RSS
niedziela, 10 lutego 2019
Bogini w kuchni (Dal z fasolki mung)

Styczeń i luty to trochę zmęczenia, dużo zabiegania, pracy i obowiązków... Dlatego dziś, bez zbędnych słów, przechodzę od razu do przepisu.

"Tak mi trzeba wiedzieć, że się ktoś o mnie troszczy w tym obcym świecie. I wiem, jak bardzo nie zasługuję na tę troskę - ja z moimi idiotycznymi depresjami i całą tą maszynerią spekulacji." Halina Poświatowska

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Owszem, książka kucharska to kronika wspomnień, które splatają się w historię naszego życia, historię społeczeństwa i kultury w najbardziej osobistej formie, ale jej podstawowym zadaniem jest odpowiedź na ważne codzienne pytanie: "Co będziemy dziś jeść?".

                                                                                   Nigella Lawson "Przy moim stole"


Najnowsza książka Nigelli Lawson "Przy moim stole", to pozycja, którą wiedziałam, że muszę mieć ;) Autorka jest moją kulinarną idolką. Wypróbowałam wiele jej przepisów i praktycznie wszystkie były i-d-e-a-l-n-e. Uwielbiam jej książki i programy telewizyjne (działają na mnie uspokajająco ;).

Dziś dzielę się z Wami przepisem na Dal z fasolki mung, który może nie wygląda najlepiej, ale za to jest bardzo aromatyczny i smaczny. Potrawę podaje się z ryżem doprawionym kurkumą, kardamonem i kminem oraz dodatkiem w postaci miętowej raity z kolendrą. Osobiście wolałam dodatek ryżu niż raity.

Składniki:

Dal:

250 g fasolki mung

75 g czerwonej soczewicy

1,5 litra zimnej wody

2 czerwone chili, bez pestek, drobno posiekane

1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony

pół łyżeczki mielonej kurkumy

1-2 łyżeczki soli do smaku

Miętowa raita z kolendrą:

250 g jogurtu greckiego

mały pęczek kolendry

4 łyżki drobno posiekanych liści mięty

pół łyżeczki soli

Przygotowanie:

  • Fasolkę zalewam taką ilością zimnej wody, by ją przykryła. Zostawiam do namoczenia przynajmniej na godzinę (do 6 godzin), a następnie odcedzam i przekładam do garnka z grubym dnem i pokrywką.
  • Dodaję czerwoną soczewicę, wlewam 1,5 litra zimnej wody i zagotowuję bez przykrycia. Gdy woda się zagotuje, usuwam szumowiny.
  • Dodaję posiekane czerwone chili, zmiażdżony czosnek i kurkumę. Wszystko razem mieszam i gotuję pod uchyloną pokrywką 30-40 minut. Od czasu do czasu mieszam. Gdy fasolka i soczewica zmiękną, zdejmuję pokrywkę i gotuję dalej, aż potrawa nabierze konsystencji gęstej zupy. To może potrwać około 10 minut (w zależności, ile płynu pozostało w garnku; może nawet etap ten trzeba będzie pominąć). Należy wziąć pod uwagę fakt, że po zdjęciu z ognia dal będzie wciąż gęstniał. Doprawiam go do smaku solą.
  • Raitę można zrobić, gdy dal będzie gotowy. Łączę w misce jogurt, kolendrę, miętę oraz sól i miksuję wszystko blenderem ręcznym.
  • Potrawę można podać z dodatkiem ryżu.

niedziela, 30 grudnia 2018
Poświątecznie (boczniaki po kaszubsku i nowa książka Jojo Moyes)

Poświąteczny czas płynie nieco melancholijnie, naznaczony powrotem z domu rodzinnego. Jak co roku wyjazdowi towarzyszył jakiś ciężki do opisania smutek, że coś po raz kolejny minęło i tak naprawdę nie wiadomo, co przyniosą przyszłe Święta. W sercu tkwią życzenia świąteczne, pod powiekami mam wspomnienie łez mamci, która nie potrafiła ukryć wzruszenia. Kolejne dni wypełnione były zaś ogromem radości, wygłupów w śniegu, zabawą i śmiechem. Chcę te chwile zapamiętać jak najdłużej.

Teraz, czas spędzam trochę pracowicie: trzeba przygotować się do styczniowych zajęć, a do tego rozliczyć się z nowego zlecenia do czwartku. Wszystko to spowite jeszcze aurą lenistwa, dojadania pierogów i pierniczków...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Srebrna zatoka" Jojo Moyes

Za każdym razem, kiedy ma się pojawić nowa książka Jojo Moyes, czekam na nią z niecierpliwością. Dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, miałam przyjemność przeczytania "Srebrnej Zatoki" jeszcze przez premierą :)

Malownicza Srebrna Zatoka, to dzika część australijskiego wybrzeża. Tam można obserwować delfiny i humbaki. To właśnie w tym urokliwym miejscu, swój azyl odnalazła pełna tajemnic, bohaterka książki, Liza wraz ze swoją córeczką Hannah.

Spokój i rutynę przerywa przyjazd Mike'a, biznesmena pracującego dla dużej firmy developerskiej w Londynie. Początkowo jego wizyta nie zwiastuje problemów, dopiero później wychodzi na jaw prawdziwy cel jego podróży. Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze niespodziewane uczucie między dwojgiem bohaterów, które z każdą stroną książki będzie się coraz bardziej komplikować, a skrywane tajemnice z obu stron dołożą dodatkowych problemów. To dzięki tym sekretom, książka jest wciągająca i sprawia, że snuje się domysły, co mogło się wydarzyć w przeszłości i co może się stać, w przypadku poznania prawdziwej historii.

Dodatkowo, podobało mi się jeszcze to, że każdy następny rozdział był opowieścią widzianą z perspektywy kolejnego bohatera. Dzięki temu można było spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia. Jest to ciekawe posunięcie i pomaga zrozumieć postępowanie każdej z postaci.

Książki pisane przez Moyes zawsze dotyczą problemów życia codziennego i to jest chyba klucz do sukcesu. Czytelnicy chcą czytać tego typu literaturę, bo jest ona dzięki temu bardzo im bliska (któż z nas nie ma problemów?). Do tego zawsze można mieć nadzieję na pozytywne zakończenie. Czy było też tak w przypadku "Srebrnej Zatoki"? Tego już nie zdradzę ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: boczniaki po kaszubsku

To, co można wyczarować w kuchni z boczniaków jest doprawdy zdumiewające. Kiedyś zerkałam na nie z obrzydzeniem, teraz wyszukuję kolejnych przepisów na to, co można z nich jeszcze zrobić. I tak po "bigosie z boczniakami", "skrzydełkach z boczniaków" i smażonych zwyczajnie w bułce i jajku, przyszła pora na boczniaki po kaszubsku :)

Porcja, którą przygotowałam na świąteczny stół zniknęła, co mówi zatem samo przez się. Warto spróbować, a nuż zasmakuje?

Korzystałam z przepisu od niezawodnej Jadlonomi (klik).

 Kilka rad:

  • Do smażenia boczniaków potrzebna będzie bardzo duża patelnia, a jeśli nie macie takiej, usmażcie boczniaki na dwa razy (mają się usmażyć na złoto).
  • Sos powinien być intensywnie słony i słodko – kwaśny i ma wystarczyć na pół kilograma boczniaków.
  • Ocet warto dodawać stopniowo, ponieważ różne rodzaje octu mogą bardzo różnić się od siebie poziomem kwaśności. 

Składniki:

500 g boczniaków

olej do smażenia

 

2 cebule

6 suszonych śliwek

 

2 goździki

2 ziarna ziela angielskiego

1 liść laurowy

1 łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczki soli

spora szczypta czarnego pieprzu

 

3 łyżki koncentratu pomidorowego

2 – 3 łyżki octu

2 łyżki sosu sojowego

1 łyżeczka gorczycy

1/4 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki majeranku

1/2 szklanki wody

 

3 – 4 łyżki oleju lnianego

1 – 2 ogórki kiszone

sól

Przygotowanie:

  • Boczniaki kroję w grube paski. Na patelni rozgrzewam olej, dodaję boczniaki, ale nie mieszam. Czekam 1-2 minuty i dopiero wtedy mieszam i smażę je na złoty kolor, a następnie odsączam na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu.
  • Z patelni odlewam nadmiar oleju, do smażenia cebuli wystarczy około 1 łyżki. Cebulę kroję w półksiężyce, a śliwki w paseczki. Na rozgrzaną patelnię wrzucam cebulę i śliwki; smażę około 1 minutę.
  • Następnie dodaję goździki, ziele angielskie, liście laurowe, ostrą paprykę, sól oraz pieprz i wszystko smażę na niedużym ogniu do czasu, aż cebulka zmięknie, czyli przez kolejne 2 – 3 minuty.
  • Do miękkiej cebuli dodaję wszystkie pozostałe składniki poza olejem lnianym i ogórkami. Zwiększam ogień pod patelnią, duszę przez minutę, po czym dodaję usmażone boczniaki. Duszę jeszcze 2 – 3 minuty i odstawiam do ostygnięcia.
  • W tym czasie kroję w drobną kostkę kiszonego ogórka i dodaję go do boczniaków razem z olejem lnianym. Dokładnie mieszam i w razie potrzeby dodaję szczyptę soli lub więcej octu. Całość przekładam do szklanego, szczelnie zamykanego słoika i wstawiam do lodówki.
  • Danie najlepiej smakuje następnego dnia, z dobrym chlebem lub bez żadnych dodatków.

niedziela, 23 grudnia 2018
Świątecznie (bigos z boczniakami)

Święta już od dawna nie są dla mnie tym, czym były za czasów, gdy byłam dzieckiem. Owszem, doceniam fakt, że spędzam je z rodziną, że wspominamy nasze fajne chwile, oglądamy albumy ze zdjęciami, smakujemy pyszne potrawy i jest po prostu ciepło i przytulnie. Niestety, melancholia dopada mnie mimo wszystko i nieco tłumi radość.

Jak co roku, staram się zgnieść w zarodku zielonego Grincha i robię wszystko, by się nie poddać tak łatwo: piekę pierniczki, włączam świątecznego Michaela Buble, oglądam "The Holiday", pakuję prezenty, ozdabiam światełkami stroik i eksperymentuję z potrawami :) 

Dziś dzielę się z Wami jednym z takich eksperymentów: bigosem z boczniakami, według przepisu z Jadłonomi (klik). Nie ma w nim mięsa, czego jakoś specjalnie nie odczułam jedząc go. Jest za to mnóstwo smaku, aromatu i świątecznej atmosfery. Jeśli ktoś uważa, że bigos bez mięsa to nie bigos, niech przyjmie zatem, że jest to przepis na pyszną kapustę z boczniakami ;)

Wesołych i rodzinnych Świąt Wam życzę Drodzy Czytelnicy :)

Bigos z boczniakami i zieloną soczewicą (kapusta z boczniakami i zieloną soczewicą)

Uwagi:

  • Kupcie dobrą kapustę kiszoną, bez niepotrzebnych "polepszaczy" i niech to nie będzie kapusta "kwaszona".
  • Do gotowania wybierzcie największy garnek o grubym dnie (będzie łatwiej mieszać i nic się nie przypali).
  • Nie należy zmniejszać ilości oleju, bo przyprawy muszą się dokładnie usmażyć w oleju z cebulką.
  • Wino można zastąpić cydrem, brandy lub żubrówką.
  • Żeby dobrze przygotować boczniaki, trzeba trzymać się ściśle przepisu.

Składniki:

1 cebula

4 – 6 łyżek oleju

 

1 kilogram kiszonej kapusty

2 szklanki wody

1 łyżka soli

 

1/2 szklanki zielonej soczewicy, suchej

 

1 kilogram białej kapusty

1 kwaśne jabłko

1 szklanka wody

1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina

1 – 3 łyżki miodu lub syropu klonowego

1 łyżka koncentratu pomidorowego

10 suszonych śliwek

1/4 szklanki suszonej żurawiny

10 g suszonych grzybów

4 łyżki sosu sojowego

sól i czarny pieprz

 

500 g boczniaków

olej

 

2 i 1/2 łyżki sosu sojowego

1/2 łyżeczki miodu lub syropu klonowego

 

Przyprawy:

6 ziaren ziela angielskiego

6 liści laurowych

4 goździki

3 owoce jałowca

1 łyżeczka kminku

1 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego

1 1/2 łyżeczki papryki wędzonej

1 1/2 łyżeczki papryki ostrej

1 łyżeczka cząbru

1 łyżeczka majeranku

1/2 łyżeczki tymianku

1/2 łyżeczki ziaren kolendry

1/2 łyżeczki ziaren gorczycy

Przygotowanie:

  • Cebulę kroję w grubą kostkę, kiszoną kapustę odciskam z nadmiaru soku i siekam na mniejsze kawałki. Na dnie bardzo dużego garnka rozgrzewam dużo oleju, dodaję cebulę i smażę przez 1 minutę. Następnie dodaję wszystkie przyprawy i smażę jeszcze 2 – 3 minuty.
  • Do podsmażonej cebulki dodaję kiszoną kapustę, wodę oraz sól i gotuję wszystko pod przykryciem przez 45 minut.
  • W międzyczasie suchą soczewicę gotuję w lekko osolonym wrzątku, białą kapustę siekam, a jabłko w skórce ścieram na tarce.
  • Ugotowaną soczewicę odcedzam. Kiedy kiszona kapusta lekko zmięknie dodaję posiekaną kapustę, starte jabłko i wszystkie pozostałe składniki. Dokładnie mieszam, przykrywam i gotuję przez 4 godziny na najmniejszym ogniu, mieszając co godzinę.
  • Przed podaniem bigosu przygotowuję boczniaki: grzyby kroję w grube paski wzdłuż blaszek, na dnie największej patelni rozgrzewam olej i kiedy będzie bardzo gorący, dodaję grzyby i nie mieszam ich! Czekam 1 – 2 minuty i dopiero wtedy mieszam, ponownie mieszam po kolejnych 2 minutach.
  • Gdy grzyby będą złote wlewam sos sojowy, miód i intensywnie mieszając odparowuję płyn. Boczniaki przekładam na papierowy ręcznik żeby odsączyć je z nadmiaru tłuszczu.
  • Na koniec bigos doprawiam solą i pieprzem, w razie potrzeby dodaję więcej miodu lub innego słodzika. Dodaję boczniaki, mieszam i podaję z chlebem lub z ziemniakami. Najlepszy jest następnego dnia.

niedziela, 02 grudnia 2018
Jesienne osiędbanie (ciasto dyniowo-mandarynkowe)

"Czuła się bezpiecznie, odizolowana i absolutnie zobojętniała pod warstwą swetrów, w wysokich butach i w płaszczu od deszczu, głęboko schowana w ciepłym wnętrzu mokrej wełny i czystego sumienia" Tove Jansson, Wiadomość

"Nie jest trudno opuszczać tymczasowe otoczenie i ludzi, którzy stali się na tyle bliscy, że człowiek uroni po nich łezkę, ale za pół roku staną się niewyraźni i nieprawdziwi. [...] ... a wszyscy ci mali ludzie, których się spotkało, którzy ci pomagali lub cię denerwowali, w końcu staną się tylko kilkoma rozmazanymi pociągnięciami ołówka w bardzo starym szkicowniku." Tove Jansson, Listy Tove Jansson

Listopad był jedną wielką mozaiką uczuć i zdarzeń, a działo się wiele. Wiadomo, to co pozytywne, pomogło przetrwać ten trudny miesiąc. Jeśli chodzi o mniej ciekawe sytuacje, to ich pojawienie się pomogło mi co nieco zrozumieć i przy okazji zweryfikować kto i co jest w życiu ważne, a czym nie warto się przejmować.

Przy obecnym zabieganiu, masie obowiązków i zajęć, doceniam wszystkie te chwile, które są dla mnie wyjątkowe (z różnych względów). Przypomniałam sobie artykuł Blimsien o "osiędbaniu" (tutaj i tutaj) oraz jeden z wpisów na Facebooku Kobiety na zakręcie (@ubranawmoc). Dlatego ten weekend był moim osiędbaniem, dzięki przyjemnościom, które sobie zaplanowałam, ale również dzięki ludziom, z którymi go spędziłam. Mnóstwo wyjątkowych chwil, dużo ciepła, uśmiechu, rozmów i cudownych miejsc.

Teraz, już przy końcu weekendu, pora na ciąg dalszy dbania o siebie: herbata z lipy z miodem i cytryną, książka ("Szlaki. Opowieści o wędrówkach" R. Macfarlane) i masa pięknych wspomnień :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciasto dyniowo-mandarynkowe

Pyszne, wilgotne i miękkie ciasto dyniowe o zapachu mandarynek i wanilii. Proste i szybkie w przygotowaniu, zwłaszcza, jeśli korzysta się z wcześniej przygotowanego puree dyniowego (ja wygrzebałam z zamrażalnika już ostatni zapas...). Warto się skusić ;)

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

250 g (250 ml) puree z pieczonej dyni (przepis tutaj)

225 g mąki pszennej (1 i 1/2 szklanki o poj. 250 ml)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

200 g masła

1 szklanka cukru

1 łyżeczka cukru waniliowego lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

skórka starta z 2 mandarynek

3 jajka, oddzielnie żółtka od białek

Polewa: 50 g białej czekolady lub 5 łyżek cukru pudru lub 3 łyżki dżemu pomarańczowego lub mandarynkowego

Przygotowanie:

  • Tortownicę o średnicy ok. 23 - 24 cm smaruję masłem, spód wykładam papierem do pieczenia. Przygotowuję puree z dyni. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni C. Mąkę przesiewam do miski razem z proszkiem do pieczenia, mieszam i odstawiam.
  • Do garnka wkładam pokrojone na kawałeczki masło, roztapiam na małym ogniu co chwilę mieszając (nie podgrzewać za mocno). Dodaję cukier oraz cukier waniliowy i mieszam. Odstawiam z ognia.
  • Mus z dyni wkładam do miski, dodaję skórkę z mandarynki i wlewam roztopione masło z cukrem, mieszam i studzę. Odkładam pół szklanki otrzymanej masy na polewę. Do reszty dodaję żółtka i mieszam.
  • Białka ubijam na sztywną pianę. Do oddzielnej miski przesiewam mąkę i mieszam z proszkiem do pieczenia oraz sodą.
  • Delikatnie łączę składniki suche i mokre oraz pianę z białek - mieszając wolno łyżką, tylko do połączenia się składników.
  • Masę wykładam do tortownicy. Wstawiam do nagrzanego piekarnika i piekę przez ok. 40 - 45 minut lub do suchego patyczka. Wyjmuję z piekarnika i odstawiam do wystudzenia.
  • Polewa: do odłożonej masy dodaję roztopioną czekoladę lub cukier puder lub dżem pomarańczowy, mieszam. Polewam po cieście gdy będzie już ostudzone.
wtorek, 13 listopada 2018
Lawendowe ciastka z morelami i czekoladą oraz bardzo ważna książka

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Książkowo: "Wylecz PCOS. Jak w 21 dni pozbyć się objawów zespołu policystycznych jajników" Amy Medling

Amy Medling jest certyfikowaną trenerką zdrowia, która specjalizuje się w pracy z kobietami z zespołem policystycznych jajników (PCOS). Pomaga tym kobietom, które straciły nadzieję na normalne życie. Opracowała sprawdzony plan, który obejmuje nie tylko dietę, ale oferuje również narzędzia, które pomagają przejąć kontrolę nad PCOS i odzyskać płodność, kobiecość, zdrowie i szczęście.

"Wylecz PCOS" to bardzo ważna książka dla kobiet, które chorują na zespół policystycznych jajników. Jest to jedno z najczęstszych zaburzeń hormonalnych, które negatywnie wpływa na pracę organizmu. Niestety, z powodu szerokiego wachlarza objawów, kobiety często nie są diagnozowane pod tym kątem, a do tego, jako leczenie najczęściej stosuje się tabletki antykoncepcyjne.

W książce zostają przedstawione bardzo szczegółowo objawy tego schorzenia, a wszystkie zagadnienia i problemy są wyjaśnione w bardzo przystępny i jasny sposób. Ponad to, autorka przekonuje czytelniczki, że w tej chorobie nie ma "cudownej pigułki", która nas uleczy, natomiast bardzo dużą pomoc może przynieść zmiana stylu życia.

Tworzy określenie "Diwa PCOS", które opisuje kobietę pełną nadziei, która przejęła kontrolę nad swoim zdrowiem, szczęściem i codziennie podejmuje kroki ku poprawie obydwu. Ponad to decyduje się "rozkwitać" z PCOS i sięga po moc, jaką daje jej poszerzanie wiedzy i zdobywanie informacji o zespole policystycznych jajników. Uważam, że to określenie powinno definiować każdą kobietę, która dba o siebie, nawet jeśli nie cierpi na PCOS.

Książka ta, to skarbnica wiedzy. Składa się z dwóch rozdziałów. Pierwszy porusza ogólne zagadnienia PCOS. Druga część jest konkretnym 21-dniowym planem leczenia. Opisuje osobno każdy tydzień, podaje przepisy kulinarne, plany posiłków, a także różnego rodzaju zadania oraz test oceny objawów diwy PCOS.

Amy wykonała kawał dobrej roboty. Jest to bardzo ważna lektura dla kobiet zarówno chorujących na PCOS, ale i tych, których ten temat teoretycznie nie dotyczy. Oferuje ona bowiem plan zmiany stylu życia na bardziej zdrowy (zarówno chodzi o zdrowie fizyczne, jak i psychiczne). Warto po nią sięgnąć, zapoznać się z treścią, pomyśleć o sobie i swoim życiu, a może nawet coś w nim zmienić.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kulinarnie: ciastka lawendowe z morelami i czekoladą

Najpyszniejsze ciastka, jakie ostatnimi czasy jadłam. Miękkie, z czekoladą i suszonymi morelami, a do tego mają delikatny aromat lawendowy (nie bójcie się, że będą smakować mydłem ;). Jedyne czego żałowałam, to tego, że nie upiekłam ich z podwójnej ilości składników, bo zbyt szybko znikają w brzuchu.

Przepis od Liski z White Plate (klik).

Składniki na ok. 9 ciastek:

60 g miękkiego masła

1 małe jajko

60 g mielonych migdałów

70 g mąki pszennej

100 g cukru trzcinowego

1/4 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

gałązka kwiatów lawendy (drobno posiekane kwiatki) lub jedna płaska łyżeczka suszu

60 g suszonych moreli, posiekanych

80 g gorzkiej czekolady (używam 85%)

Przygotowanie:

  • Blachę z piekarnika wykładam papierem do pieczenia.
  • W misce łączę suche składniki: migdały, mąkę, proszek, cukier, sól i lawendę.
  • Miksuję masło i powoli dodaję suche składniki. Na końcu dodaję posiekaną drobno czekoladę i morele. Schładzam ciasto przez pół godziny w lodówce.
  • Piekarnik nagrzewam do 200 st C.
  • Łyżką (np. taką do lodów) nabieram porcje ciasta i układam je na blasze zostawiając między nimi ok. 4 cm odstępy. Ciastka topnieją podczas pieczenia, zatem musi między nimi zostać wystarczająco dużo miejsca.
  • Wstawiam do piekarnika, piekę 11 minut. Wyłączam piekarnik i zostawiam ciastka do ostygnięcia.
  • Na początku ciastka są bardzo miękkie, a kiedy ostygną, nadal będą miękkie (ale nie mogą się rozpadać). Jeśli wolicie kruche i bardziej twarde ciasteczka, pieczcie je ok. 13-15 minut.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109


KONTAKT



Durszlak.pl Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...