chwile ze słońcem należą niestety do rzadkości, cóż, takie lato w tym roku. Dni bez deszczu staram się spędzać w miarę aktywnie: trochę pobiegam, poćwiczę, wyciągnę rower do lasu. Czasem uda się spotkać z bliskimi i ze znajomymi. Nie narzekam zatem, jest dobrze :)

Dziś dzielę się z Wami tym, co ostatnio przeczytałam i przy okazji podrzucam przepis na orzeźwiający napój z arbuza.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "We wspólnym rytmie" Jojo Moyes

Z twórczością Jojo Moyes spotkałam się po raz pierwszy, kiedy Wydawnictwo Znak Literanova, przesłało mi do recenzji książkę "Razem będzie lepiej". Jak się okazało, była to naprawdę dobra pozycja, więc kiedy pojawiła się możliwość zrecenzowania jej kolejnej książki, wiedziałam że chcę się tego podjąć. Czy było warto?

Przyznaję, że na początku książka nie była tak wciągająca, jak myślałam. Na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem, robiło się coraz ciekawiej. Historia rozwinęła się, a ja zwłaszcza pod koniec, nie mogłam się od niej oderwać.

Sarah, Natasha i Mac - to główni bohaterowie, wokół których skupia się fabuła. Pierwsza z nich, to zbuntowana i pełna tajemnic nastolatka, która wkracza dość niespodziewanie w życie pozostałej dwójki. Natasha to prawniczka, robiąca błyskotliwą karierę. Niestety jej życie osobiste nie wygląda już tak dobrze. Szanse na zostanie matką odeszły w niepamięć po kolejnym poronieniu, a małżeństwo właściwie dobiega końca (Mac, to prawie były mąż).

Z każdą stroną bohaterowie mają coraz więcej problemów na głowie. Wszystko się nawarstwia, a oni są dodatkowo wobec siebie nieufni, nie rozmawiają szczerze i to niestety sprowadza na nich jeszcze większe kłopoty. Można w tym znaleźć wiele odnośników do naszego życia i chyba dlatego tak dobrze się to czyta. Życie nie jest łatwe i nie ma w nim wiele z bajki: są kłamstwa, zdrady, rozczarowanie i śmierć. Jednak książka niesie w sobie także pokłady nadziei, miłości i wiary, że świat i ludzie nie do końca są źli, a los potrafi przynieść nam niesamowite niespodzianki.

Książkę polecam. Dostarcza dużo emocji i przyznaję, że momentami trochę wzrusza i skłania do refleksji nad tym, co jest w życiu ważne.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova, za możliwość jej przeczytania.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Zen i sztuka obsługi motocykla" Robert M. Pirsig

"Czasami przyjemniej jest podróżować, niż dotrzeć na miejsce"

"Zen i sztuka obsługi motocykla" to opowieść o wakacyjnej podróży ojca z synem na motorze przez amerykańskie drogi. Podczas tej wyprawy, bohater dokonuje rozliczenia ze swoją przeszłością, rozprawia na tematy filozoficzne, a swoje tezy uzasadnia często na przykładzie np. obsługi motocykla.

"A zatem naprawiając motocykl czy wykonując jakiekolwiek inne zadanie, należy pielęgnować w sobie spokój wewnętrzny, który pozwala zespolić się z otoczeniem. Kiedy to się osiągnie, wszystko inne przychodzi w sposób naturalny. Spokój wewnętrzny pozwala dotrzeć do odpowiednich wartości, które przynoszą odpowiednie myśli, a te ostatnie przynoszą odpowiednie czynności. Efekt wykonanej pracy staje się widzialnym, materialnym odzwierciedleniem spokoju wewnętrznego."

Niestety nie tego spodziewałam się po tej książce. Myślałam, że więcej będzie tutaj choćby dialogów ojca z synem, czy też opisów samej podróży motocyklem. Właśnie te fragmenty w książce były dla mnie najbardziej ciekawe i przykuwały na dłużej moją uwagę. Kiedy pojawiały się zagadnienia filozoficzne, walczyłam ze sobą żeby ich nie przekartkować. Niestety filozofia nie była moim ulubionym przedmiotem na studiach, zatem i teraz miałam problem by skupić dłużej na niej swoją uwagę.

Z pewnością jest to wartościowa książka, zmusza do refleksji, ale nie jest to z pewnością prosta lektura i raczej nie nadaje się do czytania w leniwe, letnie wieczory ;) Trzeba poświęcić na nią dużo czasu (zwłaszcza, że ma ona prawie 500 stron).

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Miód podrożał" Marta Streng

"Miód podrożał" to małe arcydzieło słowa i fotografii. Stworzyła je Marta Streng. Książka jest zbiorem najważniejszycjh blogowych zapisków z ośmiu lat jej życia. Jak sama pisze, jest to: "Kawałek mojej historii i wielki odłamek mojego serca." Teksty opatrzone są osobistymi fotografiami, które zachwycają tak bardzo, że wciąż chce się do nich wracać.

Warto wspomnieć o tym, że cały dochód ze sprzedaży książki przeznaczony był na rehabilitację bratanka Marty (o małym, dzielnym Bruno możecie przeczytać tutaj).

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: chianka arbuzowa

Letniej aury mamy jak na lekarstwo. W przeciągu kilku ostatnich deszczowych dni, chętniej sięgałam po rozgrzewające herbaty. Na szczęście weekend przyniósł więcej słońca i aż chciało się sięgać po orzeźwiające napoje.

Sok z arbuza, czy też woda arbuzowa idealnie gasi pragnienie, a poza tym, uzupełnia niedobór elektrolitów. Ma jeszcze wiele innych zalet, a w połączeniu z nasionami chia, robi się duet idealny :) Smak nie potrzebuje zachwalania ;) 

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

kawałek arbuza - ok. 0,5 kg

2 łyżki nasion chia

Przygotowanie:

  • Miękki miąższ z arbuza wydrążam łyżką. Miksuję całość (najlepiej jednak sprawdza się wyciskarka do soków, która pozostawia tylko resztki suchego miąższu i pestki). W przypadku użycia miksera/blendera, warto przelać sok przez gęste sito, aby pozbyć się paprochów i resztek z pestek.
  • Przelewam sok do butelki i dodaję nasiona chia. Butelkę zakręcam i mieszam. Odstawiam na ok. 10 minut (można na dłużej). Powtarzam w międzyczasie mieszanie jeszcze dwa razy. Nasionka zwiększą swoją objętość i będą pływać w soku.
  • Sok najlepiej smakuje kiedy jest schłodzony.
wtorek, 04 lipca 2017
Książkowo i kulinarnie ("Dziedzictwo"; polędwiczka w sosie ze szparagami)



Bez zbędnych słów. Lepiej bowiem skupić się na tym co dobre, co mnie mile zaskoczyło i zachwyciło zarazem. Książkowo: niesamowita powieść, która jak dla mnie mogłaby się jeszcze nie kończyć - "Dziedzictwo" autorstwa Ann Patchett. Niesamowita i bardzo wciągająca. Dawno nie czytałam tak dobrej powieści. Kulinarnie zaś: rozbudzona na nowo miłość do szparagów, dzięki pysznemu daniu właśnie z ich dodatkiem. Zielone szparagi utytłane w smacznym sosie z dodatkiem gotowanego mięsa, kruchego i przepełnionego smakiem (bez wstępnego obsmażania). Pycha, podwójna zresztą.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Dziedzictwo" Ann Patchett

„Dziedzictwo” to książka, która już na samym początku przyciągnęła mnie okładką, piękną w swojej prostocie: na białym tle jest namalowanych kilka pomarańczy zaakcentowanych zielenią listków wokół. Owoce pojawiają się nie tylko na okładce, przewijają się także w trakcie czytania powieści.  Jednak nie tylko okładka zachwyca, treść również. Coś jest w tej książce, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać, mimo iż nie ma tam szybkich zwrotów akcji.

Książka zaczyna w dniu przyjęcia z okazji chrzcin małej Franny. Na uroczystości pojawia się nieproszony gość z butelką ginu w prezencie… Mieszanka owego ginu, soku z pomarańczy i samej obecności gościa to czynniki, które doprowadziły do pewnego pocałunku, a ten z kolei stał się przyczyną początku końca istnienia dwóch rodzin. Keatingowie i Cousinowie: czworo dorosłych i sześcioro dzieci, tzw. rodzina patchworkowa. Ich los, chcąc nie chcąc,  został połączony ze sobą na zawsze. Przestrzeń ok. 50 lat na prawie 400 stronach: zdrada, przyjaźń, rodzina, małżeństwo, szczęście i smutek, codzienność i  problemy jakie niesie życie. Wszystko to napisane w niebanalnym stylu.

Autorka w ciekawy sposób przedstawia historię tych dwóch rodzin. Nie ma tutaj chronologii zdarzeń, więc czasem dopiero po przeczytaniu kilkunastu zdań rozdziału, można się było zorientować, na jakim etapie ich życia jesteśmy. Historię zaś poznajemy w sposób cząstkowy, nie jest tak, że coś jest opowiedziane w trakcie jednego rozdziału od początku do końca. Pisarka zmusza nas do myślenia i łączenia faktów. Poznajemy punkt widzenia prawie każdego z bohaterów, dzięki czemu łatwiej wyrobić sobie o nich opinię. Z pewnością bardziej obiektywną, bo nikt nie jest całkowicie dobry bądź zły, każdemu z nich zdarzają się wzloty i upadki, podejmują decyzje, które nie do końca okazują się pozytywne w swoich skutkach.

Jednym z ciekawszych wątków jest ten, w którym w życiu Franny pojawia się pisarz Leo Posen. Podczas trwania ich burzliwego związku, powstaje powieść „Dziedzictwo”, której fundamentem były opowieści Franny o jej rodzinie.

„Dziedzictwo” to jedna z ciekawszych książek, jakie udało mi się w tym roku przeczytać. Urzekło mnie w niej niemal wszystko, a losy bohaterów wciąż przewijają się w mojej głowie. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć i samemu ocenić.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: polędwiczka w sosie ze szparagami

Pyszny pomysł na konkretny obiad. Jest mięso - u mnie polędwiczka wieprzowa (w oryginalnym przepisie schab) i boczek, są warzywa i to sezonowe, a oprawa z sosu śmietanowego wcale nie jest ciężka. Z dodatkiem ryżu bądź młodych ziemniaków, całość komponuje się naprawdę smacznie.

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

500 g polędwiczki wieprzowej

2 łyżki oleju

1 cebula

3 plasterki wędzonego boczku

400 ml bulionu

pół łyżeczki kurkumy

1 łyżka sosu sojowego

1 pęczek zielonych szparagów

1 łyżka posiekanego koperku

1/3 szklanki śmietanki 30%

po ok. 1 łyżeczce mąki pszennej i ziemniaczanej

Przygotowanie:

  • W szerokim garnku na oleju podsmażam pokrojone w kosteczkę cebulę i boczek. Wlewam bulion, dodaję kurkumę, sos sojowy i zagotowuję.
  • Polędwiczkę kroję na ok. 1 cm plasterki i wkładam w gotujący się bulion. Po zagotowaniu garnek przykrywam, zmniejszam ogień i gotuję przez ok. godzinę aż mięso będzie kruche.
  • Odłamuję grube i zdrewniałe końce szparagów. Resztę łodyg płukam i kroję na plasterki, zachowując w całości główki.
  • Szparagi wrzucam do garnka z mięsem i zanurzam je w wywarze. Gotuję przez ok. 2 minuty, następnie wlewam śmietankę i dodaję posiekany koperek, zagotowuję.
  • Aby zagęścić sos należy dodać do garnka przez sitko obydwie mąki (na początek po pół łyżeczki każdej), zagotować. W razie potrzeby dodać nieco więcej mąki.
poniedziałek, 05 czerwca 2017
Co nowego na półce z książkami

1. "Świat dla ciebie zrobiłem" Zośka Papużanka

"Świat dla ciebie zrobiłem", to dwanaście opowiadań o codzienności i o tym, co ona z sobą najczęściej niesie. Autorka pozwala nam podejrzeć codzienność bohaterów, ich maleńkie światy, problemy, rozterki, emocje. Z każdym opowiadaniem dociera do nas fakt, że nie da się żyć w całkowitym osamotnieniu, bez rodziny i znajomych, ponieważ to właśnie relacje międzyludzkie nas definiują. Książka jest oryginalna, napisana intrygującym stylem, chwilami bardzo poetyckim. Warto po nią sięgnąć, jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

2. "Smak zdrowia" Agnieszka Maciąg

Książki Agnieszki Maciąg kupuję w ciemno. Po prostu wiem, że zawsze w nich znajdę coś dla siebie, jeśli nie dla ciała, to dla ducha. Za każdym razem, kiedy czytam jej słowa, czy to w książce, czy na blogu, podziwiam ją za pozytywne podejście do życia. Dużo w niej wiary, dobrej energii, cierpliwości i spokoju. Niesamowita jest, po prostu.

"Smak zdrowia" na razie kilkakrotnie przewertowałam. Lektura dopiero przede mną, ale już czuję, że to skarbnica wiedzy. W książce jest sporo przepisów na naturalne leki, zdrowe napoje i potrawy. Dużo w niej holistycznego podejścia do życia i zdrowia, a to ostatnimi czasy bardzo sobie cenię. Warto.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

3. "Rekin i baran" Marta i Adam Biernat

"Rekin i baran" to debiut dwójki blogerów, Marty i Adam Biernat. Książka szczegółowo opisuje życie na Islandii i zwyczaje jej mieszkańców. Bardzo często w książce przywoływane są wątki historyczne, które miały istotny wpływ na los Islandii. Dużo miejsca zajmują również opisy niezwykłej przyrody. Momentami książka wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać, ale są fragmenty, które nieco nużą. Dużym plusem są zdjęcia: przepiękne, przesiąknięte mglistą i tajemniczą aurą.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

4. "Happy detoks" Kasia Bem

"Happy Uroda", to druga książka Kasi Bem. O pierwszej pisałam m. in. tutaj. Druga część nie odbiega jakością od pierwszej. Jest w niej dużo przydatnych informacji na temat tego, jak zadbać o siebie w naturalny sposób, jak odmłodnieć, jak dobrze poczuć się we własnym ciele. Autorka przedstawia w książce programy holistycznej metamorfozy (weekendowy, tygodniowy i 21-dniowy). W książce jest dużo jogi, jogi twarzy, nowe przepisy na zdrowe posiłki i naturalne kosmetyki.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

5. "Sekretny dziennik Laury Palmer"

"Sekretny dziennik Laury Palmer" nie trafił w mój gust. O ile serial "Miasteczko Twin Peaks" czarował tajemniczością i sprawiał, że z niecierpliwością chciało się obejrzeć kolejny odcinek, to książka jest już zupełnie z innej bajki. Dziennik zaczyna się w dniu 22 lipca 1984 roku, kiedy Laura obchodzi swoje dwunaste urodziny i jest prowadzony prawie do ostatnich chwil jej życia. Jej zapiski czyta się jak gdyby pisała je dojrzała kobieta, a nie dwunastolatka; słownictwo i opisy są często dość wulgarne. Przyznaję, ze książkę czytało się ciężko i raczej nie czerpałam żadnej literackiej przyjemności z jej czytania.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 103


Instagram
KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...